Demokratyczny voucher? Dlaczego potrzebujemy nowego sposobu finansowania polityki

instytutsprawobywatelskich.pl 2 часы назад

Żyjemy w świecie wielkich nierówności majątkowych i nie mamy dobrej recepty na zmianę tego stanu rzeczy. Kolejne raporty coraz bardziej to uwidaczniają. W tegorocznym World Inequality Report 2026 widać tendencję do ciągłej koncentracji majątku w rękach wąskich elit. Najbogatsze 10% ludzi posiada ok. 75% globalnego majątku, najbiedniejsze 50% ma tylko ok. 2% majątku, a na poziomie poszczególnych państw różnice mogą być jeszcze wyższe. Mimo świadomości takiego stanu rzeczy nic się w tej kwestii nie zmienia. Szukając rozwiązań, możemy się spotkać z wieloma propozycjami ekonomistów: od koncepcji podatku dla miliarderów i uszczelniania systemów podatkowych poprzez likwidację przywilejów w rajach podatkowych, po wzmacnianie usług publicznych i pozycji świata pracy, aż do regulacji zasad funkcjonowania wielkich korporacji. Wszystkie te działania łączy jeden wspólny mianownik – ich nieskuteczność. Nierówności ciągle rosną.

Świat nauki pozostawia poszukiwania rozwiązań niekorzystnego stanu rzeczy ekonomistom, być może nie doceniając, jak bardzo nierówności majątkowe szkodzą wszystkim.

W USA ten problem był widoczny od początku amerykańskiej państwowości i kwestia „money in politics” zawsze odgrywała dużą rolę w debacie publicznej. Już w XIX wieku upowszechniło się określenie „Tammany Hall” jako nazwa niejasnych układów korupcyjno-polityczno-biznesowych związanych z Partią Demokratyczną, która decydowała o polityce Nowego Jorku praktycznie aż do prezydentury F. D. Roosevelta, a w latach 70. afera Watergate stała się momentem przełomowym, pokazującym jak wielką rolę w polityce USA odgrywają pieniądze. To właśnie w tym kraju już na początku XX wieku zostały uchwalone pierwsze regulacje w celu ograniczenia wpływu wielkich majątków na politykę.

W XXI wieku na wielu polach doświadczenia i dokonania Stanów Zjednoczonych są coraz częściej negowane ze względu na coraz gorszą pozycję USA w rankingach poziomu życia i jakości demokracji, jednak w kwestii poziomu debaty na temat pieniędzy w polityce zasługują na uwagę.

Próby upowszechnienia finansowania systemowego kończyły się niepowodzeniem i od 2014 roku praktycznie nie ma publicznego wsparcia wyborów, tak jak to funkcjonuje w większości rozwiniętych państw na świecie. Brak szans na rozwiązanie krajowe zmuszał do poszukiwania możliwości na poziomie lokalnym. W 1988 roku Nowy Jork wprowadził zasadę matching funds, która zakłada, iż do każdej wpłaty prywatnej na kampanię, mniejszej niż 1000 dolarów, miasto dokłada z publicznej kasy kwotę o proporcji 1:1, w późniejszych latach zwiększając ją do 4:1 dla pierwszych 250 dolarów i 6:1 dla pierwszych 175 dolarów na rzecz publicznych środków. Innym instrumentem jest Lump Sum Grants, gdzie kandydat po zgromadzeniu określonej kwoty na kampanię zostaje uznanym za na tyle reprezentatywnego dla lokalnego samorządu, iż dostaje grant na rzecz przedstawionego wcześniej kosztorysu kampanii.

Obydwa te rozwiązania w miarę upływu czasu przyjęły się w wyborach na stanowiska w miastach lub stanach. W Seattle również w 2013 roku zastanawiano się nad wprowadzeniem systemu typu matching funds, jednak pod wpływem osób związanych z ruchem Occupy Wall Street i osobistości jak Lawrence Lessig zdecydowano się na inne rozwiązanie.

2.

Demokratyczny voucher polega na przyznaniu każdemu obywatelowi vouchera o wartości np. 100 dolarów w nominałach po 25 USD. Byłby przyznawany na równi z prawem głosu w wyborach.

Każdy obywatel może go wykorzystać w okresie choćby sześciu miesięcy przed dniem wyborów i wpłacić na kampanię wyborczą wybranego przez siebie kandydata lub kilku, jeżeli zdecyduje się alokować środki według cząstkowych preferencji. Po upływie terminu rozdysponowania środków z voucherów środki na kampanię są przekazywane z publicznej kasy.

