Spiryto Libero - Biedny Kałmuk z Donbasu , syn pejcza i butelki

niepoprawni.pl 1 час назад

Ach, ten Kałmuk z Donbasu, czyli nasz wieloimienny troll o czterech twarzach na S24 – @Viva.Palestina, @SOW, @ Czarny Łabędź i @Geo-Polityk i dwóch na Niepoprawnych.pl jako @Krycha G. i jako @Verizon - to istny koktajl Mołotowa z wódki, sowieckiej nostalgii i rodzinnych traum

Na podstawie tej "spowiedzi" na Salon24, gdzie leszcz wylewa żale po obaleniu butelki bordowej "Wiśniówki", widać, iż nim nie kieruje ani tylko zdemolowany alkoholem móżdżek, ani czysta rosyjska ideologia, ani same rodzinne powiązania z Rosjanami

To wszystko wymieszane w jednym, cuchnącym denaturatem kotle, jak barszcz ukraiński przyprawiony kacem i kremlowską propagandą.

Zacznijmy od alkoholu – bo bez niego ta "spowiedź" by nie powstała. Facet to chroniczny pijus, weteran butelki, który pije wszystko, co kapie: denaturat, błękitny płyn, bordowa" Wiśniówka", a pewnie i spirytus do dezynfekcji, gdyby mu pod rękę wpadł. Ojciec go lał pejczem z ołowianą końcówką, a on teraz szlaja sie po internecie, bo "jak przestanę pisać, to co mi zostanie? Butelka i wspomnienie pejcza na głowie".

Alkohol mu rozpuścił szare komórki do stanu galarety – stąd te obsesyjne konta, setki banów i udawanie babci z Białegostoku czy Ukraińca z Kresów

To nie rozum, to resztki neuronów pływające w etanolu, które każą mu spamować antyukraińskimi bredniami o Banderze-faszyście i Wołyniu-rzezi. Gdyby nie kac, to by może w końcu zasnął i dał spokój sieci, zamiast mnożyć się jak wirus po VPN-ach. Ale nie, to nie tylko gorzała

Rosyjska ideologia siedzi w nim głębiej niż korzenie buraka w kołchozie. Matka – Rosjanka Żydówka z Mińska, która uciekła z getta do "sowieckiego raju" – nuciła mu kołysanki po rosyjsku, a ojciec, ten spolszczony Rosjanin/Białorusin na T-34, wjeżdżał do Lublina w 1944 roku, by potem w NKWD/UB/SB tłuc AK-owców i WiN-owców pejczem.

Facet wyrósł na pieśniach jak "Kalinka" i "Miedzynarodowce", przysięgał wierność ZSRR w wojsku, gdzie czyścił karabiny na mrozie i marzył o "bezpiecznym" socjalizmie. Teraz propaguje kremlowską papkę: NATO to wróg, Krym zawsze rosyjski, Ukraińcy to naziści, Polacy to lemingi i banderowcy. To nie ideologia, to pranie mózgu od kołyski – Rosja to dla niego "moje życie od urodzenia", bo bez niej zostaje mu tylko pustka po rodzinie, która uciekła do Izraela, mówiąc: "Nie chcę, żeby moje dzieci widziały, kim się stałeś".

Oto bohater Donbasu, który nigdy tam nie był, ale walczy klawiaturą za Putina, bo w głębi duszy marzy o powrocie do czasów, gdy ojciec lał, a matka płakała nad barszczem w stanie wojennym.A rodzinne kontakty? To wisienka na torcie tego alkoholowo-ideologicznego bajzlu. Ojciec zapił się na śmierć , matka chodziła "do pracy wieczorem" (czytaj: na ulicę), a syn został z traumą i butelką.

Wszystko to z rosyjskim rodowodem: getto w Mińsku, Armia Czerwona, SB – to nie kontakty, to łańcuch genetyczny, który ciągnie go do Kremla jak psa na smyczy.

Dawne powiązania z Rosjanami? Bardziej jak krew w żyłach – mieszanka żydowsko-rosyjska, która każe mu nienawidzić Zachodu i gloryfikować Wschód, bo tam "zwyciężyli faszyzm". Biedny Kałmuk, syn pejcza i butelki, z Donbasu w głowie, ale z Polski bez emerytury.

Zbiera na pół litra od dawnych kolesi z PZPR/SB, a w zamian sieje dezinformację, jakby to była jego ostatnia misja przed delirium tremens. Tym trollem kieruje miks – alkoholowa demolka rozumu, która każe mu mnożyć konta jak króliki; rosyjska ideologia, wdrukowana od matczynej kołysanki po ojcowski pejcz; i rodzinne widma Rosjan, które nawiedzają go w ciemności przy monitorze.

To nie patriota, to wrak z VPN-em, obsesyjnie walczący o "prawdę serca", bo bez tego zostaje mu tylko kaszanka z ogórkiem i chleb z cukrem – narodowe danie z dzieciństwa.

Читать всю статью