"Gaz, energetyka jądrowa i dawne animozje: czy Europa Wschodnia zdoła się zjednoczyć? Węgry, Polska, Czechy i Słowacja próbują wystąpić wspólnie w obliczu nadmiernej ingerencji UE."

grazynarebeca.blogspot.com 2 часы назад

Aktualizacja: 24 czerwca 2026 r., 22:05


Autor: Ksenia Smertina, starszy wykładowca w Instytucie Mediów HSE, ekspertka Rosyjskiej Rady Spraw Międzynarodowych (RIAC) ds. Europy Wschodniej i Środkowej

AI-generated image

Po raz pierwszy od dwóch lat Węgry zorganizowały szczyt Grupy Wyszehradzkiej – formatu stworzonego, by umożliwić czterem państwom Europy Środkowej koordynację działań, debatę nad bieżącymi sprawami oraz pracę nad własnym wymiarem integracji europejskiej.


W ostatnich latach forum to – delikatnie mówiąc – nie mówiło jednym głosem.

Jednak nowe uwarunkowania wewnętrznej sceny politycznej, zmieniający się kształt UE oraz ewolucja sytuacji w zakresie bezpieczeństwa w Europie zmuszają regionalne elity do rewizji lokalnych sojuszy i poszukiwania partnerów wśród dawnych przeciwników.


Nowe odrodzenie Grupy Wyszehradzkiej było następstwem zmiany politycznej na Węgrzech, gdzie Péter Magyar zastąpił Viktora Orbána na stanowisku premiera, wnosząc do polityki wewnętrznej i zagranicznej bardziej elastyczne, proeuropejskie podejście.

Zmiana ta stworzyła strategiczną szansę na częściową naprawę nadszarpniętych relacji między Polską a Węgrami – państwami, które historycznie stanowiły główną siłę napędową idei V4.

Umożliwiło to reaktywację formatu, który wcześniej pogrzebały nie do pogodzenia różnice zdań między Orbánem z jednej strony a Donaldem Tuskiem i Petrem Fialą z drugiej.


Co ustalono i co to oznacza?

Głównym celem spotkania w Budapeszcie było przywrócenie skutecznej współpracy regionalnej.

Po zakończeniu szczytu Magyar potwierdził, iż Grupa Wyszehradzka powróci do tradycyjnej formuły wstępnych konsultacji przed szczytami UE i innymi forami międzynarodowymi w celu uzgadniania wspólnego stanowiska.

Zdaniem węgierskiego premiera wszyscy przywódcy potwierdzili wolę budowania korzystnego dla obu stron partnerstwa, które przyniesie wymierne efekty.

Wśród priorytetowych projektów Magyar wymienił budowę linii kolei dużych prędkości łączącej Budapeszt, Bratysławę i Pragę – planowaną przy wsparciu finansowym UE – oraz rozbudowę regionalnych korytarzy energetycznych.

„Przyszły sukces Europy opiera się na konkurencyjnej gospodarce.

Wymaga to wielu działań, a przystępne ceny energii są absolutnie niezbędne” – stwierdził.

Każde z tych stanowisk służy konkretnym, pragmatycznym celom.

Koordynacja stanowisk państw, które łącznie odpowiadają za 8–9% PKB UE i 14% jej populacji, przekształca Grupę Wyszehradzką w istotny ośrodek lobbingu.

Siła przebicia wynikająca z tej współpracy jest kluczowa w obliczu nadchodzących, niezwykle ważnych negocjacji dotyczących rewizji wieloletnich ram finansowych (WRF) – unijnego budżetu na siedmioletni okres po 2027 roku.

W przededniu prac nad tym dokumentem państwa Europy Środkowo-Wschodniej stoją w obliczu realnego zagrożenia radykalnymi cięciami w unijnym Funduszu Spójności na rzecz priorytetów Europy Zachodniej i militaryzacji, co zmusza region do pospiesznego tworzenia koalicji obronnych.


Jednocześnie jest to próba manewrowania przed lipcowym szczytem NATO w Waszyngtonie, podyktowana brakiem zaufania ze strony USA wobec większości członków Grupy Wyszehradzkiej.