W Seattle finansowanie programu pochodziło ze specjalnego narzutu na podatek od nieruchomości każdego mieszkańca miasta w wysokości 8 dolarów rocznie.

W oryginalnych koncepcjach zaproponowanych w dyskusjach akademickich w USA jeszcze w latach 90. XX wieku voucher miał być co do zasady, jedynym legalnym wsparciem pieniężnym na rzecz kampanii wyborczej określonego kandydata. W warunkach funkcjonującego państwa nie było możliwe takie rozwiązanie, ponieważ kandydat zawsze może zadecydować czy przyjmuje, czy odmawia publicznych pieniędzy i również do tej zasady dostosowano się w Seattle. Jednocześnie wprowadzono zasadę, iż kandydat, który nie zdecyduje się na przyjęcie publicznych pieniędzy, ma wyższy limit wydatków i mniejsze obostrzenia sprawozdawcze z wydatków kampanijnych. Pozornie nielogiczne rozwiązanie – wszak, dlaczego obciążać kandydatów przyjmujących publiczne wsparcie ostrzejszymi limitami – ma swoje konsekwencje polityczne. Kandydat taki może łatwo dostać łatkę wspieranego przez biznes, co w warunkach wyborów lokalnych może być sporym obciążeniem.

Ostro i bez znieczulenia

– tak działamy od 2020 roku. Dziennikarstwo, które nie jest obojętne. Tygodnik Spraw Obywatelskich nagłaśnia nadużycia, edukuje i daje narzędzia do realnej, obywatelskiej zmiany.

Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą

Reforma zasad wybierania kandydatów w wyborach lokalnych, w której wprowadzenie demokratycznego vouchera było tylko jednym z elementów, została przeprowadzona oddolnie przez komitet obywatelski „Fairer Elections Seattle” złożony z bardzo wielu organizacji obywatelskich. Inicjatywa uchwałodawcza obywateli zdobyła wymaganą prawem ilość podpisów, a następnie uzyskała poparcie w lokalnym referendum w 2015 roku stosunkiem głosów 67 do 33 proc. W 2017 roku program zaczął działać najpierw w wyborach do rady miasta a od 2021 roku w wyborach na burmistrza. Głównymi celami programu było stworzenie źródła finansowania, które zachęcałoby mieszkańców miasta do partycypacji i startowania w wyborach oraz zwiększenie liczby mieszkańców Seattle, którzy wspierają lokalnych kandydatów.

Według badań przekrojowych finansowania kampanii wyborczych w tym mieście po wprowadzeniu voucherów poziom finansowania zwiększył się dwukrotnie z 3,4 mln dolarów do 7,3 mln dolarów, a wzrost wynikał ze zwiększenia liczby małych wpłat do 100 dolarów i spadku udziału tych ponad 250 dolarów.

Zwiększyła się ponad dwukrotnie również liczba kandydatów startujących w wyborach do rady miasta.

Krytycy często wskazywali, iż w liczbach bezwzględnych skala wykorzystania voucherów jest bardzo niewielka. Zależnie od roku wyborów vouchery wykorzystało od 4 proc. uprawnionych do 7,5 proc., co wydaje się bardzo niewielkim wynikiem, biorąc pod uwagę np. frekwencję wyborczą, jednak, jak zwracali uwagę przedstawiciele Seattle Election and Ethics Committee, i tak jest to ogromna zmiana na korzyść w porównaniu do okresu przed wprowadzeniem voucherów. Zwolennicy programu wskazują również na zdecydowanie większą różnorodność etniczną programu. W 2025 roku mimo zróżnicowanych głosów na temat jego zasadności został on przedłużony na kolejne 10 lat wraz ze zwiększeniem poziomu finansowania.

Rozwiązanie wprowadzone w Seattle odbiło się echem w USA i wiele miast jak Austin, Albuquerqe, Los Angeles czy choćby stan Dakota Południowa rozważały wprowadzenie podobnego systemu u siebie. Został przegłosowany w Oakland i miał wejść w życie w 2022 roku, jednak ze względu na ograniczenia budżetowe jego wprowadzenie przeniesiono na 2026 rok. Propozycja wprowadzenia pilotażu programu na poziomie federalnym została przegłosowana w Izbie Reprezentantów, ale odrzucono ją w Senacie. Andrew Yang, kandydat w prawyborach Demokratów na prezydenta w 2020 roku zaproponował system oparty na voucherze dla całego kraju. Również w innych krajach system ten został zauważony.

