O „konstruktywnej stabilności strategicznej” Xi

dakowski.pl 3 часы назад

    Pepe Escobar o „konstruktywnej stabilności strategicznej” Xi

    Pepe Escobar

    Gdybyśmy byli wystarczająco naiwni, moglibyśmy dojść do wniosku, iż Xi i Trump uzgodnili trzyletnie ramy stabilizacyjne.

    Czwartkowy nagłówek na pierwszej stronie gazety China Daily grzmiał i migał: „Przyjęcie na czerwonym dywanie dla Trumpa w Pekinie”.

    Oczywiście nie zabrakło też podekscytowanych dzieci machających kwiatami oraz wizyty w Świątyni Nieba, zbudowanej w 1420 roku jako symbol łączności nieba z ludzkością.

    Młodość spotyka się z tradycją. Pokolenie, które będzie przewodzić w pełni zmodernizowanym Chinom, styka się z ich głęboką historią. Oszołomiony i zdezorientowany prezydent USA z trudem przyswajał sobie wciąż trwającą lekcję cywilizacji.

    Xi Jinping był znany z miażdżącej krytyki: „Powinniśmy być partnerami, a nie rywalami”. Zwolennicy wyjątkowości byli zszokowani. I to po niekończącej się litanii wojen handlowych, sankcji technologicznych, permanentnej histerii wokół Tajwanu, okrążenia militarnego, konfrontacji geoekonomicznej i antychińskiej retoryki.

    Uspokój się. Zachowaj spokój.

    Ach, te zawiłości i meandry najważniejszej dwustronnej relacji na świecie. Chociaż obie gospodarki są ze sobą ściśle powiązane, dwustronny handel towarami osiągnął w 2025 roku 4,01 biliona juanów (590 miliardów dolarów). Jednak w skali globalnej nie jest to przełom: stanowi on zaledwie 8,8% całkowitego handlu zagranicznego Chin.

    Podczas bankietu państwowego Xi dzięki swym ostrym argumentom dokonał wyczynu zjednoczenia MAGA i odrodzenia narodu chińskiego:

    „Chińczycy i Amerykanie to wielkie narody. Wielkie odrodzenie narodu chińskiego i odrodzenie Ameryki mogą iść ręka w rękę”.

    Barbarzyńcy znów byli zdezorientowani.

    Następnie Xi zwięźle wyjaśnił, na czym stoimy. Wystarczyło mu do tego tylko jedno zdanie:

    „Transformacja, nieobserwowana od stulecia, przyspiesza na całym świecie, a sytuacja międzynarodowa jest płynna i burzliwa”.

    Porównajmy to z momentem, gdy po raz pierwszy publicznie odniósł się do tej „transformacji” przed globalną publicznością: tuż po spotkaniu z Putinem na Kremlu wiosną 2023 roku.

    Xi natychmiast zapytał: „Czy Chiny i Stany Zjednoczone mogą przezwyciężyć pułapkę Tukidydesa i stworzyć nowy paradygmat relacji między mocarstwami?”

    Choć pułapka Tukidydesa jest kolejnym słabym tworem amerykańskiego think tanku – najlepszymi analitykami Tukidydesa są Grecy i Włosi, a nie klika Waszyngtonu – metafora Xi rzeczywiście podkreśla, iż ​​Chiny są w tej chwili liderem rodzącego się porządku.

    I osiągnęło ten punkt nie oddając ani jednego strzału.

    Ta „konstruktywna stabilność strategiczna”

    Następnie Xi przedstawił swoją nową wizję stosunków amerykańsko-chińskich – przynajmniej na najbliższe trzy lata – pod dość zaskakującym hasłem: „konstruktywna stabilność strategiczna”.

    Ale to niesie ze sobą trzy poważne problemy.

    Imperium Chaosu nie jest konstruktywne: jest destrukcyjne.

