Trump gra atomem – czy otwiera nowy wyścig zbrojeń?

gazetakongresy.pl 2 часы назад
Donald Trump jednocześnie prowadzi wojnę z Iranem i podpisuje z Arabią Saudyjską przełomową umowę dotyczącą energetyki jądrowej. Dlaczego Biały Dom zrezygnował z dotychczasowych zabezpieczeń i jakie konsekwencje może to mieć dla bezpieczeństwa całego Bliskiego Wschodu?
Dlaczego Donald Trump zmienia reguły gry na Bliskim Wschodzie?
Administracja Donalda Trumpa po raz kolejny zaskoczyła zarówno amerykańską scenę polityczną, jak i sojuszników Stanów Zjednoczonych. W czasie, gdy konflikt z Iranem nie tylko trwa, ale staje się coraz kosztowniejszy politycznie i militarnie, Biały Dom zdecydował się podpisać przełomowe porozumienie z Arabią Saudyjską dotyczące rozwoju cywilnego programu energetyki jądrowej.
Na pierwszy rzut oka oba wydarzenia wydają się wzajemnie wykluczać. Z jednej strony Waszyngton prowadzi działania wojskowe, których jednym z głównych celów jest uniemożliwienie Iranowi rozwijania programu wzbogacania uranu. Z drugiej – zawiera umowę z innym państwem Bliskiego Wschodu, która nie zawiera ograniczeń dotyczących właśnie wzbogacania uranu. Ta pozorna sprzeczność wywołała falę pytań zarówno w Kongresie, jak i wśród ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem międzynarodowym.
Nowe otwarcie w relacjach z Arabią Saudyjską
Sednem porozumienia jest umożliwienie amerykańskim przedsiębiorstwom budowy i obsługi infrastruktury jądrowej w Arabii Saudyjskiej. To właśnie firmy ze Stanów Zjednoczonych mają odpowiadać za rozwój reaktorów oraz wsparcie technologiczne saudyjskiego programu energetyki nuklearnej.
Dla Rijadu to element znacznie szerszej strategii gospodarczej. Choć Arabia Saudyjska kojarzona jest przede wszystkim z ogromnym bogactwem wynikającym z eksportu ropy naftowej, jej gospodarka od lat pozostaje silnie uzależniona od paliw kopalnych. W ostatniej dekadzie niemal wszystkie lata kończyły się deficytem budżetowym, co skłania władze do poszukiwania nowych źródeł rozwoju.
Energetyka jądrowa ma pomóc w uniezależnieniu kraju od wyłącznego oparcia gospodarki na ropie i gazie. Jednocześnie wieloletnia umowa oznacza dla amerykańskich koncernów kontrakty liczone w dziesiątkach miliardów dolarów.
W praktyce obie strony otrzymują więc wymierne korzyści. Arabia Saudyjska zyskuje technologię umożliwiającą modernizację sektora energetycznego, natomiast Stany Zjednoczone umacniają swoją obecność gospodarczą w jednym z najważniejszych państw regionu.
Największa różnica względem wcześniejszych porozumień
Sam fakt podpisania umowy nuklearnej z państwem sojuszniczym nie jest niczym nowym. Podobne porozumienia Stany Zjednoczone zawierały już wcześniej z innymi krajami Bliskiego Wschodu. Kluczowa różnica dotyczy jednak zapisów, których… tym razem zabrakło.
Umowa podpisana w 2009 roku ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi zawierała jednoznaczny zakaz samodzielnego wzbogacania uranu. Takie ograniczenie przez lata było uznawane za podstawowy mechanizm zapobiegający rozprzestrzenianiu technologii mogących zostać wykorzystanych do budowy broni jądrowej.
Również podczas negocjacji prowadzonych zarówno przez administrację Joe Bidena, jak i podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa, zakładano, iż Arabia Saudyjska zostanie objęta podobnymi ograniczeniami.
Nowe porozumienie takiego zapisu jednak nie zawiera. To właśnie ten element wywołał największe kontrowersje w Waszyngtonie. Krytycy wskazują, iż choć w tej chwili program ma charakter wyłącznie cywilny, brak formalnych ograniczeń może w przyszłości stworzyć możliwości rozwoju bardziej zaawansowanych technologii nuklearnych.
