patrz, co tu mam:
album pełen artystycznych zdjęć.
na każdym – odbudowuję Warszawę
zmienioną wczoraj w pył (uwierz – musiałem
dopuścić się tak olbrzymiej demolki).
i gdzie to robię: w swoich Dańcach!
nie z chęci zawłaszczania, czysto egoistycznych
pobudek. euforia jest w tym, odmajaczenie,
real tak bardzo osobisty, iż aż wyżera,
działa jak antydepresant, psychotrop,
środek przeciwko zgorzeli zgnilakowej,
nudzie, wszelakim strachom.
mój czarny pałac rośnie pod ziemię,
setka iglic wnika w chłód gleby.
tworzę na kanwie, ale na swoją modłę.
klimat w sercu, jak w prażarce, po słonecznych
arteryjkach biegnie promyk, cieknie strużyna lawy.
w głęboko utajonych budynkach rosną konstelacje,
w pałacu zamieszkiwanym przez człekoształtne
pulsary trwa niekończący się bal.
wesoło w tym mieście, choć to niemal
bezludzie, metropolijka zbudowana
jedynie dla dwóch osób.
oglądaj zdjęcia. nie zdziw się, gdy zauważysz,
że na każdym kolejnym jestem mniejszy
i mniejszy, iż coraz trudniej jest mi
podnosić cegły, dźwigać pustaki.
wiesz, czemu tak się dzieje? planuję nigdy nie
skończyć odbudowy. niech to trwa, dzieje się
na przekór, na złość przeciwieństwom.










