„Szeroki front gaśnicowy”, ” Nowa Polska”, neoPOPIS „Rozwój+” i inne projekty

wiernipolsce1.wordpress.com 6 часы назад

Im bliżej wyborów parlamentarnych w 2027 r, tym bardziej i na wszelkie możliwe sposoby i pod coraz bardziej emocjonalnymi, zamiast racjonalnymi hasłami – Polacy będą manipulowani i rozbijani, po to, aby kolejne wersje pookrągłostołowych mafii politycznych oraz ich neokompradorskie wcielenia „Konfederacyjne”, zarządzane przez zewnętrznych kuratorów, zrealizowały swoje plany.

Jakie to są plany:

zniszczenie podmiotowości narodu polskiego i polskiego państwa ( w sferze politycznej, gospodarczej, kulturowej)

przeciwdziałanie powstaniu rzeczywistych polskich elit politycznych, z których winny się składać instytucje władzy

przerwanie sztafety pokoleń Polaków, aby zahamować dojrzewanie młodego pokolenia świadomych i odpowiedzialnych obywateli państwa polskiego, w kontaktach z wiernymi Polsce patriotami i działaczami narodowymi

kontynuacja globalistycznej ideologii (w wersji anglosaskiej, żydowskiej, watykańskiej), aby zahamować dążenia do suwerenizacji narodu i państwa polskiego

instrumentalne i cyniczne wykorzystanie energii społecznej- głównie młodego pokolenia, do wplatania Polaków w niszczącą i w zasadzie samobójczą wojnę z sąsiadami na wschodzie, tj. z Rosją i Białorusią

niszczenie wszelkimi sposobami idei współpracy państw słowiańskich– konkurencyjnej do kolonialnej i pasożytniczej idei anglosasko-żydowskiej i łże-chrześcijańsko-watykańskiej.

Obowiązkiem odchodzącego pokolenia wiernych Polsce patriotów i działaczy narodowych jest pomoc w tworzeniu politycznych inicjatyw, których zadaniem jest demaskować działania łże-patriotów i łże-narodowców. Celem pozytywnym jest konieczność pojawienia się na polskiej scenie politycznej możliwie szerokiego ruchu ogólnonarodowego ( w przyszłości być może partii), który będzie nowoczesny i atrakcyjny głownie dla młodego pokolenia Polaków oraz będzie spełniał ambicje i potencjał rozwojowy młodych Polaków.


Niżej o jednej z takich inicjatyw:

Piotr Korczarowski przez ponad dekadę był jednym z najbardziej lojalnych i aktywnych sojuszników Grzegorza Brauna. Od pierwszych wywiadów nagranych jeszcze w 2011 roku, przez kampanię prezydencką 2015, aż po intensywną pracę w sztabie i strukturach Korony – stał u boku człowieka, którego uważał za męża stanu zdolnego zmienić polską politykę. Dziś ten sam człowiek pisze o największym kłamstwie, jakie – jak twierdzi – sprzedał tysiącom ludzi, jeżdżąc z Braunem po Polsce. Hasło „Budujemy szeroki front gaśnicowy” miało być zapowiedzią prawdziwej, otwartej na mniejsze środowiska formacji. Okazało się – według autora – pustą obietnicą, za którą kryła się chłodna kalkulacja, czystki kadrowe i systematyczne odstrzeliwanie wszystkich, którzy „za bardzo urośli”.

W tekście opublikowanym 9 sierpnia na Facebooku, który przytaczam poniżej, Korczarowski nie ogranicza się do osobistych rozrachunków. Opisuje mechanizmy, jakie – jego zdaniem – rządzą Koroną: łamanie słowa danego sojusznikom, usuwanie zasłużonych działaczy, podwójne standardy moralne i budowanie fanatycznej struktury, w której lojalność jest nagradzana tylko do momentu, gdy przestaje być wygodna. To nie jest relacja zewnętrznego komentatora. To świadectwo człowieka, który sam przez lata tę strukturę współtworzył – i który, jak twierdzi, został z niej wyrzucony w najbardziej spektakularny i bolesny sposób właśnie wtedy, gdy najbardziej się angażował.

