Kto obalył komunem?

niepoprawni.pl 5 часы назад

Kolejna skręcona przez żurkową prokuraturę sprawa.

Tym razem jednak chodzi o podstawy III RP. Lech Wałęsa, bo to jego sprawa dotyczy, stał się na dekady symbolem Polski Walczącej o wolność od najbardziej w dziejach świata nienawistnej człowiekowi ideologii.

Okazało się jednak, iż symbol to cokolwiek koślawy. Prace historyków (przede wszystkim Cenckiewicz) dowiodły, iż w przeszłości miał silne powiązania z peerelowską bezpieką.

Myślał Żurek, myślał… aż w końcu wymyślił. Pretekstem do próby oczyszczenia Lecha Wałęsy z zarzutów o wieloletnią agenturalność (TW Bolek) stała się sprawa z zawiadomienia IPN a dotycząca składania przez b. prezydenta fałszywych zeznań (art. 233 § 1 Kodeksu karnego).

Generalnie sprawa powinna być umorzona, albowiem jak słusznie podniosła brona i co znalazło się w uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu postępowania:

…prokurator zgodziła się z wnioskiem obrony, iż w niniejszej sprawie w ogóle nie można było przedstawić Lechowi Wałęsie zarzutów, gdyż treść jego zeznań – choćby jeżeli byłaby nieprawdziwa – była objęta prawem do obrony. Według wieloletniej stabilnej linii orzeczniczej Sądu Najwyższego nikt nie jest w ramach jakiegokolwiek postępowania zobowiązany do faktycznej samodenuncjacji w zakresie żadnego popełnionego przez siebie czynu zabronionego i to choćby w sytuacji, w której organ procesowy nie dysponuje wiedzą procesową uzasadniającą podejrzenie popełnienia przestępstwa przez przesłuchiwanego, a przesłuchanie dotyczy zupełnie innego zdarzenia. Prawo to jest prawem konstytucyjnym i dotyczy także świadków.

Trudno odmówić racji takiemu stanowisku i należałoby jedynie przyklasnąć, gdyby uzasadnienie ograniczało się do tego passusu.

Ale nie. Żurkowa prokuratura „przy okazji” postanowiła za jednym zamachem upiec dwie pieczenie.

Spróbowano rozprawić się z pomawianiem Wałęsy o to, iż był tajnym współpracownikiem SB działającym pod ksywą „Bolek”.

Pomińmy rozwlekłą polemikę z opiniami biegłych, zawartą w uzasadnieniu. Skupmy się jednak na najważniejszym.

Otóż zdaniem żurkowej prokuratury Wałęsa „Bolkiem” być nie mógł, gdyż zwyczajnie był na to za głupi.

Prokurator wzięła także pod uwagę, iż z całości zebranego materiału dowodowego – depozycji Lecha Wałęsy, ale także zeznań rozlicznych świadków – jednoznacznie wynikało, iż Lech Wałęsa nie sporządzał w swoim życiu, a w szczególności w latach 70-tych, długich rękopisów. Niektórzy świadkowie wskazywali wprost, iż w tamtym okresie był on wtórnym analfabetą, nie posługiwał się pismem i słabo czytał, a dokumenty, które podpisywał jako przewodniczący Związku Zawodowego "Solidarność", były pisane dla niego przez inne osoby.

Sięgam do Wiki. Lech Wałęsa przewodniczącym NSZZ Solidarność był od 17 września 1980 roku do 23 lutego 1991 r., kiedy to już był Prezydentem.

Czyli co? Pierwszym demokratycznie wybranym prezydentem III RP był wtórny analfabeta, nie posługujący się pismem, za którego dokumenty sporządzali inni?

No bo niby kiedy miał uzupełnić wykształcenie? Kto i kiedy podjął się ponownie trudnej nauki czytania i pisania Lecha Wałęsy?

Tymczasem wysiłki żurkowych śledczych kwituje ulica krótkim wierszykiem:

Zamiast Bolkiem

jest matołkiem!

Jeśli uznamy te wysrywy prokuratury nt. Wałęsy za poważne musimy zadać sobie podstawowe pytanie.

