Pogarda dla motłochu / Legion

publixo.com 1 час назад


Grubo, nie? Za grubo? Odrażający nagłówek, co? Obraza majestatu. No, tam jest majestat większy, niż minionych władców. Zwykła, biała różyczka może obrażać, kilka gwiazdeczek na czarnym tle, a choćby zwykły kapsel. Nie masz, człowieku, pojęcia, co może obrażać ten majestat. Mówię, ci - nie masz pojęcia. Ponieważ majestat motłochu może obrażać cokolwiek ja, sam wymyślę, a moja wyobraźnia jest bliska boskiej. W końcu jestem Jego odtrąconym synem.


Wątek mi się urwał, bo się nafutrowałem, żeby to napisać. Będzie trochę inaczej, niż miało być. Trudno. W każdym razie pisząc swoje `felietoniki` - tak to ująłem, ponieważ są nie do przełknięcia w mainstreamie - staję na ryju, żeby nie obrazić majestatu. Średnio mi się to udaje, bo to niezwykle dla mnie trudne. Trudniejsze, niż interpunkcja. Tnę sam siebie lepiej, jak chłopaki z wawy, z tej ulicy, co zapomniałem jej patrona. Tyle tego, iż iskrzy mi na synapsach. Czuję moc, mówię ci. Zaraz i ty poczujesz. Jeszcze chwila.

Tak się składa, iż Kaczyński wybrał sobie na wyborców wszystkich tych, z którymi mi zawsze nie podrodze było. I teraz, i trzydzieści lat temu, i dwa tysiące lat temu też. Ale, weźmy ten ziemski scenariusz:

Powiedzmy, iż czas się cofnął. Jest trzy - cztery dekady nazad. Kaczyński i Tusk dopiero raczkują w polityce, a my poszliśmy sobie na spacer. Idziemy sobie, ludzie nas mijają, a ja, ci pokazuję paluszkiem: ten pisowiec, a ten, nie. Ten, tak, ten, nie. Po prostu: czuję ich zapach i widzę aureole nad nimi. Sami święci, a najbardziej lubią igraszki ze mną. Podniecam ich. Zawsze tak samo.

Pod poprzednim artykułem, Janko napisał piękny komentarz zakończony kłującą puentą. Chodzi o zaimek `mój` w odniesieniu do kraju pochodzenia. Nie mogę się z jego komentarzem nie zgodzić, ale w kontekście dyskusji z komentarzem Almeca, gdzie on wyprowadził tezę, iż nie kocham kraju pochodzenia, bo nie użyłem zaimka `nasz`, dam salomonowe rozwiązanie:

Jeśliby Polska była moim krajem, to wzdłuż autostrad byłyby widoki, jak za Vlada Tepesa, a Almec w czynie społecznym strugałby pale dla swoich idoli.I śmiać mi się chce, bo wiem, żeby to się większości bardzo podobało. choćby tym, co by te pale strugali. Mówię ci, tak by było. To może lepiej, iż to nie jest mój kraj i ja, tu nie rządze, co?

Pogarda, to nie jest nienawiść. Może dla niektórych jest blisko, ale dla mnie, nie. Zasadniczo, to nie mam nic przeciwko motłochowi, choćby pogardę mogę sobie odpuścić, ale musi zrozumieć, że:

Nawet, jeżeli ja nie żyję w pałacu i nie mam worków z pieniędzmi, to wcale nie muszę się z nim utożsamiać i mogę żyć po swojemu - tak, jak chce. Nie wedle urojeń motłochu, czy też jego zbawców, ale tak, jak sam chcę.

