
Gdy na początku lutego 2023 roku były premier Mateusz Morawiecki mówił w wywiadzie dla francuskiego dziennika Le Figaro:
„Czasami zachodni politycy mówią mi: »My wam wysyłamy czołgi pięćdziesięcioletnie, a wy bronicie i dajecie swoją krew«. To jest niemoralne podejście” —
byłem z niego dumny. Byłem dumny z postawy polskiego rządu, który wtedy pomagał Ukrainie zaatakowanej przez Putina.
I mówiłem to jako demokrata, jako człowiek zdecydowanie przeciwny poglądom Jarosława Kaczyńskiego, PiS i całemu ich sposobowi uprawiania polityki.
Ale kiedy dziś Morawiecki mówi, iż Polska dała Ukrainie stare czołgi, „złom”, a Ukraińcy dali nam swoją krew — oniemiałem.
Te słowa są nie tylko niemoralne. Są obrzydliwe. Są nieludzkie. Są zaprzeczeniem tamtej solidarności, z której Polska mogła być dumna.
Bo to nie jest już realizm. To jest cyniczna pogoń za Konfederacją, za Braunem, za elektoratem karmionym niechęcią do Ukrainy. PiS coraz wyraźniej uznaje, iż skoro antyukraińska retoryka daje głosy, to trzeba ją przejąć, podkręcić i sprzedać jako „obronę polskiego interesu”.
Tylko iż to nie jest żaden polski interes. To jest prezent dla Putina.
Putin od początku chciał skłócić Polaków z Ukraińcami. Chciał zniszczyć naszą solidarność, wzbudzić wzajemną nieufność, zamienić wdzięczność i współczucie w pretensje, pogardę i nienawiść. I dziś nie musi już robić tego sam. Wystarczy, iż w Polsce znajdą się politycy gotowi wykonać tę pracę za niego — z cynizmu, ze strachu albo dla kilku punktów procentowych w sondażach.
Wstyd mi, iż tak wielu moich rodaków daje się prowadzić ludziom, których słowa coraz częściej brzmią tak, jakby były pisane pod rosyjską propagandę.
Zadaję sobie pytanie: jak to się stało, iż tak duża część Polaków popiera ugrupowania, których retoryka de facto wpisuje się w cele Kremla? Jak to się stało, iż solidarność z narodem mordowanym przez Putina zaczęto przedstawiać jako naiwność? Gdzie podziała się podstawowa ludzka przyzwoitość?
Można spierać się o politykę. Można krytykować rządy, decyzje, koszty i błędy. Ale nie wolno handlować krwią ludzi, którzy bronią swojej ziemi przed rosyjskim imperializmem. Nie wolno zamieniać ich cierpienia w tanią amunicję wyborczą.
Bo wtedy nie tylko przegrywa Ukraina. Wtedy przegrywa także Polska.











