"Obie "strony" globalnej szachownicy geopolitycznej grają ci sami satanistyczni władcy....."

grazynarebeca5.blogspot.com 1 час назад

My, Ludzie, jesteśmy oszukani w
ich genialnej grze dziel i rządź.


SOTN Nota redakcyjna: Jak czytelnik niedługo sam się przekona, czytając w całości doskonałą rozprawę o Nowym Porządku Świata zamieszczoną poniżej, istnieje wiele dowodów potwierdzających, iż wszyscy byliśmy oszukani od samego dnia, w którym się urodziliśmy. Jednak przez ostatnią dekadę czy coś koło tego wiele wyraźnych sygnałów wynika, iż wszyscy zostaliśmy oszukani przez całkowicie fałszywą narrację Dobrych/Złych.

Zwłaszcza jeżeli chodzi o fałszywy kolektyw znany jako BRICS, wszyscy widzieliśmy, jak trzy główne potęgi — Chiny, Rosja i Indie — ujawniają się w sposób, którego nie da się wyjaśnić, poza tym, iż są w rzeczywistości zagorzałymi globalistami NWO, sięgającym aż do szpiku kości. Na przykład Chiny były miejscem rozpoczęcia OPERACJI COVID-19, ponieważ od dziesięcioleci są stolicą szczepień na świecie, a także domem najbardziej opresyjnego systemu kredytu społecznego na świecie. Rosja prowadzi tzw. "Specjalną Operację Wojskową" na Ukrainie, podczas której miliony białych chrześcijańskich słowiańskich mężczyzn zabiły miliony białych chrześcijańskich słowiańskich mężczyzn bez końca, co jest całkowicie zgodne z agendą depopulacji NWO. Premier Indii Narendra Modi nie tylko wspierał, ale choćby oklaskiwał Izrael podczas przerażającego, trwającego ludobójstwa w Gazie, nie złożył kondolencji Iranowi po brutalnym zamordowaniu Najwyższego Przywódcy i szyickiego przywódcy religijnego, ajatollaha Alego Chameneiego, wraz z rodziną przez amerykańsko-izraelską grupę terrorystyczną (a Indie od dawna otrzymują ogromne ilości przecenionej ropy z Iranu).

Jaki jest najważniejszy punkt?

Nikt, NIKT, NIKT nie przyjdzie nas ratować. My, Naród, musimy najpierw ratować siebie, a potem nasze kraje. Bo dopiero gdy krytyczna masa nas tutaj, w USA, odzyska naszą osobistą suwerenność, może zostać słusznie przywrócona. Nie może być odwrotnie, co oznacza, iż najwyższy czas, by sprostać naszej "ziemi wolnych i domu odważnych".

Stan narodu 21
maja 2026


Fałszywe wojny i wyższe ceny: Co naprawdę oznacza "multipolarny porządek światowy"

autor: Kit Knightly

Świat się zmienia. Niegdyś dominująca potęga imperialna Stanów Zjednoczonych słabnie, wydrążona przez korupcję, nadmiernie rozciągnięta przez pychę, pożerana przez raki nienawiści, fałszywego nacjonalizmu i chciwości.

Nawet według własnych źródeł propagandowych Ameryka "stała się złoczyńcą", jest "oficjalnie imperium w upadku" i jesteśmy świadkami jej "ostatniego aktu".

A gdy czekamy na nieuchronny upadek tytana, świat rozważa przyszłość. Wszyscy mówią o "wielobiegunowym porządku światowym" tuż za horyzontem.

Od "Pax Americana do Pax Multipolaris".

Ten "Świat Multipolarny" od dawna jest tematem politycznych rozmów, ale w ostatnich latach nabiera rozpędu i wyraźnie przyspiesza od początku drugiej kadencji Donalda Trumpa.

Prezydent Rosji Władimir Putin od lat wzywa do tego multipolarnego porządku i zrobił to ponownie w zeszłym tygodniu. Xi Jinping z Chin regularnie robi to samo, ostatnio podczas swojej podróży do Ameryki Południowej w lutym. Kim Jong Il z Korei Północnej powtórzył te poglądy w kwietniu.

Xi i Putin podpisali dziś rano wspólną deklarację o "budowaniu świata wielobiegunowego".

Dwa tygodnie temu, podczas wykładu w Kennedy School of Government na Uniwersytecie Harvarda, były kanclerz Niemiec Olaf Scholz wezwał do "świata postimperialnego [i] odpornego porządku opartego na zasadach w nowej erze wielobiegunowej".

