
W Polsce od lat działa ten sam mechanizm. Kiedy państwu brakuje pieniędzy, politycy sięgają po środki od podatników. Rok w rok słyszymy o coraz to głupszych i bardziej opresyjnych pomysłach. Mają one na celu pełną inwigilację każdego przedsiębiorcy. Zbierane dane pozwalają tworzyć coraz sprytniejsze narzędzia kontroli. W efekcie przedsiębiorca, który napędza naszą gospodarkę, albo się poddaje, albo musi płacić coraz wyższe podatki i składki.
Zanim więc politycy po raz kolejny opowiedzą, iż trzeba coś poprawić, uszczelnić i uregulować, warto przypomnieć sobie jedną podstawową kwestię. Chodzi o to, jak głupio, niechlujnie i bez odpowiedzialności wydawane są pieniądze podatników, gdy już trafią do państwowej kasy. I nie mówimy tutaj o drobnych pomyłkach. Chodzi o miliardy złotych, które znikały w systemach tworzonych bez kontroli, w projektach bez sensu, w decyzjach podejmowanych na kolanie albo pod polityczne zapotrzebowanie chwili.
Dlatego ten tekst nie jest tylko opowieścią o marnotrawstwie. To jest tekst o państwie, które lubi być surowe wobec obywatela, ale zadziwiająco łagodne wobec własnej nieudolności. O państwie, które potrafi godzinami pouczać przedsiębiorcę, jak ma prowadzić działalność, a jednocześnie bez mrugnięcia okiem rozpuścić miliardy złotych w systemie, nad którym nikt naprawdę nie panował (szczegóły dalej w tekście). O państwie, które najpierw robi bałagan za publiczne pieniądze, a potem wraca po więcej.
Pierwszy przykład jest podręcznikowy. Bo jeżeli ktoś chce zrozumieć, jak wygląda kosztowna nieodpowiedzialność ubrana w język „wyjątkowej sytuacji”, powinien zacząć od dodatków covidowych.
Prawie 9 mld zł na dodatki covidowe – i nikt nad tym nie panował
Lata 2020 – 2022 to okres wielu nerwowych ruchów, generowanych bardziej społecznymi oczekiwaniami oraz potrzebą pokazania w mediach, iż rząd ma cokolwiek pod kontrolą. Po latach możemy powiedzieć, iż pomysły, które wtedy się pojawiły i zostały wprowadzone w życie były jednymi z najbardziej kosztownych i najbardziej pozbawionych sensu w ostatnich dziesięcioleciach naszego kraju.
Według ustaleń Najwyższej Izby Kontroli w latach 2020 – 2021 na dodatki covidowe wydano blisko 9 mld zł, a cały system ich przyznawania i wypłaty został oceniony negatywnie. NIK wskazała, iż Minister Zdrowia i Prezes NFZ nie zapewnili skutecznego nadzoru nad przygotowaniem i realizacją tego mechanizmu, a zaniechanie kontroli stworzyło ryzyko, iż części nienależnie wydanych środków nie da się już odzyskać.
I tu dochodzimy do sedna. Problem nie polegał na tym, iż personel medyczny miał dostać dodatkowe pieniądze za pracę w skrajnie trudnych warunkach. Problem polegał na tym, iż państwo stworzyło wadliwy system, wrzuciło do niego miliardy i praktycznie odwróciło wzrok. To trochę tak, jakby ktoś otworzył sejf, rozrzucił gotówkę po pokoju, a potem ogłosił, iż liczenie banknotów byłoby teraz nieeleganckie.
NIK ustaliła, iż wady systemu pozwalały wypłacać dodatki osobom nieuprawnionym, a tej samej osobie choćby wielokrotnie za ten sam miesiąc ponad limit 15 tys. zł. W skrajnych przypadkach dochodziło do wypłat sięgających 41,5 tys. zł miesięcznie. Mechanizm premiował więc nie tyle realne zaangażowanie w najcięższą pracę, ile raczej zdolność do wpasowania się w źle zaprojektowane zasady.
Jeszcze bardziej absurdalne były konkretne przypadki opisane przez NIK. W jednym ze szczecińskich szpitali dodatki w wysokości choćby 15 tys. zł wypłacano za incydentalne, krótkotrwałe kontakty z pacjentami z podejrzeniem lub zakażeniem SARS-CoV-2. Mówimy nie o miesiącach harówki, ale czasem o pojedynczych konsultacjach czy kilkudziesięciu minutach kontaktu.