Kto zatem i kiedy obalił komunę? Lech Wałęsa bowiem jako notoryczny przygłup nie był do tego zdolny. Co najwyżej usadzono go w roli niezdającej sobie sprawy z rzeczywistości pacynki.

Kim byli jego animatorzy?

Wbrew intencjom żurkowej prokuratury cytowany tekst wcale nie oddala podejrzeń o agenturalność Lecha Wałęsy, ale ją wręcz uprawdopodabnia w stopniu graniczącym z pewnością.

Skoro Wałęsa był zwykłym durniem, i to do tego stopnia, iż nie nadawał się choćby na agenta bezpieki, to oczywistą oczywistością jest, iż nie mógł samodzielnie stanąć na czele wielomilionowego związku.

A zatem…

Prokuratura Okręgowa w Warszawie mimo woli otworzyła kolejną puszkę z pandorą, jak to mawiali przed laty komuniści w rodzaju Wołodii Czarzastego.

Implikuje bowiem pytanie o stopień zinfiltrowania tzw. wierchuszki Solidarności przez SB (a także służby innych „bratnich” państw tzw. demokracji ludowej).

Patrząc bowiem na historię umownie zwaną „okrągłym stołem”, gdzie wedle słów Czarzastego komuniści dogadali się z „postępową” częścią Solidarności teza o esbeckiej infiltracji tego środowiska jest praktycznie pewna.

Zresztą pewne sygnały widać było przed „końcem komuny” rzekomo 4 czerwca 1989 r. Oto w nocy z 12 na 13 września 1986 roku we Wrocławiu miał miejsce poważny wypadek. Jadący ulica Legnicką samochód osobowy marki ŁADA wpadł w poślizg i uderzył w jadący naprzeciw autobus.

Kierowca i pasażer osobówki zginęli na miejscu.

Wina kierowcy była bezsporna. Zarówno on, jak i jego pasażer byli nawaleni niczym stodoły po żniwach. Zdarza się choćby teraz. Ale ten wypadek pomimo swoistej trywialności był inny niż wszystkie.

Kierowcą Łady był bowiem podpułkownik SB Anatol Pierścionek, jeden z czołowych funkcjonariuszy dolnośląskiej SB, wiceszef wrocławskiej bezpieki odpowiedzialny za zwalczanie podziemnej opozycji. Pasażerem natomiast był… Edward Majko, prominentny działacz podziemnej Solidarności.

Oczywiście z Majki prędziutko zrobiono alkoholika. Nikt jednak nigdy nie wyjaśnił, dlaczego akurat upijał się z wysoko postawionym esbekiem…

Pamiętacie może jedną z najwspanialszych powieści XX wieku „Lampart” autorstwa Giuseppe’go Tomasi di Lampedusy? Jeden z bohaterów, hrabia Tancredi Falconeri wypowiada słowa pozornie tylko będące paradoksem:

„Jeśli chcemy, by wszystko pozostało tak jak jest, wszystko musi się zmienić.”

To po prostu znany w socjologii i naukach politycznych gatopardyzm.

Najogólniej polega na tym, aby poprzez wprowadzanie pozornych zmian i reform uprzywilejowana warstwa zachować mogła dotychczasowe wpływy. Dla uwiarygodnienia zmian do koryta dopuszcza się wybrana grupę dotychczasowych opozycjonistów, by stali się gorliwymi obrońcami starego porządku.

Tak właśnie to wygląda. Lech Wałęsa stał się po prostu przykrywką. Dla porządku przypominam, iż stara betonowa komuna próbowała zastąpić go sprawdzonym towarzyszem. Ale Albin Siwak stał się powszechnym pośmiewiskiem i zwyczajnie nie wyszło.

Dlatego musieli wrócić do Wałęsy.

Uwłaszczenie się partyjnej nomenklatury oraz nielicznych wybrańców z dotychczasowej opozycji to najbardziej widoczny przejaw gatopardyzmu. Dzisiaj zaś prawdziwy komuch jest drugą osobą w Państwie jawnie marzącą o tym, by choć na chwilę móc zastąpić tą Pierwszą. Zatem władzy raz zdobytej ciągle jeszcze nie oddali...

………….

Musimy zrozumieć, iż ciągle żyjemy w kraju, którego zręby ustalił Gomułka.

26.09 2026

Читать всю статью