W przemówieniu podczas swojej podróży do Chin w zeszłym miesiącu premier Hiszpanii Pedro Sanchez wezwał do "przyjęcia multipolarnego porządku światowego":

"To, co dzieje się dzisiaj, to nie transfer hegemonii, ale wzrost wielobiegunowości — zarówno w potęgi, jak i dobrobycie,"

Poza przemówieniami polityków, multipolarny porządek światowy stał się również głównym tematem międzynarodowych think-tanków.

"Multipolaryzacja" była głównym tematem raportu z konferencji bezpieczeństwa w Monachium w lutym 2025 roku.

W grudniu Tony Blair Institute nawiązał współpracę z JPMorgan Chase International Council, aby opublikować raport zatytułowany "World Rewired: Navigating a Multi-Speed, Multipolar Order", który kończy się przedmową (napisaną przez samego Blaira i Jamie Dimona z JPMC):

Świat wciąż oferuje ogromny potencjał dla tych, którzy są gotowi konstruktywnie angażować się — budować koalicje, inwestować w innowacje i pomagać kształtować zasady następnej ery, zamiast tylko na nie reagować.

A potem w marcu Światowe Forum Ekonomiczne opublikowało (niezwykle nudny) raport zatytułowany "Przyszłość systemów materiałowych: możliwości współpracy w świecie wielobiegunowym", w którym używa takich zdań...

W świecie wielobiegunowym zwinna kooperacja oparta na interesach będzie decydująca w kształtowaniu odpornych, produktywnych i zrównoważonych systemów materiałowych.

To właśnie w tradycyjnym kręgu, w którym najczęściej omawia się "wielobiegunowość". Raporty dla agencji alfabetowych i organizacji non-profit, prognozy rynkowe i oceny ryzyka. Język akademicki, który maskuje znaczenie warstwami nadmiaru słów.

Jednak wielobiegunowość to nie tylko ulubiony temat prezydentów i think-tanków, ale stały temat w całym krajobrazie medialnym.

Ameryka nie ucieknie przed Porządkiem Wielobiegunowym

… powiedziała publikacja Rady ds. Stosunków Zagranicznych Foreign Affairs w grudniu.

European Times informuje nagłówek "Od unipolarności do rzeczywistości wielobiegunowej – nowy porządek świata gwałtownie się wyłania" i jest znacznie bardziej wyważony:

Sama wielobiegunowość nie jest ani z natury niebezpieczna, ani z natury korzystna. Ostateczny wpływ będzie zależał od tego, jak państwa zdecydują się sprawować władzę, przestrzegać prawa międzynarodowego i współpracować w rozwiązywaniu wspólnych wyzwań.

W wywiadzie dla Politico zatytułowanym "Jak będzie wyglądał następny porządek świata" brytyjski autor Rana Dasgupta mówi:

Jeśli wchodzimy w świat wielobiegunowy, to nie jest to nic niezwykłego. To normalny stan świata.

Jak widać, potencjalny upadek naszego współczesnego Rzymu nie jest przerażający dla wielu z tych, którzy zawdzięczają swoje pieniądze i pozycję temu imperium, raczej jest pobudzający lub może "normalnym stanem świata".

Wojna USA/Izrael z Iranem była obwiniana i/lub przypisywana za przyspieszenie długo oczekiwanego upadku Imperium.

Dwa tygodnie temu The Tehran Times napisał nagłówek:

Jak konflikt z Iranem katalizuje wielobiegunowy porządek światowy

Raport Middle East Council on Global Affairs przedstawia wojnę w Iranie jako próbę powstrzymania multipolarnego świata przed wyzwoleniem się:

To, co dzieje się w Iranie, to nie tylko wojna o regionalną równowagę sił czy nuklearne ograniczenie. To próba zerwania geograficznego rdzenia rodzącego się multipolarnego porządku, mającego na celu obejście zachodniej dominacji

Carnegie Endowment for International Peace opublikował to...

Wojna z Iranem pokazuje granice siły USA – jeżeli Waszyngton nie dostosuje się do trwających przemian świata wielobiegunowego, jego przewaga stanie się obciążeniem.

W wielu częściach niezależnych mediów panuje niemal gorączkowe oczekiwanie.

Imperium Ameryki upadnie, a na jego miejsce powstanie błyszczący, wielobiegunowy nowy porządek świata, i na pewno będzie to Dobra Rzecz.