Teraz do rzeczy:

Skłodowska-Curie prowadziła korespondecję z Einsteinem przez dwie dekady. Poznali się w 1911 na kongresie Solvaya w Brukseli. Einstein miał 32 lata, na sławę jeszcze musiał poczekać. Skłodowska 44 i dwa Noble na koncie. Oto fragment listu Einsteina do Skłodowskiej z 1911 roku:

`Jestem przekonany, iż będzie Pani zawsze gardziła tym motłochem, niezależnie od tego, czy udaje szacunek, czy też próbuje zaspokoić swoją żądzę sensacji Pani kosztem! Czuję się w obowiązku wyrazić mój podziw dla Pani ducha, energii i uczciwości, i powiedzieć, jak wielkie miałem szczęście, mogąc poznać Panią osobiście w Brukseli (…) jeżeli motłoch przez cały czas będzie się Panią zajmował, proszę po prostu nie czytać tych bredni, ale zostawić je gadom, dla których powstały`

Kontekstem treści listu jest nagonka na Skłodowską z powodu jej rozwiązłości seksualnej. Bezpośrednio romans z żonatym mężczyzną.

Jeśli Almec stawia tezy na podstawie używanych przeze mnie zaimków, to ja sobie też pozwolę kilka postawić.

Jeśli Einstein zalecał pogardę dla motłochu swoim znajomym, to znaczy, iż on też pogardzał motłochem.

Jeśli Almec obali tę tezę, to ja obalę tezę o zaimku. jeżeli napisze, iż się poddaje, to ja też obalę jego tezę o zaimku. jeżeli nie zrobi nic, to ja będę traktował jego tezy jak powietrze.

A, teraz list Skłodowskiej-Curie do Einsteina (fragment):

`List Pański ogromnie mnie rozczarował. Wydaje mi się, iż powód, który podaje Pan, by usprawiedliwić swoją rezygnację (z Komisji — przyp. red.), jest nieprzekonujący. Właśnie dlatego, iż istnieją poglądy niebezpieczne i szkodliwe, należy je zwalczać, zaś Pan może pod tym względem wywierać doniosły wpływ dzięki samym Pana walorom osobistym, nie musząc choćby angażować się w walkę o sprawę tolerancji (…)`

Tym razem w kontekście rezygnacji Einsteina z członkostwa z Komisji w Ligii Narodów. Einstein ugiął się i przystąpił do prac komisji.

Widzisz ten dramat? Zbawiciel też go miał. Pogardzał swoimi uczniami, a jeżeli tego nie wiesz, to czym jest twoja wiara? Pogardzał, a mimo to... sam wiesz, jak było. No, jako syn boży miał prawo pogardzać, nieprawdaż? Mi, chodzi tylko o to, żebyś się tego nie wypierał, tak, jak Piotr, Jego. To wszystko.

Na koniec, taka luźna moja myśl związana z podmiotem całego tekstu:

Tak sobie myślę, iż gdybym nie wiedział, iż kobieta różni się od mężczyzny nie tylko tym, iż ma dziurę między nogami i cycki, gdybym kilku zdań sklecić nie umiał i mózg miał za ciasny, żeby zrozumieć skutki tego, co mówię, to bym sobie w życiu nie poruchał.

Może, gdzieś bym znalazł jakąś tępą i powiedzmy niezbyt urodziwą dziewuchę, choć ich nie przybywa, a może bym gruchę walił bez końca, przeklinając stwórcę? A, może bym naskoczył jak baran w parku na jakąś kobietę, bo by mi choćby do głowy nie przyszło, iż mnie chlopaki pod celą za majty rozliczą? Boję się myśleć, co by było, gdyby...

A, może bym siedział na plotkarskich portalach i pisał komentarze, iż Doda jest brzydka, ma nogi krzywe, chujowe cycki i w ogóle? I same brzydkie kobiety, te aktorki, modelki, influencerki. Wszystkie, kurwa, koślawe, cyce na silikonie, albo placki, albo za miękkie, albo za twarde. A, jakie głupie! Bezdennie.

Trudno mi jest nie gardzić, cokolwiek o mnie myślisz i za kogolwiek mnie uważasz. Mówię, ci: trudno mi jest ukrywać pogardę.

Coraz trudniej...


Читать всю статью