„Nie patrzeć w górę”

myslpolska.info 9 часы назад

Debaty na temat służby zdrowia, którą od czasu gdy „obaliliśmy komunizm” politycy III RP reformują, uzdrawiają i ciągle niczym dobrzy wujkowie hojnie do niej „dosypują”, sprawiają, iż trudno oprzeć się skojarzeniom literackim i filmowym (tytuł tego tekstu to także tytuł głośnego filmu, w którym elity odwracają uwagę mas od nadchodzącej katastrofy, by po cichu szykować dla siebie możliwość jej bezpiecznego przeżycia) z bardzo różnych epok, co dowodzi, iż ustroje się zmieniają, ale natura ludzka trwa w najlepsze, lub w najgorsze.

Wraz z ujawnianiem kolejnych pięter patologicznych zachowań i kryjących realne interesy prawem zadekretowanych absurdów, pierwsze co przychodzi na myśl to to, iż „jeden tam tylko jest porządny człowiek: prokurator; ale i ten, prawdę mówiąc, świnia.” Błąd systemu jakim są jawne oświadczenia majątkowe radnych sprawił, iż w zabezpieczonych przed podsłuchem gabinetach mają miejsce nerwowe kalkulacje kogo opinii publicznej i wyborcom wydać na pożarcie, jaką opowieść (zwaną modnie narracją) skonstruować żeby była w miarę wiarygodna, a nikomu naprawdę winnemu i ważnemu nie szkodziła. Trwa przerzucanie się winami poszczególnych frakcji rządzącego partiopolu. Jedni przyłapani na siedzeniu na SOR w wygodnych fotelach zamiast na plastikowych krzesełkach mających zniechęcić lud do nachalnego zawracania głowy służbie zdrowia, wypominają drugiej frakcji przypadek ichniej Marszałek Sejmu, która traktowała Oddział Intensywnej Opieki Medycznej niczym windę w Pałacu Kultury zajmowaną przez PRLowskiego dygnitarza, w genialnym „Polaków portrecie własnym” jaki stworzył Stanisław Bareja.

Mnożące się w grafikach i sprawozdaniach godziny pozwalające czerpać nieuzasadnione korzyści doktorowi K. i co bardziej obrotnym następcom Pawła Iwanowicza Cziczikowa, to wypisz wymaluj współczesne „martwe dusze”. W reakcji na żądania oburzonego ludu „lecą głowy”, w rzeczywistości wraz z ciałami przesuwane są po cichu i chwilowo na mniej eksponowane stanowiska, by za czas jakiś znowu dać o sobie znać w równie zadziwiających okolicznościach. Mnożą się kontrole, co do których jedno jest pewne, służą uspokojeniu oburzonych, minimalizacji strat po stronie bezpośrednio uwikłanych, a wszystko do czasu gdy jak oświadczył z aprobatą jeden z wytrawnych polityków III RP: „kolejna afera przykryje obecną aferę”.

Prawdziwe problemy i prawdziwi ich beneficjenci pozostają jak zwykle w cieniu. I tak tylko gdzieniegdzie przebija się informacja, iż poprzednia minister chciała doprowadzić do zwiększenia liczby lekarzy i dlatego musiała odejść, bo skróciłoby to kolejki do specjalistów, zmieniłaby się także ich pozycja negocjacyjna wobec szpitali, NFZ i zapotrzebowanie na prywatne konsultacje. To, iż bezpłatne studia mogłyby być połączone z obowiązkiem albo spłaty albo ich odpracowania w publicznej służbie zdrowia także nie jest szerzej rozpatrywane. Nikt nie zastanawia się i nie bada kto przeforsował w NFZ, a być może w Sejmie i w innych instytucjach przepisy i metody sprawozdawczości, które sprawiały, iż rekordowe niczym w czasach legendarnych pięciolatek godziny pracy doktora K. ginęły anonimowo w bezosobowym, a więc za nic nie odpowiadającym „systemie”, w którym tabele nie rzucających się w oczy laika cyfr umożliwiały krycie interesów całej wpływowej grupy zawodowej.

A wszystko to w erze powszechnej inwigilacji, która pozwoliła ministrowi Niedzielskiemu w oka mgnieniu sprawdzić jakie leki zażywa medyk z którym był w sporze. Czy w NFZ pracowali ludzie mało inteligentni, czy też takich udawali, bo ich pensja i inne frukta zależały od tego żeby nie rozumieli rzeczy oczywistych? Jednak największym nieobecnym w aferze są samorządy, medyczna profesura i Izby Lekarskie, które powinny z założenia najlepiej wiedzieć co się dzieje w mitycznym „systemie”, a także z etyką jego beneficjentów do których ich członkowie sami należeli. Przecież we wstępie do Kodeksu Etyki Lekarskiej lekarze przyrzekają: „według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek”.

