
Działo to się późną jesienią 1983r. Stan wojenny był zawieszony. Komunistyczny terror trwał nadal. 22 lipca w komunistyczne święto PKWN ogłoszono warunkową amnestie, wielu patriotów opuściło mury więziennych kazamatów, część z nich nie była jeszcze skazana, a amnestia czyniła ich winnymi, jej zapisy mówiły bowiem o tym, iż o ile wrócą na drogę walki o niepodległą Polskę przy ponownym pojmaniu będą traktowani jako recydywiści. Równocześnie rządząca krajem junta wzywała pozostałych działaczy do ujawnienia się w zamian za co mieli być zwolnieni od kary. Podczas wychodzenia z podziemia nie trzeba było zdradzać swoich kolegów, wystarczyło opowiedzieć o swojej działalności. Czas na podjęcie decyzji dano do końca grudnia. Nikt jednak do tego się nie kwapił. Owszem reżimowe media od czasu do czasu podawały nazwiska osób, które miały zdecydować się na ten krok. W rzeczywistości byli to działacze, złapaniu na gorącym uczynku, którym dawano wybór. Areszt lub udział w komunistycznym kłamstwie. Decydowali się na to drugie czemu nikt się nie dziwił. Wielu z nich i tak po tzw ujawnieniu dalej spiskowało. Cześć kolegów z konspiracji sugerowało Krzysztofowi skorzystanie z abolicji. Dużo wskazywało na to, iż był już namierzony. Znajomi wychodzący z jego domu często dostawali tak zwany ogon, czyli szpicla, który ich śledził. Byli tacy co twierdzili, iż z okna na parterze kamienicy po drugiej stronie ulicy świecono na nich latarką. Podejrzewano, iż tam mają służby mają punkt obserwacyjny co zresztą miało potwierdzić się w styczniu następnego roku. Karczewski idąc na akcję opuszczał swój dom drogą przez podwórko, które wychodziło na inną ulice, potem długo kluczył, żeby upewnić czy ktoś się za nim nie wlecze. Dopiero kiedy upewnił się, iż nie ma ogona kierował się na miejsce akcji czy spotkania. Ujawniać jednak się nie chciał. Wiedział , iż reżimowe media wykorzystają to do osłabiania duch w narodzie. Ponadto w takiej sytuacji musiałby przynajmniej na jakiś czas zawiesić działalność. Gdyby Krzysztof wtedy wiedział jaką cenę przyjdzie za tą decyzję zapłacić, na pewno podjąłby inną.
Teraz spokojnie czekał na skrzyżowaniu Al.1 maja (obecnie gdańska) ze Świętojańską na kolegę Konrada Różewicza. Mieszkali blisko siebie, mieli iść razem na zakazany wieczorek pieśni i poezji patriotycznej, na który byli zaproszeni do mieszkania wspólnej koleżanki Krysi Jagódki, której rodzice wpierali działalność córki. Konrad był już po dwóch odsiadkach. Pierwszy raz za kratki trafił na początku stanu wojennego, za druk niezależnych czasopism, drugi raz maju 1983r. Tym razem za udział jak i przyniesienie flagi Solidarności, na kontrmanifestacje. Karczewski był wśród osób witających Różewicza w dniu 23 lipca pod bramą koronowskiego więzienia. Z opowieści i dawnej konspiracyjnej szefowej Moniki Las, wiedział, iż kolega był w nie najlepszej formie psychicznej, czemu trudno było się dziwić. Konrad z Moniką pracowali w szpitalu dziecięcym, ona w biurze on jako sanitariusz. Las opowiadała, Krzysztofowi jak pewnego dnia kiedy milicyjna suka podjechała pod szpital, jak się później okazało przywiozła dziecko ze złamaną nogą, Różewicz salwował się ucieczką wyskakując przez okno z drugiej strony budynku z bardzo wysokiego parteru, upadł na chodnik okalający gmach, gwałtownie się podniósł i znalazł jeszcze dość sił, żeby przeskoczyć wysoki płot okalający lecznice. Poharatał się przy tym konkretnie. Ukrywał się potem dwa dni, czuli do czasu kiedy dotarła do niego wiadomość, iż był to fałszywy alarm.
W końcu mieszkający nieopodal Paweł przybył na miejsce spotkania. Razem ruszyli w kierunku bocianowa, gdzie w jednym z bloków miało się odbyć spotkanie. Maszerowali ul. Hetmańską, na fragmencie, której trwał remont, czy raczej łatanie dziur w asfalcie. Z naprzeciwka wyłonił się milicyjny wóz, jechał powoli, - masz coś zapytał Różewicz, - trochę bibuły- odpowiedział kolega. W tym momencie radiowóz chcąc ominąć rozkopaną część jezdni skręcił w kierunku spiskowców. To wystarczyło. - Wiejemy- krzyknął Paweł, pędząc co sił. Cóż było robić. Nietypowe zachowanie kolegi musiało zwrócić uwagę patrolu. Karczewski nie zastanawiając się ruszył za Różewiczem. -Kieruj się na Londynek krzyknął za kolegą, sam dokonując gwałtownego skrętu w prawo. Londynek to dzielnica Bydgoszczy ciesząca się złą sławą. Za darmo można było tam dostać w zęby i jeszcze się pozbyć portfela. Milicja w nocy omijała ten teren. choćby patrole zmotoryzowane po zmroku tam nie wjeżdżały. Nigdy nie wiadomo było co może spać z góry na dach radiowozu. Krzysztof tylko raz tam się nadział na stojących w bramie esbeków. Było 31 sierpnia 1982r krótko po rozpędzeniu przez ZOMO manifestacji patriotycznej. Karczewski wraz z kolegą Januszem Jackowskim poszli sprawdzić czy towarzysząca im koleżanka wróciła do domu cz też została pojmana. Wracali ciemnymi ulicami stąd też zahaczyli o Londynek. Było to blisko wylotowi Chocimskiej na pełną patroli ul.1 maja (obecnie gdańska). Z bramy wyskoczyło siedmiu esbeków. Zażądali dokumentów, sami nie legitymizując się. Poddali kolegów pobieżnej rewizji.- Pewnie z warchołami maszerowaliście przeciwko Polsce Ludowej. No przyznać się! - Poświecili latarkami. Dotykali ich ubrań. - Suche. Z armatki wodnej nie dostali. Można ich puścić.
Krzysztof znał trochę Londynek. Ilekroć szedł z dworca PKP z kontrabandą, wybierał tą trasę. Wolał dostać po ryju od chuliganów i niż wpakować się w łapy milicji obywatelskiej. Za dnia poznał tamtejsze podwórka, łączące je przejścia. Zapory typu domofony w latach osiemdziesiątych nie istniały. gwałtownie skrótem dogonił kolegę wciągając go do jednej z bram. Przeprowadził przez trzy podwórka, bez wychodzenia na ulice. -Stąd już blisko do Jagódki -informował Krzysztof.- Szukają dwóch uciekinierów. Pójdziemy osobno. Każdy inną drogą. Idź wolnym krokiem, żeby nie wzbudzać podejrzeń . Paweł tylko dyszał. Chciał coś powiedzieć, tłumaczyć się? - Spokojnie, przeszkodził Karczewski- dużo przeszedłeś, nie powinienem ciebie narażać i zabierając ze sobą bibułę. Po 15 minut odpoczynku - idź pierwszy-zaproponował Krzysztof- jesteś czysty nic ci nie zrobią. Tylko spacerkiem! Ja ruszę po 10 minutach. Po 20 minutach spotkali się ponownie, w mieszkaniu Krysi. Znowu się udało !