Taka jest historia.

Ale to wszystko, opowieść.

Czym tak naprawdę jest "multipolarny porządek świata"?

Co naprawdę oznacza wielobiegunowość

Obraz świata wielobiegunowego – bez cytatów – to globalna kooperacja między wolnymi i równymi suwerennymi państwami, z których każde dąży do interesów swojego narodu, nie żyjąc pod osłoną imperialnej hegemonii.

"Równi i uporządkowani [...] inkluzywna, uniwersalnie korzystna globalizacja gospodarcza", jak powiedział Xi Jinping w przemówieniu w lutym.

To powtórzył bardziej szczegółowo profesor Wang Yiwei, który napisał briefing zatytułowany "Chińska filozofia równego i uporządkowanego wielobiegunowego porządku światowego", opisując, jak bardzo świat byłby inny pod chińskim przywództwem – a raczej bez przywództwa:

Chiny opowiadają się za równym i uporządkowanym światem wielobiegunowym oraz inkluzywną globalizacją gospodarczą. Wśród nich sednem równego i uporządkowanego świata wielobiegunowego jest przestrzeganie równości wszystkich krajów, dużych i małych, sprzeciw wobec hegemonizmu i polityki władzy oraz skuteczne promowanie demokratyzacji stosunków międzynarodowych.

Mniej utopijne spojrzenie przewiduje świat wielobiegunowy podzielony na bloki lub strefy wpływów, ale wciąż bardziej dynamiczny i potencjalnie sprawiedliwy, bo nie jest w cieniu Imperium. To było pierwotne znaczenie tego zwrotu, gdy pojawiło się pod koniec lat 90.

Ale żadne z tych rozwiązań nie odzwierciedla nadciągającej rzeczywistości ani prawdziwych intencji wpływowych osób, które przekazują to słowo swoim rozmówcom.

To może być wielobiegunowość, ale nie jest to "wielobiegunowość".

To niesamowite, jaką różnicę może zrobić para cudzysłowów, prawda?

Władze, które nie powinny istnieć, oraz ich bezduszne marionetki w sferze korporacyjnej, akademickiej i politycznej stworzyły całkowicie eufemistyczną językową frazeologię zdefiniowaną przez potrzebę cudzysłowów.

Słowa i zwroty, które nie znaczą tego, co udają.

"Zmiany klimatu", "mowa nienawiści", "zdrowie publiczne".

"Terroryzm", "dezinformacja" i "zrównoważony rozwój".

W naszym krajobrazie politycznym przestały one być słowami o znaczeniu, ale stały się zarówno kamuflażem, jak i warunkowaniem.

Nieuczciwa mieszanka języka programowania i sugestii hipnotycznej; frazy mające na celu zaciemnienie rzeczywistości z jednej strony, a z drugiej mechanicznie wywoływanie zaprogramowanych reakcji lub wywoływanie silnych, warunkowych reakcji emocjonalnych.

"Multipolarność" to jedno z tych słów. I zawsze powinno być podawane w cudzysłowie.

Prawda stojąca za tym słowem jest prosta: globalna franczyza dla starego systemu kontroli.

Polityka partyjna staje się globalna

Obrońcy narracji o "wielobiegunowym porządku światowym" często argumentują w stylu: "czy świat wielobiegunowy nie jest lepszy niż imperializm USA? Czy nie powinniśmy witać oporu wobec hegemonii?"

Ten sam argument stosują zwolennicy zmian klimatu, którzy twierdzą: "nawet jeżeli klimat się nie zmienia, ochrona środowiska jest czymś dobrym, prawda?"

Wadą tego argumentu jest brak kwestionowania podstawowych założeń i oficjalnych definicji tych wyrażeń.

To, iż coś przyjmuje ładnie brzmiącą nazwę, nie znaczy, iż to coś jest miłe.

Partia Pracy nie wspiera pracowników. Demokraci nienawidzą demokracji.

Wspierany przez państwo korporacyjny "ekologizm" nie polega na sadzeniu drzew czy ratowaniu zwierząt, a globalistycznie wspierana korporacyjna "multipolaryzacja" nie ma nic wspólnego ze zwiększaniem suwerenności narodowej czy oferowaniem niezależności od globalnej władzy.

