Program, który wywrócił polską politykę społeczną do góry nogami, obchodzi właśnie swoje dziesięciolecie. Choć dziś kojarzymy go głównie z obietnicami wielu polityków, za jego realnego pomysłodawcę uznawany jest prof. Julian Auleytner – ekonomista i rektor Uczelni Korczaka.
W ostatniej rozmowie z "Faktem" ekspert rzuca zupełnie nowe światło na historię i przyszłość wsparcia dla rodzin. Jego diagnoza jest jasna: czas przestać traktować świadczenie jako "prezent" od władzy, a zacząć widzieć w nim rzetelną inwestycję w przyszłego podatnika. Według profesora dzisiejsze 800 plus to za mało – realna pomoc powinna wynosić co najmniej 1000 zł na każde dziecko.
Od 100 euro do 800 plus: Krótka historia rewolucji
Jak mówi prof. Auleytner, już w 2011 roku zaproponował on kwotę 400 zł na dziecko, co wówczas odpowiadało wartości 100 euro. Pomysł spotkał się wtedy z ogromną krytyką – twierdzono, iż budżetu na to nie stać. Cztery lata później PiS przejęło tę koncepcję, wprowadzając ją w życie jako 500 plus. Początkowo z ograniczeniami dochodowymi na pierwsze dziecko, a od 2019 roku już bez żadnych progów.
Dziś, po waloryzacji do 800 zł, program wciąż budzi emocje, ale jego realna siła nabywcza spada. Z wyliczeń wynika, iż bez stałego mechanizmu waloryzacji dzisiejsze 800 zł jest już warte tyle, co około 739 zł poprzez wzrosty cen i inflację. Profesor podkreśla, iż obecne świadczenie zdecydowanie potrzebuje podwyższenia, ale w oparciu o nowe reguły, dotyczące wysokości samej kwoty.
Minimum egzystencji jako nowy punkt odniesienia
Kluczowym elementem propozycji prof. Auleytnera jest powiązanie wysokości świadczenia z tzw. minimum egzystencji, czyli granicą skrajnego ubóstwa. Ekonomista w przeprowadzonej rozmowie punktuje brutalne statystyki:
W 2016 roku 500 plus stanowiło 106 proc. minimum egzystencji,
W 2021 roku było to już tylko 86 proc.,
Po podwyżce do 800 zł w 2024 roku wskaźnik ten wynosił 97 proc.,
W ubiegłym roku realna wartość wsparcia spadła do zaledwie 78 proc. tego standardu.
To właśnie dlatego naukowiec postuluje przejście na 1000 plus. Taka kwota pozwoliłaby wrócić do pierwotnego założenia programu – realnego zabezpieczenia podstawowych potrzeb dziecka. Profesor chce, aby państwo wypłacało kwotę na poziomie zbliżonym do wielkość minimum egzystencji. Miałby to być rodzaj gwarantowanego dochodu podstawowego dla najmłodszych, traktowany nie jako wydatek, ale jako inwestycja, która zwróci się państwu w przyszłości w postaci podatków płaconych przez dorosłe już dzieci.
Wszystkie dzieci równe, czyli stop dyskryminacji
W debacie publicznej coraz częściej pojawiają się głosy, by ograniczyć świadczenie tylko do najbiedniejszych rodzin lub wykluczyć z niego określone grupy. Prof. Auleytner stanowczo się temu sprzeciwia. Jego zdaniem podział rodzin na lepsze i gorsze jest niedopuszczalny, a wszystkie dzieci mają przecież równe prawa. Dotyczy to również dzieci obcokrajowców, których w systemie jest w tej chwili około 360 tysięcy.
Naukowiec argumentuje, iż jeżeli rodzice pracują w Polsce i tu odprowadzają podatki, ich dzieci nie mogą być dyskryminowane. Program powinien być stabilny i przewidywalny dla wszystkich rodzica, niezależnie od narodowości czy aktualnego statusu materialnego. Tylko takie podejście pozwala budować zaufanie do państwa i realnie wspierać demografię. 1000 zł na dziecko ma być standardem, który chroni najmłodszych przed skrajnym ubóstwem i daje szansę na godny rozwój, bez oglądania się na doraźne gry polityczne.




![Niewidzialni opiekunowie. Dlaczego traktujemy ich jak nierobów? [13 PIĘTER]](https://i.iplsc.com/-/000MKAI54NVIVX1B-C321.webp)