Piotr Korczarowski

Największym kłamstwem, jakie sprzedałem ludziom, jeżdżąc z Braunem w kampanii prezydenckiej, było hasło: „Budujemy szeroki front gaśnicowy”. W zamyśle miało wyglądać to tak, iż Korona zmieni nazwę lub powstanie nowa partia, w której 50% miejsc należeć będzie do Korony, a reszta oddana zostanie działaczom z mniejszych organizacji, którzy wsparli nas w kampanii. Chodziło więc o ludzi od Korwina, którzy wykonali ogrom pracy w Internecie, kamratów, którzy licznie zasilali wszystkie wiece i zbierali podpisy, ale też byłych działaczy PJJ Rafała Piecha, dawnych członków Samoobrony i LPR-u, ludzi Mirosława Piotrowskiego i Ruchu Antywojennego oraz wielu innych mniejszych lub większych organizacji. Kilka miesięcy później, gdy już mnie wykreślono z członkostwa w partii, kłamiąc jednocześnie, iż nigdy członkiem Korony nie byłem – co już w jakiś sposób rzutuje na wiarygodność tego środowiska – odbył się kongres Korony w Bełchatowie, na którym to podjęto decyzję, iż ludzie Brauna idą samodzielnie do wyborów parlamentarnych, a słowo dane tym wszystkim środowiskom w kampanii prezydenckiej nic nie znaczy, bo na ich miejsca czekają już różni przedsiębiorcy i mundurowi. Tylko wobec Korwina dotrzymano słowa, gdyż jak cwaniacko uznano, JKM w każdej chwili może umrzeć i ktoś tę schedę po nim musi przejąć, a gdy dostatecznie wiele razy pokaże się go na koniec życia z Braunem, to będzie oczywiste, iż ten w oczach wolnościowców stanie się jego następcą.

Na kongresie w Bełchatowie doszło też do innych ciekawych zawirowań. Stwierdzono np., iż Marta Czech za mocno wypłynęła już jako rzecznik partii, a kilkukrotnie okazała wcześniej nieposłuszeństwo, kwestionując niektóre decyzje partii, i trzeba ją zmienić. Zrobiono to w bardzo elegancki sposób, gdyż Marta dowiedziała się, iż nie jest rzecznikiem partii podczas kongresu, który sama prowadziła. Ważniejsze jednak, iż na tym kongresie dokonano też reformy Komitetu Politycznego. Z kilkunastu osób, które reprezentowały tam całą Polskę i różne grupy wiekowe, wykluczono WSZYSTKICH poza trójką posłów i jednym nowym spadem z PiS-u oraz trzema kobietami, które nigdy, przenigdy nie odważą się wyrazić własnego zdania w obliczu majestatu prezesa. Wcześniej w Komitecie Politycznym był np. Sławomir Sala, który tytanicznym wysiłkiem szefa sztabu kampanii do europarlamentu wysłał Brauna do Brukseli. Był też Rafał Foryś, który gdyby się dostał na europosła, może ocaliłby to stanowisko, ale w obliczu fiaska w jednym z najgorszych okręgów wyborczych jego młodzieńczy, do bólu lojalny głos nie miał już znaczenia. Obaj oczywiście przez cały czas są w Koronie, ale sam fakt, iż dwie tak ważne osoby pozbawiono prawa głosu we władzach partii, jest wymowny.

A skoro mówimy już o ważnych ludziach, których skreślono z listy przydatnych, to może warto wspomnieć o doktorze Marcinie Sowińskim, którego sam polecałem wyborcom jako dzielnego lekarza, co w czasie Covidu uświadamiał swoich pacjentów o ryzyku szczepień. Sowiński był przewodniczącym okręgu i pomagał organizować kilka innych, ale wyleciał, bo miał ALE wobec ludzi Korony, którzy stanęli w obronie burzonego pomnika żołnierzy radzieckich. Teraz jego miejsce zajął Mateusz Piskorski, do którego prywatnie absolutnie nic nie mam, jednak Piskorski znany jest z tego, iż 3 lata przesiedział w areszcie wydobywczym pod oskarżeniami o przyjmowanie pieniędzy od rosyjskiego wywiadu m.in. na budowę struktur „pierwszej w Polsce prorosyjskiej partii” Zmiana. A więc roszada zwolennika burzenia sowieckich pomników na człowieka, który wielokrotnie potrafił stawać w obronie np. Armii Czerwonej, jest znamienna. Także Damian Garlicki, dzielny ratownik medyczny z czasów Covidu, którego twarz znacie z okładki książki pt. „Zabójczy system? Ratownik medyczny przełamuje zmowę milczenia”, promowanej we wszystkich niezależnych stacjach w tamtym czasie, nie ma już nic wspólnego z Koroną. Skończył się zatem Covid, temat już nie grzeje, więc można wykopać ze struktur bohaterów tamtego okresu. Pozbyto się choćby Radosława Paciejewskiego, który w pewnym momencie uchodził za prawą rękę Włodzimierza Skalika. Myślałem, iż Radek jest niezatapialny, bo od zera zbudował silny okręg w Łodzi. Przez lata obserwowałem rachityczność działań łódzkiej grupy pod egidą Brauna, aż pojawił się Paciejewski i zebrał kilkadziesiąt osób gotowych na każde poświęcenie, co wyraźnie było widać w kampanii prezydenckiej. Wyleciał przez tę samą historię co reszta – za bardzo urósł – a tu trzeba tępić jednostki z dużą ambicją, bo mogą za głośno wyrażać własne zdanie. Ciekawostką jest tu fakt, iż miałem duży konflikt z Paciejewskim i nie mam najmniejszego powodu, by go bronić, jednak nie mogę podważyć jego zdolności organizacyjnych, a przede wszystkim faktu, iż to kolejny młody człowiek, który daleko zaszedł u Brauna, tylko po to, by zostać odstrzelonym krótko przed wyborami.

