Marcin Przydacz, minister prezydenta i szef Biura Polityki Międzynarodowej, będzie reprezentował prezydenta Karola Nawrockiego na inauguracyjnym posiedzeniu Rady Pokoju 19 lutego w Waszyngtonie. Decyzja ta pada pomimo stanowiska premiera Donalda Tuska, który oświadczył, iż rząd nie będzie uczestniczył w inicjatywie prezydenta USA Donalda Trumpa, a wizyta przedstawiciela prezydenta będzie miała jedynie "charakter obserwacyjny".
Rada Pokoju to kontrowersyjna inicjatywa ogłoszona przez Trumpa w styczniu tego roku, mająca na celu ułatwienie procesu pokojowego w Strefie Gazy. Dokument założycielski podpisano w Davos podczas Światowego Forum Ekonomicznego. Trump najpierw deklarował współpracę z ONZ, później jednak potwierdził dziennikarzom, iż Rada może potencjalnie zastąpić Organizację Narodów Zjednoczonych. Na liście zaproszonych znajdują się zarówno przywódcy demokratyczni, jak i autokraci – w tym Władimir Putin i Alaksandr Łukaszenka.
Polska musi być przy stole
Przydacz powiedział PAP, iż prezydent Nawrocki wyznaczył go do reprezentowania Polski i jego osoby na tym posiedzeniu. «Pan prezydent wyznaczył mnie, abym reprezentował i jego, i Polskę na tym posiedzeniu inauguracyjnym. To będzie pierwsze po wydarzeniu konstytuującym Radę Pokoju, jakie miało miejsce w Davos, i pierwsze posiedzenie o charakterze merytorycznym», wyjaśnił minister.
Uzasadniając decyzję prezydenta, Przydacz odwołał się do historycznych doświadczeń Polski. «Zbyt wiele razy w historii spraw międzynarodowych Polska była pomijana przy kluczowych dyskusjach. W związku z tym prezydent podjął decyzję, iż przy tym stole dyskusyjnym Polska być musi», podkreślił w rozmowie z PAP.
Status obserwatora i relacje z USA
Minister zaznaczył, iż Polska weźmie udział w posiedzeniu «w imię dobrych relacji transatlantyckich, ale też chęci bycia przy stole negocjacyjnym». Przyznał jednocześnie, iż status obserwatora ma swoje ograniczenia. «Wiadomo, iż status obserwatora nie predestynuje mnie do podejmowania żadnych deklaracji wiążących», stwierdził.
Przydacz zapewnił, iż Amerykanie «w zupełności przyjmują ze zrozumieniem», iż najbliższy współpracownik prezydenta Polski będzie obecny na posiedzeniu. Zaznaczył, iż w praktyce dyplomatycznej często zdarza się, iż kraje są reprezentowane przez najbliższych współpracowników głów państw, a nie przez same głowy państw.
Konflikt z rządem
Kancelaria Prezydenta zwróciła się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych o «materiał tezowo-informacyjny» dotyczący Rady Pokoju. Przydacz wyjaśnił PAP, iż chciał poznać stanowisko rządu i jego propozycje, «tak żeby w obecności przedstawicieli innych państw móc starać się maksymalnie, gdzie to możliwe, zachować spójność polskiego stanowiska».
Minister odniósł się również do słów premiera Tuska o niewysyłaniu polskich żołnierzy do Strefy Gazy. Przydacz określił to jako «próbę po raz kolejny odwrócenia uwagi od clou sprawy po dezinformacji dotyczącej rzekomego oczekiwania wpłaty miliarda dolarów». «Nikt ze strony amerykańskiej nigdy takiego oczekiwania nie wyrażał i na pewno taka dyskusja nie będzie prowadzona», zapewnił w rozmowie z PAP.
Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz poinformował we wtorek, iż ewentualna wizyta w Waszyngtonie przedstawiciela prezydenta będzie miała charakter obserwacyjny. Premier Tusk stwierdził przed posiedzeniem rządu: «A więc w charakterze obserwatora przedstawiciel Polski może oczywiście uczestniczyć w tych obradach».
Uwaga: Ten artykuł został stworzony przy użyciu Sztucznej Inteligencji (AI).










