"Co trzy lata wojny w Strefie Gazy mówią o Izraelu i świecie Brutalność, jakiej doświadczają Palestyńczycy, oraz brak jakichkolwiek konsekwencji dla sprawców dowodzą, iż prawo międzynarodowe nie ma znaczenia."

grazynarebeca5.blogspot.com 7 часы назад

Updated 7 Oct, 2026 21:30

Autor: Tarik Cyril Amar – historyk z Niemiec, pracujący na Uniwersytecie Koç w Stambule; zajmuje się tematyką Rosji, Ukrainy i Europy Wschodniej, historią II wojny światowej, kulturowym wymiarem zimnej wojny oraz polityką pamięci.


@tarikcyrilamartarikcyrilamar.substack.com

tarikcyrilamar.com

© Omar Ashtawy / Getty Images

7 października 2023 roku Hamas oraz inne palestyńskie organizacje ruchu oporu przypuściły ze Strefy Gazy atak na Izrael pod kryptonimem „Potop Al-Aksa”. Izraelskie i zachodnie media głównego nurtu oraz politycy błyskawicznie określili to wydarzenie mianem aktu masowego terroryzmu i zalali świat doniesieniami o przerażających okrucieństwach rzekomo popełnionych przez Palestyńczyków – takich jak sadystyczne mordowanie dzieci i kobiet czy masowe gwałty.


Dziś wiemy, iż te potworne historie były kłamstwami obliczonymi na wywołanie oburzenia – zarówno w kraju, jak i na arenie międzynarodowej – wymierzonego w palestyński ruch oporu oraz samych Palestyńczyków. Były one elementem tej samej toksycznej izraelskiej narracji, która określała tych ludzi mianem „Amaleka” – co stanowiło odniesienie do opisanego w Starym Testamencie, perwersyjnie „wzorcowego” ludobójstwa – i odmawiała im statusu istot ludzkich. Innymi słowy, podejmowano działania zmierzające do wszczęcia ludobójstwa.


Te potworne, propagandowe kłamstwa były fabrykowane i rozpowszechniane m.in. przez izraelskich aktywistów organizacji Zaka, zachodnich dziennikarzy głównego nurtu (np. z „New York Timesa”), wysokich rangą urzędników (takich jak przedstawicielka ONZ Pramila Patten) oraz innych aktywistów. Przykładowo, była dyrektor w firmie Meta, Sheryl Sandberg, działała jako syjonistyczna propagandystka, opierając się na izraelskiej dezinformacji.


W rzeczywistości nie doszło do masowych gwałtów ani sadystycznych mordów na niemowlętach poprzez ścinanie głów czy wkładanie ich do kuchenek mikrofalowych; nie znaleziono też ciężarnej kobiety zabitej strzałem w głowę, z nienarodzonym dzieckiem przebitym nożem i wciąż połączonym pępowiną. To „po prostu się nie wydarzyło”, co potwierdziło szczegółowe dochodzenie przeprowadzone przez izraelską gazetę „Haaretz”.


Wydarzenia z 7 października 2023 roku nie były aktem dzikiego, sadystycznego szaleństwa, ale śmiałą operacją wojskową ruchu oporu. Była to również masowa ucieczka ze Strefy Gazy, poddanej tak brutalnemu, długotrwałemu izraelskiemu oblężeniu, iż izraelski socjolog Baruch Kimmerling już blisko ćwierć wieku temu nazwał ten obszar „największym w historii obozem koncentracyjnym”.

Głównym celem tej ofensywy była izraelska Dywizja Gaza, która – jak przyznali wysokiej rangi izraelscy oficerowie – została „pokonana”. W trakcie tych działań palestyńscy bojownicy zabijali i brali do niewoli izraelskich żołnierzy. Choć izraelska machina propagandowa starała się zatuszować ten fakt, działania te nie stanowiły ani „terroryzmu”, ani brania zakładników, ale były – w świetle prawa międzynarodowego – uzasadnionymi aktami zbrojnego oporu.