Z tymi młodymi ludźmi to swoją drogą interesująca praktyka. Najpierw Braun przekonuje do zaangażowania politycznego, a później ostentacyjnie wyrzuca, jakby chciał każdego oznaczyć, iż „ten był u mnie i jest już spalony”. Tak było z Tomkiem Stalą z wydawnictwa Freedom, którego Braun promował przez lata, aż Tomek zdeklarował się politycznie, biorąc udział w wyborach na prezydenta Częstochowy, gdzie później startował też z pierwszego miejsca listy Brauna. Ten okręg był tak słaby, iż najważniejsza osoba w Koronie, czyli Włodzimierz Skalik, który mieszka tam całe życie, ostatecznie wybrał Opole, by kandydować. Tomek nie zrobił więc mandatu i wyleciał z partii. Także Jakub Zgierski, współautor „Encyklopedii Antykultury” i założyciel instytutu im. Krzysztofa Karonia, po raz pierwszy zdecydował się na działalność polityczną właśnie u Brauna. gwałtownie jednak wyleciał, bo się szarogęsił, a tu potrzeba pokornych cieląt przecież.

To jedynie wierzchołek góry lodowej tego, co utwierdza mnie w przekonaniu, iż wiem, jak i dlaczego tak się sprawy potoczyły w moim przypadku. Jedyną różnicą jest to, iż panowie z Korony wiedzieli, iż w działalności społecznej istniałem 15 lat przed nimi i z pewnością nie zrezygnuję z mojej ideowej walki, więc trzeba było mnie jeszcze zniszczyć i zohydzić w oczach ludzi. Zanim więc pojawiły się freak-fighty, zanim pokazałem się z Marianną w jakimkolwiek wywiadzie – najpierw pojawiła się narracja o tym, iż zdradziłem, iż się skończyłem, iż skompromitowałem i sprzeniewierzyłem, co oczywiście z lubością powtarzają dziś fanatycy Brauna. Sami nie wiedzą choćby dlaczego, bo mieszają fakty i daty tak jak głupcy opowiadający o wojnie na Ukrainie, gdzie składa im się, iż najpierw Rosja zajęła Krym, a potem był Majdan, gdzie władza od pierwszego dnia strzelała do ludzi, a potem bez żadnego powodu Rosja weszła do Donbasu. Braun z ekipą wiedzą, iż kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą, bo postępują wedle najlepszej szkoły budowy fanatycznej organizacji politycznej.