Niestety oddźwięk tego pomysłu poza USA ogranicza się głównie do innych państw z kręgu anglosaskiego jak Australia czy Nowa Zelandia.

W Europie niektórzy naukowcy, jak francuska ekonomistka Julia Cage, autorka książki „The Price of Democracy” czy Daniel Chandler, zwolennik myśli Johna Rawlsa w zakresie bardziej sprawiedliwego społeczeństwa w książce „Free and Equal”, proponują wprowadzenie do rozwiązań instytucjonalnych państw europejskich demokratycznych voucherów, jednak głos ten jest bardzo mało słyszalny.

3.

W Europie kwestia pieniędzy w polityce nie znajduje się na pierwszym planie w dyskusjach nad głównymi wyzwaniami, przed którymi stoi Stary Kontynent. Debaty ogniskują się wokół:

  • bezpieczeństwa, wobec zagrożeń ze strony wrogów zewnętrznych, jak i chęci zmiany granic w Europie przez Federację Rosyjską,
  • obrony przed dominacją handlową i gospodarczą czy to ze strony Chin, czy też coraz mniej nastawionych na współpracę transatlantycką USA,
  • zagrożenia suwerenności w przypadku dalszego uzależnienia od paliw kopalnych,
  • zagrożeń wewnętrznych wynikających z niekontrolowanej migracji do państw członkowskich,
  • perspektywy zachowania modelu państwa socjalnego razem z innowacyjnością i konkurencyjnością gospodarek oraz chęcią zachowania kursu na walkę ze zmianami klimatycznymi.

Kwestia dopracowania systemów politycznych w celu zwiększenia jakości demokracji i większego udziału społeczeństwa we władzy w państwach europejskich praktycznie całkowicie zeszła na boczny tor.

Co więcej, cały świat mierzy się z bezprecedensowym odwrotem od zasad demokratycznych, co pokazują wyniki międzynarodowych projektów mierzących jakość demokracji na świecie.

Projekt Varieties of Democracy w swoim najnowszym raporcie na temat stanu demokracji na świecie na rok 2025 wskazuje, iż poziom jakości demokracji osiągnął wynik z 1974 roku, kiedy to od Rewolucji Goździków w Portugalii zaczęła się trzecia fala demokratyzacji na świecie. Ten bardzo alarmujący trend, którego odwrócenia nie widać, każe nam zastanowić się nad głębszymi przyczynami obecnych światowych problemów. To naciski na bardziej egalitarne i nastawione na redystrybucję systemy ekonomiczne w krajach Europy, podobnie jak i w USA po II wojnie światowej, dały impuls na rzecz stopniowego polepszenia jakości demokracji w krajach zachodnich, który stopniowo zaczął oddziaływać na tendencje antykolonialne na całym świecie, demokratyzację w Ameryce Łacińskiej, a w końcu również i na obszarze państw satelickich ZSRR. Państwa Europy Zachodniej musiały mieć pewien szczególny atut, który doprowadził do rozkwitu bardziej demokratycznych i egalitarnych społeczeństw, a były nim masowe partie polityczne z bazą członków nierzadko przekraczającą milion osób.

Wielu zwolenników państw opiekuńczych wspomina te czasy z nostalgią, wskazując na pozytywne aspekty tego okresu jak wysokie podatki i nastawienie na budowę państwa opiekuńczego. Być może umyka jednak istotny czynnik, niezauważany w polskiej debacie lewicowej, jak zdecentralizowane i egalitarne finansowanie partii politycznych.

Ron Johnston i Charles Pattie w książce „Money and Electoral Politics. Local parties and funding at general elections” analizują rolę pieniędzy w brytyjskiej polityce. Zwracają uwagę, iż jeszcze w latach 50. XX wieku Partia Konserwatywna miała około trzech milionów członków, Partia Pracy milion, podczas gdy liczba ta spadła w 2010 roku do odpowiednio 177 tys. i 193 tys. członków. Stąd łatwo wysnuć wniosek, iż finansowanie działań partii, podobnie jak i kampanii politycznych, pochodziło w latach 50. XX w. z wewnątrz partii i było bardzo rozproszone, co gwałtownie zaczęło się zmieniać w kolejnych dekadach.