Palestyńscy bojownicy zaatakowali również festiwal muzyczny oraz kilka osiedli. Tam – jak wynika z podsumowania Amnesty International z początku 2024 roku – dopuścili się zbrodni, w tym celowego zabijania cywilów i brania zakładników (czyli osób cywilnych, a nie żołnierzy, których schwytanie czyni ich jeńcami wojennymi, a nie zakładnikami). Zbrodnia pozostaje zbrodnią, choćby jeżeli w obliczu ogromnej niesprawiedliwości, wywłaszczeń oraz często sadystycznej i upokarzającej przemocy, jakiej Palestyńczycy doświadczali ze strony Izraelczyków przez dziesięciolecia, należy uwzględnić liczne okoliczności łagodzące.


Uczciwość nakazuje również wziąć pod uwagę trzy najważniejsze fakty. Po pierwsze, przywódca sprzyjających Izraelowi Zjednoczonych Emiratów Arabskich ujawnił, iż osobiście ostrzegł premiera Izraela Benjamina Netanjahu przed planami Hamasu. W podobnym tonie wypowiadał się przywódca Kataru, twierdząc, iż Hamas był gotów uwolnić wszystkich cywilnych zakładników natychmiast po ataku (co pozostawiłoby w ich rękach jedynie jeńców wojskowych). Mimo to izraelskie władze zignorowały ostrzeżenie i odrzuciły propozycję uwolnienia cywilów.


Wygląda to niemal tak, jakby zależało im na tym, by do ataku doszło – jako pretekstu do rozpoczęcia zakrojonej na szeroką skalę kampanii czystek etnicznych realizowanych poprzez ludobójstwo – oraz by cywilni zakładnicy pozostali w Strefie Gazy, służąc za pretekst do kontynuowania tej kampanii.


Po drugie, od dawna wiadomo, iż izraelskie władze uruchomiły rozszerzoną wersję „procedury Hannibala”. Izraelskie siły, zwykle gotowe zabić własnych żołnierzy, byle nie dopuścić do ich schwytania, 7 października zabijały również izraelskich cywilów – najprawdopodobniej w dużej, choć nieznanej liczbie – używając czołgów i śmigłowców bojowych, by, jak ujął to jeden z izraelskich oficerów, zastosować „masowego Hannibala” wobec własnych obywateli. Spośród około 1200 ofiar z 7 października, setki prawdopodobnie zginęły w wyniku działań zbrojnych prowadzonych przez samych Izraelczyków przeciwko swoim rodakom; inne ofiary to żołnierze, a zatem – w świetle prawa – uprawnione cele ataków.


I wreszcie kwestia oczywista, zbyt często zagłuszana przez izraelską i proizraelską propagandę: legalna siła zbrojna nie traci swojej ogólnej legitymacji – ani słuszności stawianych sobie celów – choćby jeżeli niektórzy z jej członków dopuszczają się zbrodni. Gdyby tak było, większość armii świata musiałaby zostać rozwiązana, ponieważ żadna z nich nie ma historii całkowicie wolnej od zbrodni. Palestyński opór zbrojny jest w pełni uzasadniony w świetle prawa międzynarodowego – a także, co oczywiste, z punktu widzenia moralnego – i status ten pozostaje niezmienny. Co więcej, w przyszłości palestyńscy obrońcy Strefy Gazy – dysponujący znacznie mniejszymi siłami i słabszym uzbrojeniem oraz pozostawieni samym sobie – zostaną zapamiętani jako bohaterowie; i słusznie.


Sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej, gdy przyjrzymy się działaniom izraelskiej armii po 7 października. W przeciwieństwie do czynów, jakich mogli dopuścić się poszczególni palestyńscy bojownicy ruchu oporu, w przypadku izraelskich sił – eufemistycznie i mylnie nazywanych „Siłami Obronnymi” (określanych mianem „armii obywatelskiej” i „reprezentatywnego przekroju” społeczeństwa) – mamy do czynienia z ewidentnym przykładem wielkiej organizacji, która z pełną świadomością i entuzjazmem oddaje się popełnianiu wszelkich możliwych zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości, w tym czystek etnicznych i ludobójstwa.


