Zatoka Ameryki już jest. Jezioro Ameryki też. Do kompletu brakowało oceanu — i tu, jeżeli wierzyć samemu prezydentowi USA, Google Maps wreszcie przestało kiwać głową.
Donald Trump opowiedział zwolennikom na wiecu wyborczym w Karolinie Południowej, iż zadzwonił do Google z pomysłem zmiany nazwy Atlantyku. Usłyszał, iż oceany są inne, bo graniczą z wieloma krajami. Według „Washington Post” odmowę miał mu przekazać osobiście szef firmy, Sundar Pichai. Trump dodał, iż prawdopodobnie sobie odpuści, ale może zająć się Pacyfikiem.
Podobną historię przedstawił kilka dni wcześniej podczas wiecu w Georgii. W relacji z tego wystąpienia agencja dpa pisała o „przedstawicielach” Google, którym prezydent miał zaproponować przemianowanie Atlantyku lub Pacyfiku na „Ocean Trumpa”. Jak odnotowały dpa i CNN, Trump mówił wtedy, iż żartował, choć nie był to najgorszy z jego pomysłów.
Google nie potwierdził rozmowy opisanej przez „Washington Post”. Również dpa zastrzegła w swojej wcześniejszej relacji, iż nie wiadomo, czy przedstawiona przez prezydenta wymiana zdań rzeczywiście się odbyła.
Mapa po amerykańsku
Przypomnijmy tło. W styczniu 2025 roku Trump rozporządzeniem wykonawczym wprowadził nazwę Zatoka Ameryki do amerykańskiego nazewnictwa, a Google Maps zmienił oznaczenie dla użytkowników w USA. Podobnie było z jeziorem Ontario, które w sierpniu 2026 roku prezydent nakazał przemianować w amerykańskich rejestrach na „Lake America”. Pomysły sięgały też Cieśniny Ormuz, dla której proponował nazwę od własnego nazwiska.
Odmowa w sprawie oceanu brzmi więc niemal jak ostatni bastion kartograficznego umiaru. Z jednym zastrzeżeniem: argument, iż ocean „graniczy z wieloma krajami”, nie wyjaśnia wszystkiego. Zatoka Meksykańska również graniczy z więcej niż jednym państwem. Google rozwiązał to wtedy po swojemu: użytkownicy w USA widzą Zatokę Ameryki, w Meksyku — Zatokę Meksykańską, a w pozostałych krajach obie nazwy.
Można więc zapytać, dlaczego podobnego rozwiązania nie dałoby się zastosować do oceanu. Sam przykład zatoki nie przesądza jednak, iż nie byłoby innych przeszkód. Bez stanowiska Google nie wiadomo, czy problem rzeczywiście dotyczył map, czy znamy przede wszystkim anegdotę przygotowaną na potrzeby wiecu.
Kto tu kogo prowadzi za rękę
Ironia polega na tym, iż to nie dokument ani komunikat firmy, ale właśnie wiec jest głównym źródłem informacji o odmowie. Mamy opowieść prezydenta o tym, jak sprzeciwiła mu się firma, która wcześniej uwzględniła na mapach zmiany nazw zatoki i jeziora.
W tle są też relacje technologicznego giganta z Białym Domem. Pichai uczestniczył w inauguracji drugiej kadencji Trumpa, a Google przekazał milion dolarów na fundusz inauguracyjny — informował Reuters. Nie dowodzi to niczego w sprawie oceanu, ale nadaje opowieści o stanowczym „nie” dodatkowy polityczny kontekst.
Na razie więc „Ocean Trumpa” pozostaje w prezydenckiej opowieści. Ale prezydent, który zdążył już „odzyskać” zatokę i jezioro, ma jeszcze sporo wody w zapasie.
Źródła: „Washington Post”; dpa