Najważniejsze jednak jest to, iż zrobiłem absolutnie wszystko, żeby skontaktować się z Braunem i znaleźć choćby najmniejszą nić porozumienia. Do ostatniego dnia kampanii wyborczej, mimo decyzji komitetu politycznego o wyrzuceniu mnie ze wszystkich struktur, grałem lojalnie i namawiałem do głosowania na tego człowieka. Myślałem bowiem, iż to jedno wielkie nieporozumienie i to wprost niemożliwe, by człowiek, którego znałem 17 lat, tak się zmienił! Zwłaszcza iż to, czego nie wiecie lub kompletnie nie przyjmujecie do świadomości, to fakt, iż Braun doskonale znał Mariannę i to na długo, zanim ją poznałem. Wszak była partnerką Przemka Czarneckiego, syna przyjaciela Brauna. Spotykali się zatem wielokrotnie i w tamtym czasie Braun nie tylko nie widział problemu, aby ona kandydowała z jego listy, ale dzwonił też do innej znanej w środowisku dziewczyny, proponując, aby obie panie poprowadziły w Internecie program polityczny, w którym na koniec zachwalałyby Koronę. Marianna była jednak na etapie negocjacji kontraktu z telewizją braci Karnowskich i z pomysłu Brauna nic nie wyszło, ale zgadnijcie, kogo zaprosiła na wywiad w pierwszym odcinku jej nowego programu? Oczywiście Grzegorza Brauna! Na swych mediach społecznościowych miała też wtedy przypięte zdjęcie, gdzie z Braunem podają sobie dłonie. Mówiła mi, iż była zaskoczona, iż Braun nie widzi problemu w jej udziale we freakfightach, ale on ją jedynie poinstruował, by rok przed wyborami zakończyła tę przygodę. Odpowiedzią na wszystko tutaj jest Ryszard Czarnecki, który z jednej strony bardzo ją wspierał i robił wszystko, aby relacja Marianny z jego synem przetrwała, a z drugiej pomagał Braunowi na wielu obszarach. Podpowiadał, jak załatwiać fundusze na różne akcje. Jak zorganizować biuro w Brukseli. W końcu do dziś to biuro prowadzi dla Brauna wieloletnia asystentka Czarneckiego, a jej mąż po wyjeździe Brauna do Brukseli zapisał się do Korony i teraz jest tam istotną postacią. Tak więc dopóki Marianna była z Przemkiem, nie było problemu. Zaczął się, gdy zostawiła go dla mnie, ale to już inna historia. Niemniej jednak skończonym durniem, naiwnym głupcem i kompletnym idiotą jest ten, kto przetłumaczył sobie, iż wyrzucenie mnie w trakcie kampanii, którą de facto prowadziłem niemal na każdym spotkaniu, to faktyczny powód wyrzucenia mnie z partii! Dość wspomnieć, iż z Marianną związany byłem już wtedy od wielu tygodni i nie było to żadną tajemnicą w partii. Utrzymywałem jednak tajemnicę przed mediami i kilkukrotnie pytałem Brauna, co robić, jeżeli to wyjdzie. Proponowałem nawet, iż dla dobra sprawy wszystkiego się wyprę i powiem, iż spotkałem się z nią wyłącznie w celu przeprowadzenia wywiadu. Braun najpierw w rozmowie cztery oczy, później przy świadkach w busie, a na koniec przy kilku osobach z mojego okręgu powiedział mi, iż nic nikomu do tego, z kim jestem, i nie będzie miało to żadnego wpływu na moją rolę i pozycję w partii. Wtedy choćby Marianna w to nie wierzyła, ale mając już zgodę Brauna, pełną świadomość posła Fritza i wiedzę szefa mojego okręgu, powiedziałem OK, potwierdzamy to, bo w kampanii, gdzie dają nam sondażowe 0% i wielu ludzi nie wie nawet, iż Braun kandyduje, bo wciąż myślą, iż kandydatem Konfederacji jest Mentzen, będzie chociaż trochę szumu i w końcu nazwa naszego komitetu pojawi się w mediach. Tak dokładnie się stało i przez 2 dni nie było najmniejszego problemu, aż przyszedł czas na finał w Kielcach, gdzie przed spotkaniem z wyborcami Braun rozmawiał ze mną jak zawsze i totalnie graliśmy w jednej drużynie, a po spotkaniu odebrał od kogoś telefon, po którym na schodach oświadczył mi, iż nie jadę już na Lubelszczyznę i moja przyszłość w partii stoi pod znakiem zapytania. Rankiem zadzwonił Skalik, godzinę przed wywiadem u Moniki Jaruzelskiej, umawianym od tygodni, i powiedział, iż nie ma mnie już w partii. Ludzie mówią, iż słabo w tym wywiadzie wypadłem, ale nie wiedzą, iż ja tam wszedłem na nogach z waty, bo mój świat chwilę wcześniej się zawalił. Mimo to, zamiast ulec emocji i wziąć odwet za ich zdradę, wypełniłem cały wywiad gadaniem o mnie i o niej, a na koniec, gdy Monika Jaruzelska, doskonale już wiedząc, jak się sprawy mają, zapytała mnie o Skalika, powiedziałem, iż jest świetnym szefem sztabu, a Brauna popieram do końca. I w tym wytrwałem do dnia wyborów. A później rozpoczęła się na mnie nagonka i fabrykowanie kłamstw, iż nigdy nie byłem w partii, nie odegrałem tam żadnej roli itd., a Braun w ogóle o niczym nie wiedział.