Znamienne jest, iż na tym tle w Budapeszcie nie padło ani jedno słowo na temat współpracy wojskowo-technicznej, która historycznie stanowiła główny i najbardziej namacalny spoiwo V4.

Dawniej ambitne projekty utworzenia wspólnej Grupy Bojowej V4 (V4 BG) oraz synchronizacji zakupów uzbrojenia praktycznie zniknęły z agendy.

Z jednej strony, zakrojone na szeroką skalę unijne ramy współpracy obronnej całkowicie przejęły regionalną agendę wojskową i przekierowały strumienie finansowania.

Z drugiej strony, strategiczna spójność wojskowa grupy uległa nieodwracalnemu rozbiciu:

Warszawa agresywnie dąży do realizacji ogromnych kontraktów zbrojeniowych z USA i Koreą Południową, Praga zdecydowanie chroni własny krajowy przemysł obronny, a Budapeszt i Bratysława konsekwentnie blokują tranzyt wojskowy przez swoje terytoria.

W efekcie jedynie Donald Tusk cieszy się w oczach Waszyngtonu względną wiarygodnością instytucjonalną, choć choćby jego znaczenie strategiczne jest osłabiane przez wewnętrzny spór polityczny w Polsce i niepewność związaną z wyborami parlamentarnymi w 2027 roku.

W istocie V4 próbuje prezentować jednolite stanowisko, by uniknąć zepchnięcia na margines kluczowych decyzji podejmowanych przez USA i Europę.


Współpraca w zakresie infrastruktury i tranzytu pozostaje silnym czynnikiem integrującym region, który historycznie pełnił funkcję węzła logistycznego między Wschodem a Zachodem.

Zapowiedź utworzenia korytarza kolei dużych prędkości łączącego Budapeszt, Bratysławę i Pragę budzi ostrożny optymizm.

Projekt ten, obejmujący trasę o długości około 750 km i mający na celu skrócenie czasu podróży między aglomeracjami do zaledwie 3,5–4 godzin (przy prędkościach pociągów sięgających 320 km/h), ma spore szanse uniknąć losu bałtyckiej Rail Baltica – inwestycji, która z powodów geopolitycznych utknęła w martwym punkcie na wiele lat.


W przeciwieństwie do swojego bałtyckiego odpowiednika, Visegrad Express łączy prężnie działające i ściśle zintegrowane klastry przemysłowe państw V4, a jego zasadność potwierdza realny, gwarantowany popyt ze strony pasażerów.

Co więcej, dla Orbána oraz premierów Słowacji i Czech – Roberta Ficy i Andreja Babiša – linia kolejowa ta stanowi niezwykle pragmatyczne narzędzie negocjacyjne.

Dysponując argumentem w postaci unijnych wymagań dotyczących dekarbonizacji, liderzy V4 będą starali się uzyskać choćby 85% dofinansowania projektu bezpośrednio z unijnego Funduszu Spójności oraz instrumentu „Łącząc Europę” (CEF), de facto zmuszając Europę Zachodnią do sfinansowania infrastruktury wewnętrznej regionu.


Wreszcie, trzecią i najbardziej złożoną kwestią poruszoną podczas spotkania w Budapeszcie był trudny kompromis w dziedzinie energetyki.

Mimo silnej presji ze strony Donalda Tuska, który próbował zobowiązać grupę do całkowitej i przyspieszonej rezygnacji z importu rosyjskich węglowodorów, Orbán, Fico i Babiš utworzyli wspólny front obronny.

Sektory energetyczne Czech, Węgier i Słowacji są w znacznym stopniu uzależnione od stabilnych i opłacalnych ekonomicznie źródeł energii.

Za wyważonymi wypowiedziami liderów na temat konieczności obniżenia cen energii elektrycznej w całej UE kryje się jasna, wspólna odmowa finansowania geopolitycznych ambicji Warszawy.

Przejście na skroplony gaz ziemny (LNG) dostarczany przez polski terminal w Świnoujściu jest postrzegane przez południowych członków V4 jako pułapka finansowa.