Fot. Wikimedia Commons
Co z normalizacją relacji z Izraelem?
Przez ostatnie lata rozmowy dotyczące programu nuklearnego Arabii Saudyjskiej były nierozerwalnie związane z polityką wobec Izraela.
Kolejne administracje w Waszyngtonie uzależniały zgodę na zawarcie porozumienia od formalnego uznania Izraela przez Rijad i dołączenia Arabii Saudyjskiej do tzw. Porozumień Abrahamowych, w ramach których część państw arabskich nawiązała oficjalne stosunki dyplomatyczne z Izraelem.
To właśnie ten warunek przez długi czas pozostawał największą przeszkodą w osiągnięciu kompromisu.
Podpisana umowa nie zawiera jednak takiego zobowiązania. Dopiero po pojawieniu się krytyki Donald Trump zapewnił za pośrednictwem własnej platformy społecznościowej, iż porozumienie pozostaje uzależnione od przyszłego przystąpienia Arabii Saudyjskiej do Porozumień Abrahamowych.
Problem polega jednak na tym, iż w samym dokumencie podpisanym przez administrację nie znalazł się zapis potwierdzający taki warunek. To właśnie ta rozbieżność stała się jednym z głównych tematów dyskusji w amerykańskiej polityce.
Wojna z Iranem zmienia układ sił
Co więcej, nowa umowa została zawarta w szczególnym momencie. Konflikt z Iranem, który według pierwotnych zapowiedzi administracji miał potrwać zaledwie kilka tygodni, przeciąga się już od wielu miesięcy. Zamiast szybkiego osiągnięcia zakładanych celów sytuacja w regionie staje się coraz bardziej skomplikowana.
Iran prowadzi działania odwetowe przeciwko partnerom Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie. Utrzymujące się napięcia wpływają również na bezpieczeństwo transportu morskiego. Zamknięcie Cieśniny Ormuz oraz zagrożenie dla żeglugi na Morzu Czerwonym powodują poważne konsekwencje gospodarcze dla państw regionu, których dochody w dużej mierze zależą od eksportu surowców energetycznych. W tym kontekście porozumienie z Arabią Saudyjską można postrzegać jako próbę częściowego zrekompensowania kosztów, jakie Rijad ponosi w związku z przedłużającym się konfliktem.
Amerykańska administracja oferuje swojemu strategicznemu partnerowi projekt, którego realizacji Saudowie oczekiwali od wielu lat, jednocześnie wzmacniając wzajemne relacje polityczne.
Korzyści nie tylko geopolityczne
Jednak znaczenie porozumienia wykracza szeroko poza kwestie bezpieczeństwa energetycznego.
Po pierwsze, kontrakty realizowane przez amerykańskie przedsiębiorstwa oznaczają ogromne zyski dla krajowego przemysłu jądrowego oraz wpływy podatkowe.
Po drugie, utrzymanie bliskiego partnerstwa z Arabią Saudyjską pozostaje jednym z filarów amerykańskiej strategii na Bliskim Wschodzie. W sytuacji prowadzenia działań wojennych przeciwko Iranowi kooperacja z państwami Zatoki Perskiej nabiera jeszcze większego znaczenia.
Nie brakuje jednak również pytań dotyczących potencjalnych korzyści dla samego Donalda Trumpa i jego rodziny. Ze względu na prowadzoną przez rodzinę prezydenta działalność biznesową część komentatorów zwraca uwagę na możliwość występowania prywatnych interesów związanych z pogłębianiem relacji gospodarczych z Arabią Saudyjską. Zwolennicy prezydenta konsekwentnie odrzucają jednak zarzuty dotyczące konfliktu interesów.
Kongres dowiedział się o szczegółach niemal w ostatniej chwili
Niezadowolenie na Kapitolu wywołuje nie tylko treść samego porozumienia. Wielu parlamentarzystów podkreśla, iż Biały Dom praktycznie nie konsultował z Kongresem zapisów umowy. Część ustawodawców miała poznać jej szczegóły dopiero w momencie ich publicznego ogłoszenia.