Przez kolejne miesiące zastanawiałem się, co tak naprawdę się wydarzyło i kto wtedy dzwonił do Brauna, iż po jednym telefonie wszystko się zmieniło. Dopiero z perspektywy czasu zrozumiałem, iż oni celowo wsadzili mnie na tego konia, by spektakularnie odstrzelić. Tym bardziej, iż wiele miesięcy później Monika Jaruzelska zapytała w wywiadzie Włodzimierza Skalika o podwójne standardy w Koronie, gdzie wszyscy wiedzą o ważnych działaczach partii żyjących w tzw. niesakramentalnych związkach i to po rozwodach, po ślubach kościelnych, po całym tym gównie, które mnie zarzucano. Skalik wtedy odpowiedział, iż nie chodzi o grzech, ale o skalę zjawiska. Miał rację. Stałem się zbyt popularny. Moje rolki z wydarzeń Korony osiągały miliony wyświetleń. Po moim przemówieniu w rocznicę zgaszenia Chanuki do Brauna dzwonili Polacy z całego świata z gratulacjami. On początkowo nie wiedział nawet, o co chodzi, bo kiedy ja tam przemawiałem, jego już dawno nie było. Nikogo z władz partii nie było, bo celowo wrzucili mnie na koniec listy mówców, wiedząc, iż do tego czasu media się rozejdą i mój głos się nie przebije. A jednak było to najlepsze wystąpienie w moim życiu, po którym oni zrozumieli, iż trzeba na mnie uważać, bo nie tylko jestem popularny i zdolny, ale nie ma na mnie żadnych haków. Nie można mnie w żaden sposób kontrolować.

Kończąc zatem, podkreślam, iż do końca zachowałem się lojalnie i wykorzystałem wszystkie ścieżki, by się porozumieć i nie tworzyć podziałów. Ktoś jednak wydał na mnie zlecenie. Ktoś ważniejszy od Brauna, któremu jednak Braun się kłania w pas, bo świadomie zgodził się zniszczyć jednego z najlojalniejszych sobie ludzi. Człowieka, który już w 2015 r. był szczerze zaangażowany w jego kampanię prezydencką. Pisałem wtedy, iż ten 1% głosów to obraz nędzy i rozpaczy Polski, która nie jest gotowa na takiego męża stanu. 90% z Was w ogóle wtedy o nim jeszcze nie słyszało, a dziś macie czelność pisać mi, iż byłem nikim w otoczeniu Brauna. Przede wszystkim byłem człowiekiem, który zapraszał Brauna na wywiady od 2011 r. i to przed moją kamerą rozmowy z Braunem osiągały setki tysięcy wyświetleń. W czasie, gdy w Internecie nie miałem żadnej konkurencji, bo nie było jeszcze żadnego wRealu czy innych Mediów Narodowych. To także powód, dla którego wierzyłem Braunowi do końca i, licząc na naszą wieloletnią znajomość, pozwalałem sobie na pełną szczerość w rozmowie z nim. On tymczasem kłamał, patrząc mi w oczy. Kłamał choćby o Czarneckim, mówiąc, iż ledwie zna tego człowieka.

Gdy zaczęli pisać do mnie masowo ludzie wyrzuceni bądź oszukani przez Koronę, sugerując, abym pozbierał to środowisko, miałem duże opory. Nie chciałem wracać do polityki. Dobrze mi się powodziło. Dużo nagrywałem i miałem spokojne sumienie. Pod każdym wideo pojawiały się jednak Wasze komentarze, żebym przestał już tylko mówić, a zaczął działać i organizować ludzi. Wziąłem sobie to do serca, jednocześnie rezygnując z dobrego życia, które ledwo co sobie zbudowałem. Nie pozwolę zatem, by jakaś banda fanatycznych sekciarzy obrażała mnie teraz i pisała, iż jestem agentem, który dzieli prawicę. Ja tę prawicę, wy skończeni durnie, próbuję uratować, zanim zrozumiecie, iż Braun to kolejny Wałęsa, w którego równie mocno przecież uwierzyliśmy. Chcę zebrać tych odważnych Polaków, którym nie jest wszystko jedno, a dla których nigdy nie będzie miejsca u takich jak Braun czy Mentzen. Chcę dać Polsce wybór i ten wybór musi być gotowy do czasu, gdy poznacie prawdę o tym, w czyich rękach jest już kolejna „antysystemowa” partia, o której piszecie dzisiaj: „tylko oni”.

za: Hasło: „Budujemy szeroki front gaśnicowy”- prawda czy fałsz?