Jest to bowiem precyzyjny opis tego, czego Izrael dopuszcza się wobec Palestyńczyków ze Strefy Gazy – i nie tylko – od 7 października 2023 roku. Pogląd ten jest już powszechnie podzielany przez uczciwych obserwatorów, w tym przez światowe grono ekspertów zajmujących się problematyką ludobójstwa. Było to doprawdy najbardziej jawne ludobójstwo w historii ludzkości, mimo prób odcięcia Strefy Gazy od świata i masowego mordowania dziennikarzy pod fałszywymi pretekstami.


Izraelscy sprawcy – zarówno ci wyższego, jak i niższego szczebla – z dumą obnosili się ze swoimi zbrodniami. Jak konsekwentnie wskazują niemal nieustannie prowadzone sondaże, społeczeństwo izraelskie jako całość popiera to ludobójstwo. W dobie mediów relacjonujących wydarzenia w czasie rzeczywistym i mediów społecznościowych nie dało się ukryć prawdy o sytuacji w Strefie Gazy. Dopiero niedawno firma Google zaktualizowała swoje mapy, by odzwierciedlić ten stan rzeczy. Charakter i skala zbrodni Izraela są oczywiste i niezwykle dobrze udokumentowane, co ma ogromne znaczenie. Ludzkość jest głęboko wdzięczna tym Palestyńczykom i innym osobom, które podjęły się trudnego zadania gromadzenia i analizowania dowodów – by wymienić choćby specjalną sprawozdawczynię ONZ Francescę Albanese czy niestrudzony zespół portalu Electronic Intifada.

Równie wiele uwagi wymaga to, co ludobójstwo w Strefie Gazy mówi o naszym świecie jako całości: mianowicie, iż ludobójstwo jest nie tylko możliwe – co już wcześniej było faktem – ale może też trwać latami na oczach światowej opinii publicznej, przy aktywnym wsparciu większości establishmentów niemal całego Zachodu oraz biernym przyzwoleniu elit większości pozostałych państw.


W świecie choćby w pewnym stopniu zdrowym – przestrzegającym zobowiązań wynikających z krótkiej i jasnej Konwencji ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa z 1948 roku (o czym warto przypomnieć) – sprawcy ludobójstwa ze strony Izraela zostaliby dawno powstrzymani dzięki połączeniu działań dyplomatycznych, gospodarczych i – oczywiście – interwencji militarnej. Byłoby to minimum, jakiego bezsprzecznie wymagały zarówno prawo międzynarodowe, jak i podstawowe zasady etyki.


Tymczasem żyjemy w świecie, w którym – poza samym palestyńskim ruchem oporu – zaledwie garstka państw i organizacji politycznych podjęła jakiekolwiek działania, by powstrzymać kampanię masowych mordów prowadzoną przez Izrael: Iran, libański Hezbollah oraz Ansar Allah (czyli Huti) z Jemenu.


Niezależnie od tego, co sądzimy o wspomnianych podmiotach – czy ich polityka nam odpowiada, czy nie – faktem pozostaje, iż nikt inny choćby nie próbował w praktyce zastosować postanowień Konwencji w sprawie ludobójstwa. jeżeli budzi to irytację, nie należy winić za to na przykład Huti, ale raczej te liczne podmioty, które nie podjęły żadnych działań.


Jednak zaniechanie działań to tylko część tego koszmaru rozgrywającego się na naszych oczach. Na Zachodzie wiele rządów i głównych ośrodków władzy – w tym media oraz środowiska akademickie – aktywnie wspierało Izrael. To wstydliwa historia przestępczej współpracy i współudziału, która dopiero czeka na opisanie. Co więcej, w najbardziej drastycznych przypadkach – jak choćby w odniesieniu do elit USA, Wielkiej Brytanii czy Niemiec – określenie „współudział” wydaje się zbyt słabe; trafniej byłoby nazwać je współsprawcami ludobójstwa.


