Autor: Siergiej Poletajew, analityk informacji i publicysta, współzałożyciel i redaktor projektu Vatfor.

Półtora dnia przed upływem 48-godzinnego ultimatum postawionego Iranowi, prezydent USA Donald Trump niespodziewanie ogłosił negocjacje, a choćby możliwe spotkanie z irańskimi urzędnikami. gwałtownie rozeszły się pogłoski, iż spotkanie odbędzie się w Pakistanie, a Steve Witkoff i Jared Kushner będą reprezentować stronę amerykańską, podczas gdy Iran wyśle swojego ministra spraw zagranicznych lub przewodniczącego parlamentu. Po tym ogłoszeniu ceny ropy gwałtownie spadły.
Wkrótce potem irańscy urzędnicy zdementowali te doniesienia, potwierdzając jedynie, iż otrzymali pewne propozycje od USA za pośrednictwem pośredników. Jednak wszystko inne określili jako fałszywe informacje, mające na celu manipulację rynkami finansowymi i naftowymi. Ceny ropy ponownie zaczęły rosnąć.
Ani pokój, ani wojna
W początkowym komentarzu do konfliktu irańskiego spekulowaliśmy, iż USA i Iran mogą dążyć do pokoju w ciągu miesiąca.
Oświadczenie Iranu nie oznacza braku kontaktów z USA ani braku planowania spotkania; możliwe, iż Teheran po prostu próbuje wzmocnić swoją pozycję.
Z jednej strony Iran stawia Trumpa w trudnej sytuacji i potencjalnie może dyktować warunki, a przynajmniej próbować to robić.
Z drugiej strony, ta wojna nie była łatwa dla Iranu. Od dwóch tygodni Teheran nie ma prądu i wody, a od początku konfliktu Iran wysłał zaledwie dwa tankowce z ropą (swoim głównym towarem eksportowym), podczas gdy przed wojną średni poziom dostaw wynosił jeden lub dwa tankowce dziennie. Dlatego dla Iranu ma sens zabezpieczenie zysków – im szybciej, tym lepiej.
Zyski są już znaczne. Po pierwsze, Iran skutecznie przejął kontrolę nad żeglugą w Zatoce Perskiej i przestrzenią powietrzną nad monarchiami Zatoki Perskiej. Po drugie, Iran de facto zniósł amerykańskie sankcje naftowe. To coś, co Iran może przedstawić podczas negocjacji.
Warunki Iranu są również dobrze znane: domaga się on odszkodowania za szkody (w zasadzie reparacji), gwarancji ochrony przed atakami na swoje terytorium oraz wycofania się Stanów Zjednoczonych z żądań dotyczących irańskiego programu nuklearnego.
Dla Trumpa te warunki prawdopodobnie będą nie do zaakceptowania. przez cały czas wierzy w „pokój poprzez siłę” i może zagrozić Iranowi kolejnymi atakami, potencjalnie obejmującymi zajęcie wyspy Kharg, głównego (i w zasadzie jedynego) irańskiego terminalu naftowego.
Sugeruje to, iż choćby jeżeli irański zespół negocjacyjny nie zostanie zamordowany, najprawdopodobniej porozumienie nie zostanie osiągnięte natychmiast. Jak to często bywało w przeszłości, negocjacje między USA a Iranem mogą być kontynuowane w obliczu trwających i potencjalnie zaostrzonych działań wojennych.
Jednak dopóki Iran blokuje Cieśninę Ormuz, czas działa na niekorzyść USA. Każdy dzień przybliża świat do katastrofy gospodarczej. Do połowy kwietnia kraje azjatyckie mogą być zmuszone do wprowadzenia ścisłego reglamentowania paliwa i przejścia na pracę zdalną, podobnie jak podczas pandemii COVID-19. Poza paliwami i produktami petrochemicznymi, zagrożone są rolnictwo (z powodu braku nawozów), przemysł półprzewodników (z powodu niedoborów helu), medycyna i masowa produkcja konsumencka (z powodu niedoborów polietylenu i plastiku) oraz metalurgia (niedobory aluminium) – a to daleka od pełnej listy.
Sojusznicy, wasale i państwa klienckie Ameryki, wraz z większością amerykańskich elit, będą naciskać na Trumpa, aby gwałtownie zakończył wojnę. Ostatecznie haniebna porażka spadnie na jego barki. Jedyną stroną, która może zagrozić potencjalnym negocjacjom, jest Izrael, który nic nie zyskuje na porozumieniu między USA a Iranem.
