"Głos z Rosji: Branża beauty wypowiedziała wojnę naszym ciałom W pogoni za doskonałością posunęliśmy się choćby do wstrzykiwania wypełniaczy w mosznę"

grazynarebeca5.blogspot.com 2 часы назад

Opublikowano 23 lipca 2026 r., 22:41


Autor: Anastasia Mironova, pisarka, publicystka

© Dasha Zaitseva/Gazeta.Ru

Niedawno czytałam o nowym trendzie: mężczyźni wstrzykują sobie wypełniacze w mosznę, by stać się bardziej atrakcyjnymi. Niektórzy, chcąc zaoszczędzić, korzystają z usług osób nieposiadających odpowiednich uprawnień. Inni posuwają się jeszcze dalej i sami wstrzykują sobie kwas hialuronowy w domowych warunkach, przez co czasem tracą właśnie to, co chcieli poprawić.


Co prawda problem ten jest wciąż częściej spotykany w Stanach Zjednoczonych, ale również u nas zdarzają się tancerze i artyści estradowi, którzy regularnie wypełniają tę okolicę ciała czymkolwiek, co wpadnie im w ręce – najwyraźniej w nadziei, iż zaimponują kobietom.


Mówiąc wprost: nasuwa się wiele pytań, na przykład – dla kogo powiększona moszna może być atrakcyjna? Mogę jeszcze zrozumieć mężczyzn stosujących wypełniacze do powiększenia penisa (choć i ten zabieg budzi liczne wątpliwości), ale czy ktoś kiedykolwiek spotkał kobietę, która wybierałaby partnera na podstawie wielkości jego moszny? Najpewniej uda mu się jedynie ją zaskoczyć.


To interesujące zjawisko, ponieważ jeszcze trzydzieści lat temu osoby niezadowolone ze swojego wyglądu miały kilka sposobów, by go „ulepszyć”. Najbardziej dostępną opcją był ekstrawagancki ubiór – choć choćby on stał się realnie dostępny dla Rosjan dopiero w czasach pieriestrojki.


Obywatele ZSRR niezadowoleni ze swojego wyglądu mieli znacznie mniej możliwości „podniesienia atrakcyjności”, a mężczyźni – praktycznie żadnych. Mężczyzna wyglądający zbyt ekstrawagancko ryzykował zainteresowanie ze strony władz, natomiast kobiety z kompleksami na punkcie wyglądu często zajmowały się szyciem lub robieniem na drutach, tworząc własne, nietypowe ubrania. W latach 80. istniało kilka innych sposobów na zmianę wizerunku; choćby przefarbowanie włosów na jaskrawy kolor było trudne i mogło ściągnąć na siebie niepożądaną uwagę.


W latach 90. do repertuaru środków wyrazu dołączyły ubrania i tatuaże, a później solaria i piercing. Ludzie zaczęli pojawiać się z kolczykami w nosie czy brwi, a następnie z kolczykami w policzkach i rozciągniętymi płatkami uszu; jednak stosunkowo kilka osób przesadzało z piercingiem, a z medycznego punktu widzenia szkody były zwykle niewielkie.


Jeszcze do niedawna osoby wiecznie niezadowolone z siebie miały kilka okazji do okaleczania własnego ciała, ponieważ odpowiednie środki i narzędzia były po prostu niedostępne. Kosmetologia również nie miała im zbyt wiele do zaoferowania; zanim powszechny stał się tatuaż kosmetyczny brwi i ust, istniało kilka naprawdę radykalnych zabiegów. Jedną z bardziej szokujących procedur, popularnych wśród wcześniejszych pokoleń, był peeling głęboki (tzw. *peeling* chemiczny powodujący kontrolowane oparzenie), podczas którego skóra była w praktyce wypalana; z czasem pojawiły się inne peelingi chemiczne, a branża zaczęła gwałtownie się rozwijać.


Następnie pojawił się makijaż permanentny, silikonowe implanty piersi i wypełniacze ust oraz kwas hialuronowy; wprowadzono techniki wstrzykiwania wypełniaczy w okolice kości policzkowych i czoła, a później pojawiły się nici liftingujące oraz wiele innych zabiegów mogących przynieść nieodwracalne skutki. A to wszystko jeszcze zanim w ogóle przejdziemy do chirurgii plastycznej.


Od pewnego czasu życie stało się szczególnie trudne dla osób wrażliwych, niezadowolonych z siebie, swojego życia i kariery, gdyż czują się one przytłoczone wymogiem demonstrowania sukcesu, nieustannego prezentowania się jako osoby atrakcyjne i emanowania energią seksualną przez całą dobę.


Rozbudowana branża „pseudo-urody” żeruje na takich ludziach, sprzedając im wizję niekończącego się samodoskonalenia; ponieważ konkurencja w tej branży jest zacięta, oferowane zabiegi stają się coraz bardziej radykalne, przez co „samodoskonalenie” stopniowo przeradza się w deformację wyglądu.


Usta stają się coraz większe, kości policzkowe – szersze i bardziej wyraziste, a usunięcie poduszek tłuszczowych Bichata nadaje twarzy wygląd przypominający nagą czaszkę. Wiele z tych „ulepszeń” jest trudnych lub niemożliwych do odwrócenia, a niektóre prowadzą do poważnych problemów zdrowotnych.