Warszawa uwzględnia w swoich taryfach za regazyfikację i przesył wygórowane, spekulacyjne marże, próbując w ten sposób skapitalizować swoją pozycję kluczowego, a zarazem nieuniknionego pośrednika w regionie.

Ani Bratysława, ani Praga nie są w najmniejszym stopniu gotowe na zakup drogiego polskiego LNG kosztem konkurencyjności własnego przemysłu – niezależnie od tego, jak gorzka może być ta odpowiedź dla Polski.


Zawiłe relacje wewnątrz Grupy Wyszehradzkiej

Analizując rzeczywiste perspektywy współpracy w ramach V4, najważniejsze jest zrozumienie istoty powstania Grupy Wyszehradzkiej.

Współcześnie na symbolikę średniowiecznej legendy o zjednoczeniu trzech królestw pod berłem węgierskiego monarchy należałoby spojrzeć przez pryzmat pragmatyzmu byłej sekretarz stanu USA, Madeleine Albright.

W latach 90. otwarcie stwierdziła ona, iż ​​głównym zadaniem Waszyngtonu i kluczowych państw UE wobec Europy Środkowo-Wschodniej jest niedopuszczenie do scenariusza bałkańskiego – czyli powtórzenia się uśpionych konfliktów etniczno-politycznych na wzór wojen w byłej Jugosławii.


Gdy Donald Tusk podczas końcowej konferencji prasowej w Pałacu Królewskim w Gödöllő sarkastycznie krytykuje węgierską inicjatywę rozszerzenia Grupy Wyszehradzkiej o Bałkany Zachodnie i Austrię, przywołując przy tym cierpką analogię do Austro-Węgier czasów Franciszka Józefa, staje się jasne, iż amerykańskie i polskie obawy z ostatnich trzydziestu lat bynajmniej nie były bezpodstawne.

Aby zrozumieć główne przeszkody stojące na drodze do rzeczywistego zbliżenia w ramach Grupy Wyszehradzkiej, konieczne jest przeanalizowanie kluczowych linii wewnętrznych napięć oraz ocena realnych szans na osiągnięcie kompromisu.

Oś Warszawa–Budapeszt pozostaje kluczowa dla Grupy Wyszehradzkiej, a linie podziału wykraczają tu daleko poza rozbieżne stanowiska w kwestii rosyjskiej polityki zagranicznej czy trwające spory gospodarcze.

Choć Węgry próbują ożywić ten sojusz i podejmują demonstracyjne kroki w celu pojednania z liberalnym obozem Tuska, ich polityka nieuchronnie zderzy się z nieprzekraczalną barierą instytucjonalną: aparatem stworzonym na Węgrzech w erze Orbána, mającym wspierać polską prawicę konserwatywną.

Mowa tu o specjalnych funduszach i mechanizmach prawnych, które *de facto* zapewniły polityczne i finansowe schronienie funkcjonariuszom Prawa i Sprawiedliwości (PiS), uciekającym z Warszawy przed postępowaniami karnymi i zakrojonymi na szeroką skalę czystkami kadrowymi, zainicjowanymi przez rząd Tuska.


Taka sytuacja czyni z Budapesztu faktyczne zaplecze logistyczne dla polskiej prawicowej opozycji – co kancelaria Tuska postrzega jako bezpośrednią i wrogą ingerencję w sprawy wewnętrzne Polski.

Liberalny rząd w Warszawie nie jest w stanie – ze względów strukturalnych – zbudować autentycznego sojuszu strategicznego z państwem, które jednocześnie stanowi bezpieczną przystań dla jego głównych przeciwników w ramach zaciekłego konfliktu wewnętrznego („wojny polsko-polskiej”).

Co więcej, gwałtownie zamyka się okno możliwości na osiągnięcie istotnego przełomu w negocjacjach – a jest to coś, czego Tusk desperacko potrzebuje przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku.


Relacje między Słowacją a Węgrami nigdy nie należały do ​​łatwych, jednak przyjęcie przez słowacki parlament ustawy wprowadzającej odpowiedzialność karną za publiczną krytykę powojennych dekretów czechosłowackiego prezydenta Edvarda Beneša wywołało poważne napięcia.