    Nie jest to strategia: w najlepszym razie jest to mniej więcej taktyka, a taktyka ciągle się zmienia.

    Nie chodzi tu o stabilność: chodzi o tworzenie i wykorzystywanie chaosu – a także kłamstw, grabieży i, jak widzimy w Wenezueli, a szczególnie w Iranie, piractwa.

    Xi nie może rozsądnie oczekiwać, iż imperium zaakceptuje „współpracę” jako „kamień węgielny” relacji, nie mówiąc już o „zdrowej stabilności z zachowaniem rozsądnych granic konkurencji”.

    Gdybyśmy byli wystarczająco hojni, moglibyśmy dojść do wniosku, iż Xi i Trump zgodzili się na trzyletnie ramy stabilizacyjne, które należy interpretować jako strukturalny reset – w którym najpierw będzie współpraca, a następnie kontrolowana konkurencja, a końcowym rezultatem będzie przewidywalny pokój.

    No cóż, nie zapominajmy, iż mamy do czynienia z „niekontraktującym” Stanami Zjednoczonymi – według nieśmiertelnej definicji Wielkiego Mistrza Ławrowa.

    No i oczywiście jest kwestia Tajwanu. Xi w szczytowej formie: „Niepodległość Tajwanu” i pokój po obu stronach Cieśniny Tajwańskiej są nie do pogodzenia jak ogień i woda”. Amerykanie muszą zachować „wyjątkową ostrożność” w „rozpatrywaniu kwestii Tajwanu”.

    Xi nazwał to „najważniejszą kwestią w relacjach między Chinami a USA”. Dla Pekinu to ostateczna czerwona linia. Zespół Trumpa może przez cały czas nie rozumieć, o co toczy się gra. Tajwan jest zmienną, która może wyzerować całe optymistyczne, trzyletnie równanie „pokojowe”.

    A tak przy okazji: twierdzenie amerykańskich mediów głównego nurtu, iż Xi Jinping wymienił amerykańską nieingerencję na Tajwanie na amerykańską „pomoc” w Iranie, jest absurdalne. Chiny i Iran mają stale ewoluujące partnerstwo strategiczne.

    Podczas gdy wszystko to działo się w Pekinie, miałem przyjemność spędzić długi geopolityczny lunch w Szanghaju z niezwykłym Li Bo, dyrektorem generalnym Guancha, wiodącej niezależnej chińskiej stacji medialnej, którą codziennie śledzi co najmniej 120 milionów osób.

    Li Bo stwierdził między innymi, iż Tajwan nie jest problemem dla Pekinu: to wewnętrzna sprawa, którą należy rozwiązać pokojowo. Prawdziwym problemem, jak powiedział, jest zbrojenie Japonii, zwłaszcza teraz, pod rządami otwarcie militarystycznego rządu Sanae Takaichi.

    A teraz przejdźmy do prawdziwych VIP-ów programu Trump-Xi

    Po wszystkich rozmowach o „imperium zła”, histerii związanej z rozdzielaniem, paranoi związanej z ograniczaniem ryzyka, tsunami sankcji, tsunami taryf i retoryce wojennej, nagle jesteśmy świadkami, jak grupa oligarchiczna o łącznej kapitalizacji rynkowej przekraczającej 10 bilionów dolarów leci do Pekinu, aby dosłownie osobiście błagać Xi Jinpinga o… interesy.

    Trump był wniebowzięty:

    „Chciałem numer jeden z każdego imperium! Jensen Huang, Tim Cook, Elon Musk i inni tytani… najlepsi na świecie są tutaj, tuż przed tobą”.

    A potem najważniejsze zdanie:

    „Są tu dziś, aby okazać szacunek wam i Chinom. Przyjeżdżają tu głodni interesów, inwestycji i tworzenia. Z naszej strony będzie to w stu procentach wzajemne”.

    „Niezbędny” naród oddaje hołd prawdziwemu geo-ekonomicznemu imperium XXI wieku. Historia będzie miała z tego pole do popisu.

