„Dom nasz wspominam jako szczęśliwą przystań”. 52. Rocznica śmierci Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej

czir.org 2 часы назад

– Była normalną, kochającą matką i w sposób naturalny przyjmowaliśmy jej miłość także do innych dzieci i do dorosłych ludzi – wspominali synowie. W rodzinnym domu Stanisława stworzyła bezpieczną przystań dla swoich bliskich. Jako położna otaczała rodzące matki ciepłem i cierpliwością, a w dramacie oświęcimskiego obozu zagłady ratowała życie i dawała nadzieję. Przyjęła ponad trzy tysiące dzieci i stanowczo sprzeciwiła się ich zabijaniu. Zmarła 11 marca 1974 roku po długiej chorobie.

Bardzo rzadko mówiła o doświadczeniach niemieckiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, w którym przebywała wraz z córką Sylwią od kwietnia 1943 roku aż do końca stycznia 1945 roku. Doświadczenie nieludzkiego traktowania, okrucieństwa i zabijania było wspomnieniem niezwykle bolesnym i trudnym. O odważnej postawie Stanisławy Leszczyńskiej, o jej sprzeciwie wobec śmierci, oraz o nadziei, jaką niosła współwięźniom opowiadali przede wszystkim świadkowie tamtych wydarzeń. Sama Stanisława do wspomnień z obozu odniosła się przede wszystkim w „Raporcie położnej z Oświęcimia”. – (…) ja codziennie dziękuję Bogu, iż mogłabym być w Oświęcimiu – odpowiedziała jednemu z dziennikarzy, który wyraził współczucie z powodu cierpienia, jakie było jej udziałem.

W obozie była Aniołem, który niósł nieocenioną pomoc i nadzieję, bowiem pomogła urodzić się ponad trzem tysiącom dzieci. Jej obecność, umiejętności i ofiarna opieka nad matkami sprawiły, iż w obozowych warunkach rodzące kobiety mogły mieć jej wsparcie. – Wśród tych koszmarnych wspomnień snuje się w mej świadomości jedna myśl. (…) W obozie koncentracyjnym wszystkie te dzieci – wbrew wszelkim przewidywaniom i wbrew skrajnie niesprzyjającym warunkom – rodziły się żywe i dobrze wyglądające – pisała. W tym czasie nie zmarła też żadna z rodzących kobiet, co wzbudziło zaskoczenie, ale i złość niemieckich lekarzy obozowych .

Podziw budzi także postawa Stanisławy i jej sprzeciw wobec zabijania nowonarodzonych dzieci. – Nie, nigdy. Nie wolno zabijać dzieci! – odpowiedziała mając świadomość, iż za odmowę rozkazu zabijania dzieci groziła jej śmierć. Noworodki, które urodziły się w obozie były odbierane matkom i topione w wodzie. Dopiero od maja 1943 roku część z nich miała szansę przeżyć. Niebieskookie, jasnowłose dzieci przekazywano do wynarodowienia, ale żydowskie przez cały czas były topione po narodzinach.

Te dramatyczne obozowe wydarzenia sprawiły, iż poznano nie tylko „położną z Auschwitz”, ale dotarto także do źródeł tej niezwykłej postawy człowieczeństwa pośród bezmiaru ludzkiego cierpienia, głodu i okrutnego zabijania.

Rodzinny dom

Osobowość i charakter Stanisławy Leszczyńskiej kształtował przede wszystkim rodzinny dom i ówczesna, trudna rzeczywistość. Urodziła się 8 maja 1896 roku w Łodzi, w której prężnie rozwijał się przemysł, głównie włókiennictwo, przyciągając do miasta ludzi poszukujących lepszego życia. Była jednym z ośmiorga dzieci Henryki i Stanisława Zambrzyckich, pięcioro z nich zmarło jeszcze we wczesnym dzieciństwie. Warunki życia jej rodziny były dość trudne, ojciec pracował dorywczo jako stolarz. Później, gdy Stanisława była dzieckiem został wezwany do służby w armii carskiej i spędził pięć lat w Turkiestanie. W tym czasie ciężar utrzymania rodziny przejęła jego żona, która podjęła ciężką pracę w fabryce Poznańskiego. W czasie blisko 14-godzinnej nieobecności matki to Stanisława opiekowała się rodzeństwem. Ojciec był człowiekiem niezwykle pogodnym, otwartym i ciekawym świata; matka, pracowita i pełna ufności w Bożą Opatrzność podejmowała codzienny trudy życia. Zambrzyccy byli rodziną głęboko wierzącą, oboje należeli do III Zakonu św. Franciszka. Dużą uwagę przywiązywali do wychowania dzieci, do ich edukacji i zapisali je do szkół, ale prywatnych, ponieważ tylko one zapewniały naukę języka ojczystego. Cennym doświadczeniem dla rodziny był pobyt w Brazylii. Jak wiele polskich rodzin pod koniec XIX i w początkach XX wieku, także Zambrzyccy, wyemigrowali do Ameryki Południowej. W latach 1908-1910 Stanisława uczęszczała do szkoły, w której językiem wykładowym był portugalski i niemiecki. Później rodzina powróciła do Łodzi i zamieszkała na przedmieściach miasta, na Bałutach. Rodzina mogła założyć mały sklep kolonialny. Warunki mieszkaniowe i sanitarne na Bałutach były tu trudne, nie było kanalizacji, co wobec dużej liczby mieszkańców, robotników było przyczyną pojawiania się częstych zachorowań m.in. na dur brzuszny. Wartości tercjarzy franciszkańskich, wrażliwość na los drugiego człowieka, jakie dzieciom wpajali rodzice owocowały aktywnością społeczną Stanisławy. Gdy rozpoczęła I wojna światowa, już jako młoda dziewczyna Stanisława włączyła się w działalność Komitetu Niesienia Pomocy Biednym, gdzie działała przez dwa lata. Wyszła za mąż mając 20 lat za Bronisława Leszczyńskiego, cenionego i niezwykle pracowitego zecera. Łączyła ich głęboka więź, miłość i też muzyka. We wspomnieniach ich pierwszego syna Bronisława pojawiło się wspomnienie o narzeczeństwie Leszczyńskich.