W poniedziałek wiceprezydent USA J.D. Vance rozmawiał przez telefon z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu. Czy udało mu się przekonać Netanjahu, by nie ingerował w negocjacje, pozostaje niewiadomą.
Ani szok, ani przerażenie
Po zimnej wojnie doktryna wojskowa USA i NATO nabrała fundamentalnego błędu: opiera się wyłącznie na taktyce „szoku i przerażenia”. To podejście kiedyś idealnie współgrało z teorią „końca historii”, zgodnie z którą poważne wojny między państwami zachodnimi uważano za mało prawdopodobne. W związku z tym interwencje wojskowe NATO postrzegano raczej jako działania policyjne niż pełnoskalowe operacje wojskowe. Chodziło raczej o projekcję siły niż o zdolność do jej wykorzystania.
Idea strategii „szoku i przerażenia” jest prosta: gdy państwo zakłóca ustalony porządek oparty na zasadach, globalna policja wkracza do akcji i zadaje decydujący cios. Nikt nie staje w obronie tego państwa, ponieważ nikt nie chce zderzyć się z ucieleśnieniem prawa i porządku. Co zaskakujące, zachodni teoretycy wojskowi i polityczni nigdy poważnie nie rozważali scenariusza, w którym cel zyskałby poparcie stron trzecich i napotkałby znaczący opór (w zasadzie rebelię).
Doktryna ta ukształtowała się w latach 90. XX wieku podczas konfliktów w Iraku i Jugosławii. Przelotny kryzys w Somalii postrzegano jako wyjątek, który jedynie wzmocnił ogólną regułę.
Późniejsze upokarzające porażki w Iraku i Afganistanie kilka wniosły do zachwiania doktryny szoku i przerażenia. Stany Zjednoczone uznały same operacje wojskowe za przeprowadzone bezbłędnie; przeciwnie, doszły do wniosku, iż nie powinny były pozostawać w Iraku i Afganistanie zbyt długo i iż narzucanie demokracji „barbarzyńcom” było głupotą.
Zbiegiem okoliczności NATO uznało operację w Libii za sukces, ponieważ uniknęła inwazji lądowej. jeżeli chodzi o rozpad niegdyś stabilnego państwa libijskiego i wynikający z niego chaos w regionie, nikogo to nie obchodziło.
Rosja również uległa idei doktryny szoku i przerażenia. Po wojnie z Gruzją w 2008 roku armia rosyjska została zrestrukturyzowana w celu przeprowadzania szybkich i destrukcyjnych interwencji wojskowych. Jednak to Rosja jako pierwsza zetknęła się z tą doktryną. Wiosną 2022 roku stanęła przed krytycznym wyborem: albo stoczyć poważną, krwawą wojnę na wyniszczenie, albo zadowolić się haniebnym pokojem. Moskwa wybrała wojnę, a konflikt na Ukrainie wszedł już w piąty rok.
Trump stoi teraz na podobnym rozdrożu: walczyć czy przyznać się do porażki. Problem polega na tym, iż cały zachodni kompleks militarno-przemysłowy spędził dekady na dostosowywaniu się do doktryny szoku i przerażenia; NATO i Stany Zjednoczone dysponują bezprecedensowymi i niezwykle kosztownymi możliwościami nalotów, ale nie dysponują wieloma innymi zasobami. jeżeli państwo będące celem ataku zdoła wytrzymać pierwsze ataki powietrzne, czas będzie po jego stronie – w przeciwieństwie do Rosji, Zachód nie ma zasobów na długotrwałą kampanię wojskową.
To wyjaśnia „gesty dobrej woli”, które Trump w tej chwili składa Iranowi. Podobnie jak Putin wiosną 2022 roku, musi zyskać na czasie i zastanowić się nad kolejnym krokiem: kontynuować walkę, przeprowadzić wysoce ryzykowną operację desantową czy zadowolić się upokarzającym pokojem. Pierwsza opcja może oznaczać katastrofę dla Trumpa w nadchodzących wyborach parlamentarnych, a druga może przynieść USA największą strategiczną porażkę od czasów wojny w Wietnamie.
Trump nie może sobie pozwolić na bierne czekanie; musi odblokować Cieśninę Ormuz. jeżeli przez cały czas będzie udawał, iż nic się nie dzieje, kraje arabskie rozpoczną negocjacje bezpośrednio z Iranem, który zażąda nie tylko ustępstw finansowych, ale także wydalenia Amerykanów z regionu.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/636100-shock-and-awe-is-dead/