    Klucze do nowej Świątyni Nieba

    Tesla, Apple, Boeing, GE Aerospace – wszystkie te firmy mogą rozpaczliwie potrzebować chińskich pierwiastków ziem rzadkich: Chiny kontrolują prawie 99% światowych mocy przetwórczych pierwiastków ziem rzadkich. Jednak Chiny nie potrzebują już tych amerykańskich gigantów strukturalnie, a wręcz coraz bardziej.

    Łączne przychody dwunastu największych firm, których prezesi wzięli udział w tej podróży, z działalności w Chinach wynoszą ponad 300 miliardów dolarów rocznie.

    Musk musi kontynuować budowę Tesli – Gigafactory, jego najważniejszy ośrodek eksportowy, znajduje się poza Szanghajem – i to bez 100% ceł. Jensen Huang potrzebuje licencji eksportowych na chipy, aby Nvidia mogła sprzedawać na tym ogromnym rynku sztucznej inteligencji (choć Chiny tak naprawdę już jej nie potrzebują). Tim Cook potrzebuje stabilności chińskiego łańcucha dostaw Apple o wartości 70 miliardów dolarów.

    Prawdziwym problemem jest Larry Fink z BlackRock, który z chciwością oczekuje, iż chińskie rynki finansowe „otworzą się” na dodatkowe zyski z Wall Street (Li Bo powiedział mi, iż Chińczycy w najlepszym razie pozwolą im otworzyć małe biuro na wyspie Hajnan…). Co więcej, Fink jest prawdziwym nowym liderem kliki w Davos i bezpośrednio odpowiada za finansowanie centrów danych nadzorujących sztuczną inteligencję w całych Stanach Zjednoczonych.

    W oświadczeniu Białego Domu zachwyt wzbudziły „zwiększony dostęp amerykańskich firm do rynku chińskiego oraz wzrost chińskich inwestycji w amerykański przemysł”, „zwiększone zakupy amerykańskich produktów rolnych przez Chińczyków” oraz wyrażenie przez Xi „zainteresowania zakupem większej ilości amerykańskiej ropy”.

    Jednakże chińskie Ministerstwo Handlu nie wspomniało ani słowem o żadnych „rozmowach handlowych”.

    Teoretycznie więc mieliśmy tę partię prezesów-miliarderów, którzy desperacko pragnęli „otworzyć” Chiny na amerykański biznes i handel. Społeczność biznesowa w Szanghaju zdecydowanie nie była pod wrażeniem. W końcu Chiny aktywnie budują swoją niezależność – wszystko to zostało zapisane w celach nowego Planu Pięcioletniego – podczas gdy Stany Zjednoczone, za pośrednictwem tych prezesów-miliarderów, w zasadzie demonstrowały formalizację własnej zależności.

    Podczas gdy w Pekinie panowało całe to zamieszanie, ministrowie spraw zagranicznych Rosji, Chin (z wyjątkiem Wang Yi, który pozostał ramię w ramię z Xi w Pekinie), Indii i – co najważniejsze – Iranu, a także inni przedstawiciele, przebywali w New Delhi na bardzo ważnym szczycie BRICS, którego tematem przewodnim była, jak określiła to Moskwa, reforma systemu „globalnego zarządzania” z dominującą rolą Globalnego Południa.

    BRICS może być w stanie śpiączki. Ale jeżeli ktokolwiek jest w stanie go ożywić, to Wielki Mistrz Ławrow i Rosja – ramię w ramię z Chinami i rosnącą potęgą globalną, Iranem. Po raz kolejny to nowy Trójkąt Primakowa, RIC (Rosja-Indie-Chiny), znajdzie prawdziwe klucze do otwarcia nowej Świątyni Nieba.

    Źródło: Escobar o „konstruktywnej stabilności strategicznej” Xi

    Читать всю статью