Rosnące koszty kampanii wyborczych, centralizacja środków w sztabach wyborczych, rosnąca rola mass mediów i inne czynniki sprawiały, iż partie potrzebowały nowego źródła przychodów dla sfinansowania wydatków na kampanię, tym bardziej iż trendy umasowienia i większej indywidualizacji życia spowodowały szybki odpływ członków z partii.

Od lat 80. XX wieku to już możni donatorzy nadawali ton kampanii, oczywiście trudno wyobrazić sobie, by mieli to czynić bezinteresownie.

Autorzy podają przykład wyłączenia Formuły 1 z zakazu reklamy wyrobów nikotynowych w regulacjach z 1997 roku, co można łatwo powiązać z przekazaniem 1 mln funtów przez ówczesnego właściciela Formuły 1 Berniego Ecclestone na rzecz kampanii Partii Pracy.

W większości państw zachodniej Europy przejście od partii masowej do modelu „partii- kartelu”, służącego głównie interesom wąskiej elity partyjnej oraz finansujących ją lobbystów, ma też związek z pojawiającymi się systemami subwencjonowania polityki ze środków publicznych.

Publiczne finansowanie wpłynęło na decyzje członków partii.

Wcześniej mogły się one zmieniać na niekorzyść elit partyjnych, jeżeli działałyby wbrew interesom ludzi pracy. Przy automatycznym, algorytmicznym sposobie rozliczania funduszy, wielkość dotacji jest zależna od wyniku wyborczego, czyli liczby zdobytych głosów, niezależnie od treści, jakie są proponowane w kampanii. System ten mimo swoich zalet w porównaniu do systemu w USA, gdzie wraz z upływem czasu publiczne systemy finansowania wyborów upadały i wydatki na kampanie zależały już praktycznie całkowicie od dużych wpłat osób prywatnych, nie daje uwrażliwienia na wpłaty pojedynczych członków partii i stowarzyszonych z nimi często związków zawodowych, o które trzeba było zabiegać korzystnymi dla szeregowego członka i szeregowego obywatela decyzjami politycznymi. To właśnie znaczne uszczuplenie bazy członkowskiej organizacji politycznych i związana z tym zmiana struktury finansowania partii mogła przyczynić się do erozji demokracji w naszych partiach politycznych i w konsekwencji do stopniowego spadku jakości demokracji również w Europie.

4.

Demokratyczny voucher dzięki swojej logice egalitarnego i pluralistycznego wyboru publicznego może być odpowiedzią na obecny kryzys partii politycznych, w jakim się znajdujemy.

Każdy obywatel będzie miał równy wpływ na najważniejszą rzecz w polityce, o której się prawie nigdy nie mówi, czyli na pieniądze.

System voucherów nie musi zastępować istniejącego systemu finansowania partii politycznych z budżetu, ale może go istotnie uzupełnić np. poprzez fakt, iż można go przeznaczyć na nowe ugrupowania polityczne, które dopiero wchodzą na scenę polityczną i mogą uzyskać wsparcie wtedy, kiedy go najbardziej potrzebują. Szczególnie może to być ważne w wyborach lokalnych, w których nie ma publicznego wsparcia i małe oddolne komitety nie mogą się równać z komitetami urzędujących wójtów i prezydentów miast. Wprowadzenie takiego rozwiązania może przynieść impuls do całościowej zmiany systemu wyborczego, który w Polsce przy okazji każdych wyborów pokazuje swoje niedostatki. Brak uregulowania wydatków na promocję kandydata przed oficjalnym rozpoczęciem kampanii wyborczej, możliwość finansowania działalności politycznej poprzez fundacje, brak regulacji rynku kryptowalut, brak dostatecznych nakładów na administrację wyborczą, traktowanie przez ordynację wyborczą wielkich, centralnych komitetów na równie ostrych zasadach co małe komitety lokalne – o wszystkich tych i innych obszarach można byłoby dużo pisać. Jednak dla wskazania konieczności zajęcia się jakimś obszarem polityki publicznej potrzebna jest pewna szersza idea np.: „To Ty, obywatelu, zadecydujesz, na co przeznaczysz 100 złotych, które dostaniesz od państwa”.