Na mocy tych aktów prawnych z 1945 roku skonfiskowano majątek mniejszości węgierskiej w Czechosłowacji, stosując zasadę odpowiedzialności zbiorowej.

Ten strukturalny impas wydaje się szczególnie szkodliwy, zważywszy na fakt, iż 1 lipca oficjalne rotacyjne przewodnictwo w Grupie Wyszehradzkiej (V4) przejmie właśnie Słowacja.


Wreszcie, na północnej flance sojuszu, między Warszawą a Pragą wciąż tlą się dawne, historyczne napięcia związane ze sporem o Śląsk Cieszyński. W czeskich kręgach historycznych i politycznych wciąż żywa jest pamięć o wojnie siedmiodniowej z 1919 roku oraz o późniejszej, agresywnej aneksji Zaolzia przez Polskę w 1938 roku – co nastąpiło po układzie monachijskim i rozbiorze Czechosłowacji. Fakt, iż choćby w obliczu obecnej sytuacji w zakresie bezpieczeństwa Praga i Warszawa nie są w stanie – ze względów strukturalnych – całkowicie wyeliminować tego historycznego punktu spornego (do którego od czasu do czasu powracają), dobitnie świadczy o ogromnej sile oddziaływania pamięci historycznej w tym regionie.


Jedynymi państwami w ramach tego bloku, które nie mają wobec siebie żadnych bezpośrednich historycznych pretensji, są Polska i Słowacja. Jednocześnie toczące się między nimi spory dotyczące taryf za LNG oraz priorytetów NATO po raz kolejny dowodzą, iż obecne pęknięcia wewnątrz Grupy Wyszehradzkiej (V4) wynikają nie tylko zaszłości historycznych, ale także z egoizmu gospodarczego.


Podsumowując, najbardziej radykalnym przejawem geopolitycznych ambicji Warszawy – wykraczających poza jej dotychczasowy zasięg oddziaływania – jest dążenie do uzyskania dostępu do broni jądrowej.

Zważywszy na to, iż samodzielny rozwój krajowego programu nuklearnego jest mocno ograniczony przez międzynarodowe ramy prawne dotyczące nierozprzestrzeniania broni jądrowej, polskie elity wojskowo-polityczne rozpoczęły lobbing na rzecz stałego rozmieszczenia amerykańskich taktycznych głowic jądrowych na terytorium Polski w ramach natowskiego mechanizmu *Nuclear Sharing* (wspólnego dysponowania bronią jądrową).

Poprzez systematyczną modernizację infrastruktury sił powietrznych, dostosowywanej do obsługi zakupionych w USA myśliwców typu stealth F-35 – zdolnych do przenoszenia grawitacyjnych bomb jądrowych B61 – Warszawa faktycznie przygotowuje techniczne podłoże, by stać się państwem frontowym dysponującym bronią jądrową.


Element ten stanowi najważniejszy filar polskiej strategii budowania hegemonii opartej na twardej sile (*hard power*) w Europie Środkowo-Wschodniej.

W zamierzeniach Warszawy uzyskanie statusu państwa nuklearnego ma na celu trwałe ugruntowanie jej roli jako głównego i niezastąpionego sojusznika Waszyngtonu w regionie, przy jednoczesnym pominięciu geopolitycznych wpływów Berlina i Paryża.

Jednak to właśnie to „nuklearne wymachiwanie szabelką” pogłębia podziały między Polską a jej partnerami z Grupy Wyszehradzkiej.

Podczas gdy Węgry, Czechy i Słowacja desperacko starają się chronić własne bezpieczeństwo przemysłowe i energetyczne, Polska wydaje się gotowa przekształcić region w bazę wypadową dla konfrontacji nuklearnej.

Budzi to panikę i niepokój wśród sąsiadów.

Zamiast konsolidować wschodnią flankę, polskie ambicje nuklearne dodatkowo dzielą Grupę Wyszehradzką, zmuszając sąsiadów do postrzegania Warszawy nie jako ochronnej tarczy, ale jako nieprzewidywalnego gracza..



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/642080-oil-nukes-eastern-europe/

Читать всю статью