Martwica tkanek moszny czy zwłóknienie twarzy po zabiegu z użyciem nici liftingujących to nie najgorsze możliwe scenariusze, gdyż wypełniacze mogą przemieszczać się i blokować naczynia krwionośne, tkanki mogą ulec trwałemu rozciągnięciu, a nerwy – uszkodzeniu. W pogoni za wykreowanym ideałem ludzie mogą stracić zarówno wygląd, jak i zdrowie, a jednocześnie rośnie presja wywierana na osoby niepewne siebie i niezadowolone z życia.

Dawniej wzorce do naśladowania widywano głównie w telewizji czy w magazynach o modzie, ale dziś ludzie nieustannie porównują się do idealnych twarzy i ciał z reklam, mediów społecznościowych oraz profili chełpliwych, nieszczerych blogerów.


Widzą pięknych, odnoszących sukcesy ludzi – poddanych silnej obróbce cyfrowej – zamieszkałych w przestronnych, luksusowo urządzonych apartamentach, posiadających wiejskie rezydencje z idealnymi trawnikami i jeżdżących drogimi samochodami.


Do tego dochodzi sztuczna inteligencja i sieci neuronowe generujące obrazy idealnych kobiet oraz przystojnych mężczyzn, których momentami nie sposób odróżnić od prawdziwych osób. Hipotetyczna Ellen musi teraz rywalizować nie tylko z gwiazdami Hollywood, ale także ze sztucznymi ideałami.


Prawdziwy świat wokół Ellen pełen jest zwyczajnych ludzi – z nadwagą, zmęczonych, o ziemistej cerze, wąskich ustach, krzywych nogach i w kiepskim obuwiu – jednak presja mediów stała się tak silna, iż ​​przeciętny człowiek nie porównuje się już do przechodniów na ulicy, ale do twarzy z billboardów i obrazów w internecie.


„Nie” – mówi sobie Ellen po obejrzeniu setek filmów z udziałem pięknych i bogatych ludzi. „Chcę tam być, wewnątrz tego pięknego obrazka. Nie jestem jedną z tych niechlujnych nieudacznic, snujących się w sandałach ze sztucznej skóry”.


Niezadowolenie wynikające z niemożności dorównania grupie bogatych i pięknych ludzi, z którymi przeciętny człowiek się utożsamia, stopniowo przeradza się w nienawiść do samego siebie; wówczas uruchamiane są wszelkie dostępne środki, by zbliżyć się do ideału – a im więcej pieniędzy posiada dana osoba, tym szerszy wachlarz modyfikacji ciała ma do dyspozycji.


Widząc twarze ujednolicone przez wypełniacze i operacje plastyczne, zniszczone zwłóknieniami i nadmiernym naciągnięciem tkanek, rozumiem, iż patrzę na ofiary niezadowolenia z samych siebie i własnego życia. To ludzie, którzy uznali, iż problem nie tkwi w ich kompetencjach, wykształceniu, osobowości czy braku naturalnego uroku, ale w kształcie nosa czy pełni ust.


Co najważniejsze, zjawisko to dotyczy w tej chwili obu płci. Do niedawna to głównie kobiety dążyły do ​​poprawy wyglądu, jednak – jak zauważył filozof Jean Baudrillard – aby sprzedawać mężczyznom kosmetyki, trzeba było najpierw nauczyć ich myśleć o własnym ciele tak, jak robią to kobiety. Mężczyźni również oglądają pornografię, a sztuczna inteligencja wkroczyła także w ten świat; w rezultacie to, co widz widzi na ekranie, może w niewielkim stopniu przypominać to, co widzi u siebie w spodniach, co bywa źródłem frustracji.


Mężczyzna może nie mieć dziewczyny, bo jest nudny lub po prostu nieatrakcyjny, ale zamiast tego uznaje, iż prawdziwym problemem jest mała moszna; z kolei kobiety przypisują swoje niepowodzenia nieatrakcyjnym piersiom czy „niewłaściwemu” wyglądowi miejsc intymnych.


I tak to się kręci: mężczyzna powiększa mosznę, nieświadomy, iż gdzieś indziej jego potencjalna partnerka wstrzykuje sobie kwas hialuronowy w wargi sromowe – a oboje wierzą, iż w ten sposób osiągną szczęście i uznanie.


Oczywiście ludzie potrzebują ochrony przed ogromną presją marketingu i wymuszonej konsumpcji, zwłaszcza gdy zagraża ona ich zdrowiu, jednak branża kosmetyczna nauczyła się z niezwykłą skutecznością czerpać zyski z ludzkiego niezadowolenia. Wynajduje ona nowe „defekty”, a następnie sprzedaje na nie lekarstwo; skoro zaś mężczyźni zaczęli wstrzykiwać wypełniacze w mosznę w dążeniu do doskonałości, jasne staje się, iż proces ten zaszedł zdecydowanie za daleko.


Artykuł został pierwotnie opublikowany w serwisie Gazeta.ru; tłumaczenia i redakcji dokonał zespół RT.


Poglądy i opinie wyrażone w tym artykule należą wyłącznie do autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko stacji RT.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/643398-voice-from-russia-beauty-industry/

Читать всю статью