Źródło: ( 9 sierpnia 2026) https://www.facebook.com/search/top?q=korczarowski

Fajna, typowo stalinowska praktyka u Brauna – kasowanie ludzi ze zdjęć, na których był razem z nimi, a potem coś się wydarzyło. Myślałem, iż zrobili tak tylko ze mną, gdy „wytarli” mnie ze zdjęcia, na którym razem z Braunem składałem wieniec z okazji dnia naszych niezłomnych żołnierzy. Tymczasem widzę teraz na profilu Korony z Podhala dziwnie znajomą fotografię, na której Braun jedzie z góralami. Tylko, iż to stare zdjęcie i była tam Samuela Anastazja Torkowska którą ostentacyjnie i po chamsku po prostu wymazano. Z miejsca człowiek myśli o tym jak Stalin kazał wyciąć z fotografii Jeżowa, tylko sowieci zrobili to naprawdę profesjonalnie. Gdyby nie zachował się oryginał, to nikt by się nie zorientował. Tutaj mamy jednak przykład totalnej amatorszczyzny! Jakby przy całej sztucznej inteligencji i genialnych oprogramowaniach u Brauna w partii przez cały czas robiono to ziemniakiem w piekarniku. Najważniejsze jednak pytanie: DLACZEGO? Czym Samuela tak im podpadła, iż trzeba wymazać wszelki ślad po jej oddanym poparciu dla sprawy? Czyżby komuś męża odbiła? Za krótko się modliła niedzielnego wieczora? Nie padła na ziemię bić pokłonów przed prezesem? A może miała czelność zrobić ze mną wywiad, choć od miesięcy Braun powtarza, iż „kompletnie wyeliminowałem się z polityki”, iż już nigdy nie odegram żadnej roli, bo oni w Koronie, robiąc spektakl na pół Polski i informując wszystkie media, iż wyrzucają mnie, bo związałem się z kobietą, która kiedyś miała męża (to był rzekomo JEDYNY powód!), dobrze o to zadbali. Zniszczenie mnie było prawdziwym celem tego cyrku! Gdyby mieli choćby cień dobrej woli, pomijając fakt, iż miałem to z nimi przegadane i miałem od samego Brauna słowo honoru, iż relacja z dobrze mu znaną dziewczyną w najmniejszym stopniu nie wpłynie na moją obecność w kampanii, to po cichu by mnie odsunęli i doradzili by zdementować te informacje, co sam zresztą sugerowałem dla dobra sprawy. Oni jednak przez dwa dni pozwolili, by sprawa nabrała rozgłosu, nie zgłaszając mi żadnych uwag, po to, by trzeciego dnia rozkręcić zasięgowy skandal i napuścić na mnie religijnych fanatyków! Po co? Po to, by trwale wyeliminować człowieka, którego popularność bardzo gwałtownie rosła i stała się zagrożeniem dla ich procesów decyzyjnych. Wiedzieli, iż nie daruję im Czarneckiego, więc zamiast z nim uciąć kontakty, lepiej było mnie zniszczyć przy pierwszej nadarzającej się okazji.
Z Samuelą jest o tyle inaczej, iż nie była na szczęście członkiem Korony i nie trzeba wymyślać fałszywych powodów jej wyrzucenia. Wystarczy wyciąć z fotografii i udać, iż takiej osoby nigdy nie było! Oto Polska, którą proponuje wam Braun. Bijesz pokłony przed wodzem i nie wychylasz łba zza jego cienia, albo giń!
A jaka alternatywa? Reduta Polskości! Zbiorę WSZYSTKICH ludzi wyrzuconych przez Brauna. Ludzi z pierwszego składu Korony. Tych oddanych, ideowych, którzy byli tam, gdy partia nie miała najmniejszych szans na władzę. Bylo nie dla koryta, ale wiary w ideały. Czy wiecie, iż w całej Polsce takich osób jest już ponad setka i są to głównie ludzie poniżej 45 roku życia? Dlaczego Braun niszczy i blokuje politycznie młodsze pokolenia, to temat na inną rozmowę, ale naprawię ten błąd. Damy Polakom prawdziwą alternatywę, z wizją na lata, a nie tu i teraz.
za: Piotr Korczarowski
Źródło: 15 sierpnia 2026 https://www.facebook.com/search/top?q=korczarowski
(wybrał i wstępem opatrzył PZ)
Читать всю статью