Rzeczywistość "świata wielobiegunowego" będzie systemem splatania się instytucji korporacyjnych i państwowych, wdrażających autorytarne, antyludzkie polityki i maskujących ideologicznie monolityczną strukturę władzy za iluzoryczną powłoką "wyboru".

My, na zbiorowym Zachodzie, doskonale znamy ten model – tak funkcjonują nasze "demokracje".

Dwa główne zespoły, o niemal identycznych ideologiach i wykonujące rozkazy od tych samych niewybranych władz, zaciekle walczące o najmniejszy skrawek niecodzienności.

Toczą wyborcze bitwy o różnice w ikonografii, frazeologii czy ułamkach punktów procentowych, by odwrócić uwagę od faktu, iż zgadzają się we wszystkim, co naprawdę ważne, nie mają żadnej realnej władzy i są co najwyżej wymienialnymi gadżetami w ogromnej machinie wpływu.

Celem tych walk jest przekonanie ludzi, iż demokracja istnieje, iż mają wybór i mogą wpłynąć na zmiany.

To kłamstwo działa i działa od dziesięcioleci.

"Multipolaryzm" to rozszerzenie tego modelu – mechanizm kontroli fałszywej binarnej polityki lewicy-prawej, czerwono-niebieskiej, Coca-Pepsi, która rozprzestrzenia się na całym świecie.

To dokładnie ta sama metoda użyta do tego samego celu: plemienność jako droga do dysonansu poznawczego, zakończenia myśli i śmierci obiektywizmu.

Dlaczego tak jest? Dlaczego teraz?

Warto pamiętać, iż ta fałszywie antagonistyczna wersja "wielobiegunów" nie była częścią długoterminowego planu.

Było oczywiste, niemal od samego początku, iż pandemia Covid miała być wielkim globalnym momentem jednoczącym świat.

Wszyscy mieliśmy zdać sobie sprawę, jak głupie są te nieporozumienia ponad podziałami etnicznymi, narodowymi czy religijnymi, i zjednoczyć się, by odeprzeć wspólnego wroga. Zagrożenie dla świata, które rozwiązało świat, jak w Dniu Niepodległości.

Mieliśmy już teraz korzystać z waluty cyfrowej w ramach globalnie wdrożonego systemu kredytu społecznego. Nie posiadanie niczego i bycie szczęśliwym.

Ale to nie zadziałało.

W momencie, gdy próbowali usunąć poziome podziały stworzone do kontroli społeczeństwa, zwrócili uwagę tylko na znacznie większe pionowe podziały. Ludzie nagle stali się bardziej świadomi scentralizowanej, zjednoczonej natury globalnych struktur władzy.

Wielki plan, by przeprowadzić Globalny Rząd przez bramy w ramach konia trojańskiego Covid, nie tylko zawiódł, ale spektakularnie obrócił się przeciwko niemu.

Była potrzeba ponownego dostosowania. Nowe podejście.

Międzynarodowa jedność nie zadziałała i nie sprzedaje się, ale międzynarodowy binarny system mógłby się sprzedać.

To jest "multipolarny porządek świata".

Impet podziału realnego

Nie chodzi o zaprzeczanie istnieniu prawdziwych podziałów ani zaciemnianie historycznych zbrodni. Oczywiście w krajach rozwijających się i w kręgach dysydenckich państw rozwiniętych panują głęboko odczuwane i całkowicie uzasadnione antyimperialne nastroje.

USA są potęgą imperialną od prawie dwóch stuleci i globalnym hegemonem od prawie czterdziestu lat, a w tym czasie dokonały potwornych aktów kolonialnej agresji i zniszczyły miliony istnień. Omówiliśmy już wiele z nich.

W pogoni za ropą i złotem przecinali krwawy pas na Bliskim Wschodzie i wielokrotnie wpędzając Amerykę Południową i Środkową w polityczny chaos.

Izrael podobnie – niezależnie od tego, czy uważasz go za potęgę stojącą za tronem USA, czy za wygłup Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie – to brutalne państwo apartheidu, które tysiąckrotnie rozrywało i wypluwało prawo międzynarodowe.

To wszystko są prawdziwe fakty, a narracja multipolarna znajduje w nich zastosowanie.

Tak jak krajowa polityka partyjna zamienia bardzo realne problemy ekonomiczne w płytkie urazy klasowe czy zrozumiałe obawy dotyczące niekontrolowanej imigracji w reakcyjną ksenofobię – tak narracja o "świecie wielobiegunowym" żeruje na traumie historycznej i pragnieniu zemsty, by zakorzenić myślenie partyjne, które podważa krytyczne myślenie.