Tymczasem Izby Lekarskie przez cały czas w myśl zasady ani kroku w tył, bo jak się sprawa zacznie sypać, to może uruchomić lawinę, zajmują się prześladowaniem tych nielicznych lekarzy, którzy w czasach „walki z groźnym wirusem” mówili iż dwa plus dwa równa się cztery i zgodnie z tym leczyli lub ratowali życie. Trwa też intensywny lobbing na rzecz wzmocnienia monopolu Big Pharmy, utrzymania medycznej omerty zwanej przewrotnie „walką z dezinformacją” oraz eliminacji konkurencji w postaci naturopatii, zielarstwa i wszystkich metod pozwalających leczyć się tanio i przede wszystkim poza kontrolą, bo chociaż gdy dzwonimy do rejonowej przychodni, to pyta się nas o zgodę na nagrywanie, to tajemnica lekarska stała się w ostatnich latach fikcją ze znamionami szyderstwa. O tym wszystkim milczą także zajęci „dialogiem z judaizmem” hierarchowie polskiego Kościoła katolickiego. Będące pięknym i funkcjonalnym elementem polskiej kultury materialnej piece nazwano kopciuchami, dla tego co faktycznie powinno się nazywać lex Big Pharma upowszechniono nazwę lex szarlatan. Polska jest również liderem w ilości przymusowych szczepień, z których żadne nie zostało sprawdzone długofalowym (podłużnym) badaniem z użyciem placebo. Nie prowadzi się, a przynajmniej nie prezentuje jakichkolwiek badań porównujących ogólny stan zdrowia szczepionych i nieszczepionych na „groźnego wirusa”.

Niektóre leki dostępne w aptekach w krajach naszych sąsiadów są w Polsce tylko na receptę lub nie ma ich w ogóle. Plagą są pochopnie ordynowane i dobrze wyceniane często przynoszące więcej szkody niż pożytku zabiegi i inwazyjne procedury diagnostyczne ukryte pod rozciągniętym na nie terminem profilaktyki. Nieszczęsny dr K. uczył się postępowania z chorymi wirtualnie, i dlatego wielu absolwentów medycyny nie umie wykonać potrzebnych i często koniecznych np. w nagłych przypadkach zagrożenia życia rutynowych zabiegów. Zgłaszanie nieprawidłowości, błędów medycznych czy powikłań po szczepieniach jest obudowane tak skomplikowanymi kafkowskimi procedurami, iż lekarze, którzy pomylili się w wyborze zawodu mogą czuć się zawsze bezkarni, ważne tylko by nie „szerzyli poglądów sprzecznych z aktualnym stanem wiedzy”. Jej fluktuacje przypominają do złudzenia to co dzieje się z aktualną wiedzą i narracją klasy politycznej w sprawie relacji z Ukrainą.

To wszystko w czasie gdy w USA wychodzą na jaw kolejne fakty i przestępstwa jakich dopuścił się tamtejszy, a więc i światowy establishment medyczny we współpracy z tamtejszymi – a jakże; „służbami”. Po potwierdzeniu przez Tulsi Gabbard prac nad tworzeniem sztucznie wzmocnionych wirusów czekają nas teraz przesłuchania pod przysięgą odpowiedzialnego za medyczne eksperymenty i być może wyprodukowanie wirusa c-19 dr Anthony Fauciego. W Polsce od samego początku mówił o tym nieodżałowany lekarz epidemiolog, a przede wszystkim człowiek uczciwy i odważny jakim był przedwcześnie zmarły dr Zbigniew Hałat. Zamiast tego będziemy się jednak zajmować salonikiem dla vipów, tak jak w sprawie wykorzystania KPO interesował nas ekspres do kawy, a nie setki milionów wydawane na dewastujące krajobraz i przyrodę wiatraki.

Po raz kolejny okazuje się, iż w dyscyplinie zamiatania istoty problemów pod upstrzony nieistotnymi detalami dywan sentymentalizmu lub moralnego oburzenia jesteśmy mistrzami. Różni nas to in minus od Mikołaja I, który po obejrzeniu Rewizora miał powiedzieć: „Dostało się wszystkim, a najbardziej ze wszystkich mnie”. W Polsce nie dostanie się „nikomu”, bo nikt za nic nie czuje się odpowiedzialny i dlatego o takim kraju obcy mogą pisać „nigdzie” i stosownie do tego nas traktować.

Olaf Swolkień

Myśl Polska, nr 27-28 (5-12.07.2026)

Читать всю статью