Jednocześnie łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której ograniczenie wydatków jedynie na rzecz komitetów wyborczych w roku wyborczym może nie zyskać aprobaty społecznej.

Politycy są w gronie najgorzej ocenianych grup społecznych, biorąc pod uwagę wskaźnik zaufania, a respondenci przepytywani od wielu lat przez CBOS wskazują, iż partie polityczne powinny się finansować ze składek swoich członków, na co wskazało od 58% w roku 1992 do 67% respondentów w roku 2016, natomiast budżet państwa jako źródło finansowania wskazało jedynie 2 proc. respondentów w 1992 roku i 10 proc. respondentów w roku 2016. Dlatego, również po dziesięcioletnich doświadczeniach programu w Seattle, warto zastanowić się nad możliwościami jego ulepszenia i rozwinięcia.

Do instytucji wymagających powszechnego obywatelskiego wsparcia należy przecież też innego rodzaju „infrastruktura krytyczna demokracji” jak media lokalne, związki zawodowe również poprzez wsparcie np. funduszy strajkowych czy organizacje pozarządowe.

Dlatego należałoby rozważyć rozwinięcie systemu do postaci powszechnego bonu wyborczego, który można by przyznawać obywatelom corocznie.

Obywatele mogliby wybrać wsparcie partii politycznych, a w latach, kiedy nie ma wyborów, w ograniczonym stopniu przeznaczyć swoje wsparcie na innego rodzaju cele. Takim obszarem mogłaby zostać wspomniana już sfera społeczeństwa obywatelskiego, która również można by częściowo zmienić, np. uwzględniając możliwość reformy systemu 1,5 procent z podatku przy rozliczaniu PIT.

Można rozszerzyć ten katalog obszarów przeznaczonych do wsparcia na obszary rynkowe istotne ze społecznego punktu widzenia jak chronicznie niedofinansowane wydawnictwa książkowe, startupy wraz z możliwością finansowania innowacji społecznych, badania naukowe czy też sektor ekonomii społecznej jak np. spółdzielnie.

Taki katalog nie jest zamknięty i jeżeli tylko jakiś obszar niezbędny dla zrównoważonego rozwoju społeczeństwa jest niedofinansowany, wówczas mógłby być otwarty na wsparcie publiczne. Jednak bardzo ważnym warunkiem jest, aby voucher nie stanowił formy finansowania już istniejących podstawowych usług publicznych jak edukacja, służba zdrowia czy infrastruktura i inne rzeczy finansowane z podatków. Ten system ma na celu wsparcie każdego mieszkańca jako obywatela, dając mu możliwość na wyrażenie swoich preferencji, na co wielu obywateli nie ma pieniędzy ze względu na codzienne życiowe wydatki. Wsparciu mieszkańca, jako osoby potrzebującej wielu usług publicznych, służy progresywny system podatkowy, którego nie zastąpią vouchery. Warto o tym wspomnieć, ponieważ szukając źródeł wykorzystania voucherów w USA bez znajomości realiów tego kraju, przeciętny obywatel mógłby go pomylić np. z voucherami edukacyjnymi, które na skutek republikańskich prezydentów w USA weszły do mainstreamu, będąc jednocześnie poddawane krytyce ze względu na podważanie jakości publicznego systemu edukacji.

Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!

Dołącz do nas!

5.

O pieniądzach w polityce powinniśmy mówić znacznie częściej niż obecnie, szczególnie iż cała klasa polityczna niezależnie do opcji ideowej wspomina o nich bardzo niechętnie. Trzeba ustanowić w tym zakresie nowy system, w przeciwnym razie możemy podtrzymać ten tworzący się obecnie, w którym politycy są finansowani kryptowalutami i nikt tego nie kontroluje.

Elon Musk jest w stanie wpłacić na kampanię tylko jednego kandydata na prezydenta USA 300 mln dolarów, media korporacyjne dominują w przekazie informacji, podczas gdy organizacje i pisma działające na rzecz interesu publicznego z każdym rokiem walczą o przeżycie.

Nie da się powstrzymać dalszej erozji społecznej bez zmiany systemu finansowania sfery publicznej. Zacznijmy tę debatę i pamiętajmy, iż to jest rozwiązanie tańsze i łatwiejsze niż budowa infrastruktury za wiele miliardów. Ograniczona możliwość alokacji środków finansowych wymaga przemyślanych działań zarówno na poziomie jednostki, jak i całego państwa.

Читать всю статью