Narracja wykorzystuje impet historycznej nienawiści, by popchnąć się do przodu.

Rzeczywiście, jak już wcześniej mówiłem w wywiadach, entuzjazm dla tego nowego modelu ze strony klas politycznych w Rosji, Chinach i innych jest całkowicie zrozumiały. Z ich punktu widzenia znacznie lepiej mieć miejsce przy globalistycznym stole niż mieszkać z nuklearną bronią wujka Sama u swojej świątyni.

Możliwe, iż wielu zaangażowanych naprawdę wierzy, iż fałszywy "wielobiegunowy porządek świata" rzeczywiście zapobiega wojnie nuklearnej i jest najlepszym rozwiązaniem.

Paradoksalnie, w ich wyobrażeniu "wojna" naprawdę oznacza pokój.

Rola wojny

Wojna jest kluczowa dla rozwoju tego modelu wielobiegunowego na dwa główne sposoby:

  • Ukrywa, dyskredytuje i/lub odciąga uwagę od ujawnienia globalistycznej współpracy, które podkreśliła pandemia.
  • Wspiera to innymi środkami agendę "wielkiego resetu".
  • Ma także inne funkcje uzupełniające.

    Jeśli "wielobiegunowość" jest globalnym prawem fałszywej demokracji, to wojna może być postrzegana jako zamiennik urny wyborczej... Nie mamy jeszcze wyborów światowych; Ich rola w systemie jest więc przyjmowana przez walki geopolityczne; Umowy handlowe lub inscenizowane/ograniczone "wojny".

    Globalny rząd jedności był i jest bardzo niepopularny pomysł, więc jego stopniowe wdrażanie musi być ukryte. Nic tak dobrze nie ukrywa jedności celu jak konflikt zbrojny.

    Sama liczba osób powtarzających jakąś wersję argumentu "jak mogą być po tej samej stronie, skoro strzelają do siebie!", świadczy o skuteczności tej strategii.

    Nic nie łączy ludności tak dobrze jak postrzegane zagrożenie zewnętrzne. Historia pełna jest władców, którzy w obliczu niezadowolenia w kraju rozpoczęli wojnę, by zdobyć poparcie. Stan wojny zwykle jednoczy ludzi wokół rządu.

    Naturalnym rozszerzeniem tej znanej taktyki jest to, iż dwa rządy zgadzają się na wojnę, aby wzajemnie skorzystać z tej dynamiki myślenia grupowego.

    To jest międzynarodowa geopolityczna teoria gier, wyjaśniona w książce "Piękny umysł". Obaj wygrywają, jeżeli zgodzą się, iż nie będą naprawdę rywalizować.

    Obie strony mają skorumpowane klasy polityczne, obie strony mają producentów broni chętnych do czerpania zysków na chaosie, obie strony pragną "nadzwyczajnych uprawnień wojennych" do tłumienia wewnętrznego niepokoju.

    Możemy więc zobaczyć, jak "wojna" indywidualnie przynosi korzyści władcom każdej ze stron w krótkim terminie. Co ważniejsze, mocarstwa ponadnarodowe mają szerszy, długoterminowy program (patrz niżej), który również jest realizowany przez wojnę.

    Wojna podnosi ceny, zużywa zasoby, obniża standard życia, usprawiedliwia niedobory i niedobór producentów.

    Te czynniki łączą się, tworząc stan bycia – lub pozorów – w stanie wojny najważniejszy dla planowanego rozpadu i odbudowy społeczeństwa.

    To nie jest nowa idea – państwo od wieków wykorzystuje ramy wojny, a przynajmniej groźby wojny, by wzmacniać jedność narodową i zwiększać uprawnienia państwa.

    Nowy zwrot akcji polega na tym, iż te "wojny" nie są prawdziwe, są – w takim czy innym stopniu – inscenizowane.

    Wszystkie wojny to etap

    Żyjemy w epoce nierealnegow zdradliwej nierzeczywistości nowej normalności – jak omawialiśmy z tymi wszystkimi cudzysłowami.

    Regularnie doświadczamy "terroryzmu", który nie jest czymś takim, organizujemy "wybory", gdzie głosowanie nie ma znaczenia, a mieliśmy światową "pandemię" bez choroby.

