Rozdawnictwo osłabiło polską armię

magnapolonia.org 7 часы назад

Najnowsze informacje o stanie gotowości Wojska Polskiego powinny być sygnałem alarmowym dla wszystkich Polaka. Według doniesień opartych na analizach „Rzeczpospolitej”, w razie nagłego konfliktu zbrojnego natychmiastową gotowość do działania mają w tej chwili zaledwie dwie spośród sześciu dywizji wojsk lądowych. Pozostałe wymagają dalszego formowania lub uzupełnienia stanów osobowych i sprzętowych. To wydłuży czas ich osiągnięcia pełnej zdolności bojowej choćby do kilkudziesięciu dni. Taki obraz sytuacji powinien skłaniać do poważnej refleksji nad priorytetami polskiej polityki obronnej i zagranicznej.

Rozdawnictwo uzbrojenia osłabiło polską armię. Od początku wojny rosyjsko-ukraińskiej Polska stała się jednym z największych darczyńców sprzętu wojskowego dla Ukrainy. Przekazano między innymi czołgi T-72 i PT-91, armatohaubice Krab, bojowe wozy piechoty, transportery, samoloty bojowe, amunicję oraz znaczne ilości pomniejszego wyposażenia wojskowego. Była to pomoc o ogromnej skali, uzasadniana przez rządy POPiS potrzebą zatrzymania rosyjskiej agresji jak najdalej od polskich granic.

Nawet jeżeli przyjąć, iż wsparcie Ukrainy było z geostrategicznego punktu widzenia potrzebne, nie oznacza to, iż Polska mogła pozwolić sobie na osłabienie własnych zdolności obronnych w tak znacznym zakresie. Każde państwo ma przede wszystkim obowiązek zapewnić bezpieczeństwo własnym obywatelom. Dopiero w dalszej kolejności może angażować się w pomoc sojusznikom.

Nie jest tajemnicą, iż przekazanie znacznej części uzbrojenia stworzyło luki, które tylko w niewielkim stopniu są uzupełniane nowymi dostawami, które z kolei ciągną się niesamowicie ślamazarnie. Zamówienia na czołgi K2, Abramsy, armatohaubice K9 czy wyrzutnie HIMARS -owszem- mają w przyszłości znacząco zwiększyć potencjał Wojska Polskiego. Mimo to większość tego sprzętu przez cały czas znajduje się w produkcji lub jest dostarczana z opóźnieniami. Do czasu zakończenia tego procesu armia funkcjonuje w okresie przejściowym, dysponując mniejszą liczbą egzemplarzy wyposażenia niż docelowo zakładano.

W praktyce jednostki często nie mają się choćby na czym szkolić i intensywnie eksploatują pojedyncze, posiadane sztuki danego uzbrojenia. To wyklucza jakiekolwiek ćwiczenia w większych formacjach. Problem dotyczy nie tylko samej liczby czołgów czy armatohaubic. Nowoczesna armia musi nieustannie szkolić żołnierzy na sprzęcie, którego będzie używać podczas działań bojowych. o ile w jednostkach brakuje odpowiedniej liczby pojazdów lub część wyposażenia została wycofana przed nadejściem następców, pojawiają się ograniczenia w szkoleniu.

O ile skala tego wpływu na poszczególne jednostki nie jest w pełni jawna, wielu ekspertów wskazuje, iż okres przejściowy między wycofaniem starego sprzętu a dostawą nowego stanowi prawdziwą lukę szkoleniową na poziomie kompanii. W ten sposób dochodzimy do najpoważniejszego problemu, czyli jednostek wyższego rzędu.

Chodzi o poziom gotowości dywizji. o ile rzeczywiście jedynie dwie dywizje mogłyby zostać użyte natychmiast, oznacza to, iż proces rozbudowy armii jest bardzo daleki od zakończenia. Samo podpisanie wielomiliardowych kontraktów nie zwiększa bezpieczeństwa. O bezpieczeństwie decyduje sprzęt znajdujący się już w jednostkach, wyszkoleni żołnierze oraz sprawny system mobilizacji, łączności i koordynacji działań między poszczególnymi oddziałami.

Od kilku lat politycy POPiS przekonują społeczeństwo, iż Polska buduje najsilniejszą armię w Europie. Niewątpliwie skala zakupów uzbrojenia jest imponująca. Jednak między ambitnymi planami a realną gotowością bojową istnieje zasadnicza różnica. Państwo powinno być oceniane nie według wartości podpisanych kontraktów, ale według umiejętności odparcia zagrożenia tu i teraz. Do tego dochodzi celowość zakupów np. drogich czołgów, które -jak wiemy z frontu rosyjsko-ukraińskiego – są łatwym celem dla coraz bardziej zaawansowanych dronów uderzeniowych i używane są tam coraz rzadziej.

Pomoc dla Ukrainy nie powinna oznaczać sytuacji, w której polskie jednostki przez lata funkcjonują z brakami sprzętowymi, oczekując na realizację kolejnych dostaw. Można było argumentować, iż wsparcie Kijowa leży również w interesie bezpieczeństwa Polski, jednak równie ważnym obowiązkiem państwa było zapewnienie, aby przekazywane uzbrojenie było możliwie gwałtownie zastępowane nowym wyposażeniem. W przeciwnym razie powstaje okres przejściowy, w którym własny potencjał obronny może być ograniczony.

W obecnej sytuacji priorytetem powinno być jak najszybsze osiągnięcie pełnych zdolności bojowych przez wszystkie dywizje, przyspieszenie dostaw zakontraktowanego sprzętu, zwiększenie możliwości szkoleniowych oraz odbudowa zapasów uzbrojenia i amunicji. W świecie, w którym zagrożenie militarne przestało być jedynie teoretycznym scenariuszem, Polska nie może pozwolić sobie na luksus wieloletniego oczekiwania na zakończenie procesu modernizacji.

Bezpieczeństwo państwa zaczyna się od gotowości własnej armii. Pomoc sojusznikom może być elementem odpowiedzialnej polityki zagranicznej, ale nigdy nie powinna odbywać się kosztem umiejętności obrony własnego terytorium.

Polska potrzebuje armii zdolnej bronić kraju od pierwszej godziny kryzysu, a nie wyłącznie ambitnych planów na następną dekadę. Aby ją uzyskać, w pierwszej kolejności należy zaprzestać dalszego rozdawnictwa najlepszego sprzętu. Zwłaszcza, iż kraj który ją otrzymuje jest niewdzęczny i bez skrupułów czci morderców Polaków. Co więcej, czuje nad Warszawą przewagę, wiedząc jakie mamy dziś braki w uzbrojeniu i wyszkoleniu.

Polecamy również: Heretycy awansują, tradycjonaliści karani. Jakie priorytety ma dziś Rzym?

Читать всю статью