Z takiego stanu rzeczy płynie oczywisty wniosek: prawo międzynarodowe nie ma znaczenia. Nic nie uderza bardziej niszczycielsko w samą ideę prawa międzynarodowego i ładu opartego na prawie niż bezkarność Izraela oraz jego wspólników. Benjamin Netanjahu – mimo ciążącego na nim nakazu aresztowania wydanego przez Międzynarodowy Trybunał Karny – zdołał podczas niedawnej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ bezczelnie zaprzeczyć zbrodniom własnym i swojego kraju, a choćby powtórzyć odniesienie do Amaleka, na co zwrócił uwagę Craig Mokhiber. Tymczasem na zewnątrz aresztowano jego krytyków.


Annalena Baerbock – jedna z najbardziej kompromitujących szefowych niemieckiej dyplomacji w historii – również usprawiedliwiała Izrael, brała go w obronę i wspierała; właśnie zakończyła swoje wątpliwe, wygodne stanowisko przy Zgromadzeniu Ogólnym ONZ i przeszła na – w żaden sposób niezasłużoną – posadę na Uniwersytecie Columbia. Przykłady można by mnożyć w nieskończoność: zachodnie elity, w tym amerykańscy prezydenci Joe Biden i Donald Trump, skompromitowały się w sposób druzgocący swoją współodpowiedzialnością za działania Izraela. A jednak wciąż świetnie sobie radzą.


Zatem nie tylko prawo międzynarodowe zostało zdyskredytowane jak nigdy dotąd, ale także międzynarodowe instytucje i układy władzy – zwłaszcza te wywodzące się z tej części świata, która wciąż ma czelność rościć sobie prawo do globalnego przywództwa, jakby było ono czymś w rodzaju przyrodzonego prawa: z Zachodu.


Do tego należy dodać fakt, iż Izrael nie dopuszczał się „jedynie” ludobójstwa w Strefie Gazy. Eskalował również terror czystek etnicznych na Zachodnim Brzegu, dokonał inwazji na Syrię i Liban, zaatakował Jemen, brał udział w brutalnych atakach na Iran (które wywołał i które doprowadziły do ​​załamania światowego rynku energii) oraz – ogólnie rzecz biorąc – stosował swój typowy *modus operandi*, obejmujący zabójstwa, działania wywrotowe, tortury, gwałty i nieustanną agresję. A mimo to nie spotykają go żadne wymierne konsekwencje – poza działaniami, które w najlepszym razie są niedorzecznie nieadekwatne i czysto symboliczne, oraz, oczywiście, poza ogromnym, nieustającym wsparciem.


Tymczasem ci na Zachodzie, którzy mają odwagę zachować człowieczeństwo i okazać solidarność z Palestyńczykami oraz innymi ofiarami Izraela i jego wspólników, są nękani, bici przez policję, aresztowani i wpisywani na czarne listy.


To, co ludobójstwo w Strefie Gazy obnażyło w kontekście całego świata, jest proste: rządzący nami posuną się znacznie dalej – i zrobią to w sposób o wiele bardziej bezwstydny i jawny – niż większość z nas, choćby pesymiści, była w stanie sobie wyobrazić. Co ważniejsze, ujdzie im to na sucho – i pozwolą sobie nawzajem, by tak właśnie się stało. Gaza nie jest wyjątkiem. To zwiastun świata pełnego koszmarów. Opór nie jest jedną z opcji – jest jedynym wyjściem.

Wypowiedzi, poglądy i opinie wyrażone w tym artykule są wyłączną własnością autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko RT.


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/646899-october-7-gaza-israel-world/

Читать всю статью