    Naturalne jest, iż wojna powinna być włączona do systemu kontroli propagandy, który coraz bardziej opiera się na zwykłym wymyślaniu rzeczy.

    Tak jak zachodnie krajowe "demokracje" potrzebują "wyborów", by utrzymać iluzję systemu, tak "świat wielobiegunowy" potrzebuje "wojen", by stworzyć pozory konfliktu.

    Te wojny nie są prawdziwe.

    A może "prawdziwe" to nie jest najlepsze słowo – jeżeli chcesz, możemy powiedzieć, iż te wojny nie są uczciwe, prawdziwe, nie są szczere.

    Ale co oznacza inscenizowana wojna?

    Czy to oznacza, iż nie zrzuca się bomb ani nie giną ludzie?

    Nie, jak wielokrotnie powtarzaliśmy: czy to na Ukrainie, w Gazie czy Iranie, prawdopodobnie dochodzi do śmierci i zniszczenia – ale to niekoniecznie oznacza wojnę.

    Jak mówi Catte w swoim artykule z 2024 roku:

    Śmierć nie jest definicją wojny. Konflikt jest definicją wojny.

    Czy kilka nalotów lub tysiąc zabitych cywilów oznacza, iż USA i Iran to naprawdę wrogowie uwikłani w ideologiczną walkę o przetrwanie? Nie. Oczywiście, iż nie.

    Wiemy, iż te rządy i agencje nie dbają o własnych obywateli, nie mówiąc już o swoich innych.

    Ludzie byli jednorazowi, gdy byli przybijani w domach, wydawani nielegalnym nakazom DNR lub wstrzykiwani toksyczną maź Pfizera, i równie jednorazowi, gdy są wysadzani.

    To jak psychopatyczny, morderczy sport. Zawodnicy są prawdziwi – może grają, by wygrać, a może opłaceni za przegraną – ale to nie ma większego znaczenia, bo walka jest kontrolowana przez ligę, która ustala warunki.

    Liczby, godziny, miejsca, zasady i ograniczenia są ustalane wcześniej.

    I, podobnie jak w sporcie, kibice dopingujący nienawidzą się znacznie bardziej niż zawodnicy grający – wszyscy dostają wynagrodzenie bez względu na to, kto wygra, a całość należy do garstki miliarderów, którzy wszyscy chodzą na te same imprezy.

    Jak wyglądałaby inscenizowana wojna?

    To bardziej skomplikowane pytanie.

    Prosta odpowiedź brzmi: "koordynacja". Każda koordynacja – zwłaszcza skala czy zakres – pozwala nam wywnioskować pewien stopień fałszywości. W końcu, jeżeli obie strony mogą zgodzić się na ograniczoną wojnę, mogą się zgodzić, iż w ogóle jej nie prowadzą.

    Jest kilka bardziej konkretnych objawów, na które warto zwrócić uwagę.

    Na przykład obie strony dzwonią wcześniej, by powiedzieć sobie, gdzie planują zbombardować (lub nie bombardować), aby ludzie mogli zostać odpowiednio ewakuowani.

    Albo jedna armia dociera do stolicy wroga w ciągu miesiąca, a potem zawraca i znowu odchodzi z nieznanych powodów.

    A może przerwanie działań wojennych, by przeprowadzić akcję szczepień przeciwko polio.

    A może niejasne lub ciągle zmieniające się warunki zwycięstwa.

    Albo wzorzec nalotów uderzających w puste lub skazane na zburzone budynki w sposób zgodny z wcześniejszymi planami remontowymi.

    Albo powtarzające się samobójcze lub autosabotujące zachowania, które sztucznie zatrzymują postęp lub przedłużają konflikt.

    Albo nagłych, sprzecznych wydarzeń w narracji, które nie podążają logicznie.

    Albo pozorna kooperacja walczących nad strategiami wspierającymi globalistyczny program.

    … Coś w tym stylu.

    Jest to logiczne rozszerzenie istniejącego modus operandi. Nieuniknione przecięcie modelu wojny dla zysku, który ma wieki, z epoką symulakr opisaną przez Baudrillarda w latach 80.

    Jakie są korzyści z inscenizowanej wojny?

    Korzyść inscenizowanej wojny kontra prawdziwej wojny jest bardzo podobna do tego, co fałszywa pandemia kontra prawdziwa pandemia – kontrola.

    Skoordynowana "wojna" może trwać tak długo, jak trzeba, zatrzymać się lub wznowić na rozkaz, zabić tak mało lub tylu, ile trzeba, i nigdy nie może przypadkowo doprowadzić do nuklearnej zagłady.