NIK opisała też sytuacje, w których liczba osób pobierających dodatki wypadała groteskowo w relacji do realnej liczby łóżek czy pacjentów covidowych. W niektórych przypadkach wychodziło choćby 31 osób personelu na jedno łóżko covidowe albo 23 osoby na jednego pacjenta.
Najgorsze jest jednak to, iż ten bałagan nie był wyłącznie skutkiem pośpiechu pierwszych tygodni pandemii. Dodatki były wypłacane przez prawie dwa lata, od maja 2020 r. do końca marca 2022 r., a mimo to nie uporządkowano podstawowych zasad i nie wprowadzono skutecznego systemu weryfikacji. NIK wskazała, iż choćby dokumentowanie bezpośredniego kontaktu z pacjentami nie zostało porządnie uregulowane, przez co część podmiotów nie była w stanie potwierdzić, czy osoby, którym wypłacono dodatki, faktycznie spełniały warunki. Czyli klasyk: najpierw płacimy, potem może kiedyś sprawdzimy, komu adekwatnie i za co.
To właśnie dlatego sprawa dodatków covidowych jest tak ważna. Ona pokazuje model działania państwa w czystej postaci. Najpierw pojawia się hasło: „musimy działać natychmiast”. Potem tworzy się przepisy nieprecyzyjne, chwiejne i podatne na różne interpretacje. Następnie płyną ogromne pieniądze. A na końcu okazuje się, iż nikt nie wie dokładnie, ile wydano nienależnie, komu i czy da się cokolwiek odzyskać. NIK napisała wprost o wysokim prawdopodobieństwie, iż część tych środków będzie trzeba uznać za utraconą.
Obecnie postępowania są w toku, a nikt wprost nie został publicznie ukarany.
Szpitale tymczasowe – setki milionów za puste hale, czynsze i gotowość do leczenia, którego często nie było
W teorii miały być symbolem gotowości państwa do „walki z pandemią”. Wielkie hale, stadiony, centra wystawiennicze, błyskawicznie adaptowane przestrzenie, które w razie potrzeby miały ratować system ochrony zdrowia przed załamaniem. W praktyce znaczna część tego przedsięwzięcia okazała się drogim spektaklem, za organizację którego zapłacili oczywiście podatnicy.
Najwyższa Izba Kontroli ustaliła, iż na utworzenie, funkcjonowanie i likwidację wszystkich szpitali tymczasowych przeznaczono 941,6 mln zł. Z tego ponad 612,6 mln zł wydano w sposób niecelowy i nieefektywny – na 14 placówek zlokalizowanych w obiektach wielkopowierzchniowych, czyli m.in. na stadionach, halach widowiskowych i centrach wystawienniczych. NIK wskazała, iż decyzje o tworzeniu wielu z tych szpitali podejmowano bez rzetelnej analizy potrzeb, bez kalkulacji kosztów i bez związku z realną sytuacją.
To jest właśnie moment, w którym państwo przestaje zarządzać kryzysem, a zaczyna zarządzać własnym wizerunkiem. Bo przecież stadion zamieniony w szpital wygląda imponująco. Hala targowa pełna łóżek robi wrażenie w telewizji. Zdjęcia, briefing, konferencja, narracja o mobilizacji, o skali, o odpowiedzialności. Tylko iż telewizyjny kadr nie pokazuje najważniejszego: kto za to płaci i czy to w ogóle było potrzebne.
NIK wyliczyła, iż średni koszt utworzenia, funkcjonowania i likwidacji szpitali tymczasowych w obiektach wielkopowierzchniowych wyniósł prawie 149 tys. zł na jedno łóżko, a koszt w przeliczeniu na jednego pacjenta sięgał prawie 36 tys. zł. To było około dwa razy więcej na łóżko i niemal cztery razy więcej na pacjenta niż w szpitalach tymczasowych organizowanych w obiektach wcześniej przeznaczonych do udzielania świadczeń zdrowotnych. Krótko mówiąc: państwo wybrało jedną z najdroższych możliwych form organizacji i jeszcze zrobiło to na dużą skalę.
Jeszcze lepiej widać absurd całej operacji, gdy spojrzy się na konkretne pozycje kosztowe. Sam szpital tymczasowy na Stadionie Narodowym pochłonął 36,4 mln zł czynszu, 8,5 mln zł kosztów eksploatacji, 4,3 mln zł ochrony i 1,9 mln zł opłat technicznych.