O życiu małżeńskim i rodzinnym wiele wspomnień pozostawiły jej dzieci, m.in. syn Bronisław i Henryk. Jak wspomniał najstarszy syn Leszczyńskich, Bronisław, miłość rodziców była pełna uroku i romantyzmu. – W okresie narzeczeństwa, już wczesnym rankiem jej okna zasłane były kwiatami; a do jej rodziców powiedział kiedyś [ojciec], iż gdy będą się sprzeciwiać jego małżeństwu z ich córką, to przyjdzie umrzeć na ich progu – wspominał syn. Rodzina powiększała się. W 1917 roku urodził się Bronisław, w 1919 Sylwia, w 1922 Stanisław, rok później Henryk. Mimo rodzinnych obowiązków, w 1920 roku Stanisława rozpoczęła naukę w Państwowej Szkole Położniczej w Warszawie. Czas rozłąki był długi, ale po skończeniu szkoły już w 1922 roku powróciła do Łodzi i rozpoczęła pracę zawodową.

Dom – bezpieczna przystań

Leszczyńscy mieli swój dom, zajmowali dwupokojowe mieszkanie na piętrze, a pater wynajmowali Żydowi, szewcowi. Nieopodal domu mieszkali rodzice Stanisławy, z którymi rodzina utrzymywała bliskie i serdeczne relacje. W prowadzeniu domu Stanisławie pomagała jej gosposia, choć młoda mama i położna, mimo obowiązków zawodowych, wykonywała wiele z nich i tworzyła wyjątkową atmosferę domu.

Dom nasz wspominam jak szczęśliwą przystań, z której wypływałem w dorosłe życie i do której wracałem, choćby w myślach, w trudnych okresach późniejszych lat – pisał Stanisław. Codzienność tworzyły wspólne posiłki, zabawa, gra na instrumentach i śpiew. – U mamy cytra zawsze była na stole. Zresztą o mamie wolę mówić muzyką, niż słowami. Nieraz śpiewaliśmy z nią na dwa głosy – wspominał Henryk.

Rodzinę Leszczyńskich łączyła silna więź budowana na fundamencie miłości, wzajemnego szacunku i modlitwy, ewangeliczna wrażliwość na trudną sytuację i potrzeby drugiego człowieka. – Nasz światopogląd kształtowała nam kołyska. Zakładając nam czystą koszulkę, chwytała nas za rączki i kreśliła nią znak krzyża (…) Była normalną, kochającą matką i w sposób naturalny przyjmowaliśmy jej miłość także do innych dzieci i do dorosłych ludzi – wspominali Stanisławę synowie. Dzieci obserwowały stosunek swojej matki do drugiego człowieka. W ówczesnym czasie Łódź była miastem zamieszkałym nie tylko przez Polaków, ale i wspólnotę Niemców, i diasporę żydowską. – Do niej często przychodziły kobiety, by się poradzić w sprawach mody. Także Żydówki, Rytka, Ana, bardzo eleganckie damy. Mama miała coś z rabina. Ten też przychodził się jej radzić – wyznał syn Henryk. – Jak ją zobaczył po wojnie, płakał – dodał Stanisław.

Jednocześnie Stanisława pracowała jako położna. Była niezwykle oddana swoim pacjentom. Niosła pomoc rodzącym niezależnie od pory dnia i nocy. Niezwykle empatyczna i cierpliwa sprawiała, iż kobiety czuły się przy niej bezpiecznie. – Opiekowała się mną przy długo trwającym porodzie, który przeciągał się z dnia na noc i dzień następny. Była spokojna, cierpliwa, opanowana (…) uplotła mi warkocze, ugłaskała tak delikatnie, czule – opisywała jedna z kobiet. Jej dobroć, troska, oddanie, ale i głęboka wiara, którą okazywała, modląc się za matkę, dziecko, oraz o szczęśliwy poród zaskarbiły jej życzliwość, sympatię wszystkich mieszkańców nie tylko Bałut, niezależnie od wyznania i pozycji społecznej. Szacunkiem darzyli ją choćby bałuccy przestępcy.

II wojna światowa na pewien czas rozdzieliła rodzinę. Bronisław i synowie walczyli w wojnie obronnej, organizowali też żywność i fałszywe dokumenty dla Żydów. W lutym 1943 roku gestapo aresztowało Stanisławę, Sylwię oraz dwóch młodszych synów Leszczyńskich. Osadzono ich w różnych obozach koncentracyjnych. Przed aresztowaniem zdołali uciec mąż i najstarszy syn, jednak gestapo wciąż ich poszukiwało. Mąż Stanisławy zginął w Powstaniu Warszawskim. Rodzina spotkała się ponownie po wojnie. Stanisława Leszczyńska po powrocie do Łodzi kontynuowała pracę położnej, była aktywna przez blisko 40 lat swojego życia.

Zmarła 11 marca 1974 roku po chorobie nowotworowej. Proces beatyfikacyjny Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej zakończył się w 2024 roku.

Redakcja Centrum Życia i Rodziny

Читать всю статью