    George Orwell opisał to niemal idealnie osiemdziesiąt lat temu. Superkontynenty uwięzione w wiecznym, a może choćby fikcyjnym konflikcie. Wojna staje się "czysto wewnętrzną sprawą", nie do wygranej, ale do ciągłości.

    Niekończąca się gra i stały chaos to sposób, w jaki wygrywają.

    Taki jest nasz stan gry, narzekanie wojen z niejasnymi warunkami zwycięstwa, których żadna armia nigdy nie przegrywa, ale obie strony ciągle twierdzą, iż wygrywają.

    Tymczasem ceny energii tylko rosną, ostrzegają nas przed kryzysem nawozowym, niedoborami żywności i wyższymi podatkami.

    Różne ścieżki, ten sam cel

    Podobnie jak w krajowej polityce partyjnej, głośne lub gwałtowne spory między partiami ukrywają wspólny program forsowany przez władzę, która kontroluje obie strony każdego pozornego podziału.

    Nawet gdy ich wzajemnie korzystne "wojny" toczą się toczące, raporty i think-tanki podkreślają potrzebę "ograniczonej współpracy" lub "regionalnych projektów wielostronnych".

    Uderzając swoich żołnierzy razem po jednym końcu świata, dzielą się technologią, współpracują w kwestiach środowiskowych lub kupują od siebie nawzajem gaz i ropę.

    I zgadzamy się co do najważniejszych dokumentów politycznych.

    Cały świat (poza USA, obecnie) podpisał Traktat o Pandemii lub podpisał się do "Paktu Narodów Zjednoczonych na przyszłość".

    Państwa BRICS mają globalistyczne powiązania – przypomnijmy, iż termin BRICs został ukuty w raporcie Goldman Sachs z 2001 roku – i wszystkie podpisały Deklarację Kazańską w 2024 roku. Wspierając między innymi MFW, WHO, Agendę 2030 oraz "cele zrównoważonego rozwoju". (Przeczytaj świetny rozdział Rileya Waggamana tutaj)

    Protokoły z Kioto, Porozumienia Paryskie dotyczące klimatu, cele zrównoważonego rozwoju ONZ są popierane przez wszystkie nasze różne bieguny.

    Wszyscy po którejkolwiek z tych rzekomych stron wierzą w te same rzeczy i promują te same fundamentalne globalistyczne kłamstwa, takie jak zmiany klimatu czy Covid.

    A poza dziwactwami wdrożenia czy nazewnictwem, wszyscy chcą tych samych celów i forsują tę samą listę polityk z listy zakupów:

  • Programowalna waluta cyfrowa
  • Biometryczna Cyfrowa Identyfikacja
  • Zakończenie anonimowości online
  • Społeczeństwo bezgotówkowe
  • Cenzura
  • "Cele zrównoważonego rozwoju"
  • Niewypowiedziane zakończenie tego zbiorowego horroru łatwo podsumować: techno-autorytaryzm.

    Hrvoje Moric pisał o tym, jak multipolaryzacja jako model jest formą rządu globalnego.

    Dystopijne społeczeństwo, w którym państwo i megakorporacje łączą się w potworność przypominającą Thing, która ma stały, w czasie rzeczywistym dostęp do wszelkich danych praktycznie dla wszystkich na planecie. Która ma zdolność i możliwość monitorowania – lub kontrolowania – każdej transakcji, każdej podróży, każdej wiadomości czy rozmowy telefonicznej.

    "Multipolarność" ukrywa tę prawdę i wykorzystuje myślenie partyjne oraz ideologię do wyciągania fałszywych lub powierzchownych rozróżnień.

    BRICS kontra NATO, USA kontra Chiny, Izrael kontra Iran, Europa kontra Rosja, Inicjatywa Pasa i Szlaku kontra korytarz handlowy Indie-Bliski Wschód-Europa.

    Wybierz flagę i machaj nią. Fałszywe wojny i wyższe ceny, wszystko w służbie Wielkiego Resetu.

    To jest jej cel i to właśnie oznacza "wielobiegunowość".

    ____
    https://www.theburningplatform.com/2026/05/21/fake-wars-higher-prices-what-a-multipolar-world-order-really-means/


    Przetlumaczono przez translator Google

    zrodlo:https://stateofthenation.info/

    Читать всю статью