A przecież na tym nie koniec. Część tych placówek utrzymywano choćby wtedy, gdy nie prowadziły działalności. Od czerwca do listopada 2021 r. niektóre z nich funkcjonowały jako tzw. szpitale pasywne – w pełni przygotowane do uruchomienia, ale bez personelu medycznego i bez realnego leczenia pacjentów. Za sam okres bezczynności szpitala na Stadionie Narodowym zapłacono ponad 11 mln zł w czynszu i innych opłatach. We Wrocławiu było to 6,9 mln zł, w Poznaniu 6,9 mln zł, a w Łodzi 3,7 mln zł.
Są też przykłady wręcz podręcznikowe. NIK podała, iż na trzy placówki, które tworzono, ale które finalnie w ogóle nie zostały uruchomione, wydano niemal 31,5 mln zł. Z tej kwoty ponad 29 mln zł pochłonął szpital tymczasowy w hali Netto Arena w Szczecinie, gdzie nie przyjęto ani jednego pacjenta.
NIK wskazała, iż ani Minister Zdrowia, ani premier nie przeprowadzili systemowej analizy i oceny tworzenia, działania i likwidacji szpitali tymczasowych z punktu widzenia efektywności organizacyjnej i finansowej. To oznacza, iż państwo weszło w operację za niemal miliard złotych, nie budując porządnego mechanizmu sprawdzającego, czy te pieniądze są wydawane racjonalnie.
Dodatkowo NIK pokazała coś jeszcze bardziej niewygodnego. Od marca 2020 r. do kwietnia 2022 r. koszty utrzymania gotowości do leczenia pacjentów covidowych wyniosły około 7 mld zł, podczas gdy na faktyczne leczenie wydano niecałe 5 mld zł. Innymi słowy, ponad 2 mld zł więcej kosztowało utrzymywanie gotowości niż pomoc pacjentom.
Obecnie postępowania są w toku, a nikt wprost nie został publicznie ukarany.
Fundusz Sprawiedliwości – kiedy pieniądze dla ofiar stają się politycznym łupem
Według ustaleń NIK, gospodarka finansowa Funduszu była prowadzona z rażącym naruszeniem podstawowych zasad finansów publicznych, w tym jawności, celowości i oszczędności wydatków, a łączna kwota stwierdzonych nieprawidłowości wyniosła blisko 270 mln zł. Co szczególnie istotne, NIK wskazała, iż środki, które powinny trafiać przede wszystkim na pomoc ofiarom przestępstw i readaptację byłych osadzonych, były w szerokim zakresie wydatkowane niecelowo i niegospodarnie
W kontrolach dotyczących beneficjentów Funduszu opisywano zawyżone ceny usług, wydatki dalece odbiegające od wartości rynkowej oraz pomoc, która w praktyce nie odpowiadała podstawowym potrzebom odbiorców.
Ale dziś ta historia ma już także znacznie cięższy wymiar procesowy. To nie jest wyłącznie etap raportów, komisji i medialnych podejrzeń. Według aktualnych komunikatów Prokuratury Krajowej Zbigniew Ziobro jest formalnie podejrzanym w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura poinformowała, iż zgromadzony materiał dowodowy pozwolił na wydanie postanowienia o przedstawieniu mu 26 zarzutów. Zakres tych zarzutów według prokuratury dotyczy szeregu działań podejmowanych w latach 2017-2023 jako Ministra Sprawiedliwości. Mowa o przekraczania uprawnień i niedopełnianiu obowiązków służbowych, ręcznym sterowaniu konkursami, dopuszczaniu do zawierania umów przez osoby nieuprawnione, tolerowaniu przyznawania środków organizacjom niespełniającym wymagań formalnych oraz ukrywaniu dokumentów.
Sejm uchylił immunitet Zbigniewowi Ziobrze i wyraził zgodę nie tylko na pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej, ale także na jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie. Prokurator wydał postanowienia o przedstawieniu zarzutów oraz o zatrzymaniu i przymusowym doprowadzeniu go do Prokuratury Krajowej celem ogłoszenia zarzutów i przesłuchania w charakterze podejrzanego.
5 lutego 2026 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa zastosował wobec podejrzanego Zbigniewa Ziobry tymczasowy areszt na okres 3 miesięcy od dnia zatrzymania, wskazując m.in. na ukrywanie się przed organami ścigania i wymiarem sprawiedliwości. Dzień później prokuratura wydała list gończy, a 10 lutego 2026 r. wystąpiła o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania.
Czytaj dalej: ]]>Independent Trader - niezależność finansowa]]>
Inwestowanie dywidendowe. ]]>Jak analizować spółki dywidendowe?]]>
Autor: ]]>Mateusz Tomczyk]]>