To istotny problem, ponieważ ostateczne wejście porozumienia w życie wymaga zgody Kongresu. Najwięcej pytań dotyczy właśnie możliwości wzbogacania uranu przez Arabię Saudyjską. Wielu polityków zwraca uwagę na paradoks obecnej sytuacji. Stany Zjednoczone prowadzą działania wojskowe przeciwko Iranowi właśnie po to, aby uniemożliwić rozwój technologii wzbogacania uranu, jednocześnie zgadzając się na rozwiązania, które mogą otworzyć podobne możliwości innemu państwu regionu.
Obawy dotyczą przede wszystkim przyszłości. Arabia Saudyjska pozostaje dziś bliskim sojusznikiem Waszyngtonu, jednak sytuacja geopolityczna na Bliskim Wschodzie wielokrotnie pokazywała, iż układy polityczne potrafią zmieniać się bardzo szybko. Krytycy zastanawiają się więc, czy za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat Stany Zjednoczone nie będą musiały mierzyć się z problemem, które same pomogły stworzyć.
Rosnące koszty wojny
Jednocześnie coraz większym wyzwaniem dla administracji pozostaje sam konflikt z Iranem. Według sondaży poparcie społeczne dla wojny systematycznie spada. Wielu Amerykanów nie rozumie powodów przedłużającej się operacji ani ogromnych kosztów finansowych związanych z jej prowadzeniem. Dodatkowo rośnie liczba ofiar wśród amerykańskich żołnierzy, co jeszcze bardziej wpływa na zmianę nastrojów społecznych.
W Kongresie sprzeciw wobec działań wojennych od początku wyrażali Demokraci. Coraz częściej jednak wątpliwości pojawiają się również wśród części Republikanów, którzy krytykują nie tylko sposób prowadzenia wojny, ale także ograniczoną komunikację pomiędzy Białym Domem a ustawodawcami.
Walka o gigantyczne pieniądze
Najważniejszym narzędziem nacisku pozostają finanse. Administracja Donalda Trumpa zabiega w tej chwili o zatwierdzenie kilku pakietów finansowania obejmujących zarówno standardowy budżet Pentagonu, jak i dodatkowe środki przeznaczone na prowadzenie wojny. Łączna wartość wszystkich wniosków wynosi około 1,6 biliona dolarów. Znaczna część tych środków ma zostać przeznaczona właśnie na działania związane z konfliktem z Iranem.
To daje Kongresowi realne możliwości wywierania presji na administrację. Parlamentarzyści mogą opóźniać zatwierdzanie kolejnych transz finansowania, domagać się zmian w sposobie wydatkowania pieniędzy lub uzależniać ich przyznanie od przedstawienia bardziej szczegółowego planu zakończenia operacji wojskowej.
Choć w tej chwili większość Republikanów przez cały czas wspiera prezydenta, choćby niewielka grupa polityków może odegrać znaczącą rolę podczas głosowań, zwłaszcza przy bardzo niewielkiej przewadze partii w obu izbach Kongresu.
Republikanie przed trudnym okresem
Szczególnie wymagające miesiące czekają przewodniczącego Izby Reprezentantów Mike’a Johnsona oraz republikańskich kongresmenów.
Przed letnią przerwą parlamentarzyści wracają do swoich okręgów wyborczych, gdzie spotkają się z wyborcami. Rosnące ceny paliwa, żywności oraz nawozów stają się dla wielu Amerykanów znacznie ważniejszym tematem niż geopolityczne rozgrywki na Bliskim Wschodzie.
Jednocześnie część republikańskich polityków obawia się, iż Biały Dom koncentruje się przede wszystkim na realizacji własnych priorytetów, nie zawsze uwzględniając polityczne konsekwencje dla całej partii przed zbliżającymi się wyborami do Kongresu.
Jeżeli Republikanie utracą kontrolę nad choć jedną z izb, znaczna część działań Donalda Trumpa może w przyszłości zostać znacznie łatwiej odwrócona przez kolejnego prezydenta. Dlatego dla wielu kongresmenów najważniejsze staje się przekształcenie obecnych decyzji administracji w trwałe rozwiązania ustawowe.
Porozumienie z Arabią Saudyjską oraz wojna z Iranem pokazują, iż administracja Trumpa coraz śmielej redefiniuje amerykańską politykę na Bliskim Wschodzie. Jednocześnie każda kolejna decyzja zwiększa napięcia nie tylko w regionie, ale również w samym Waszyngtonie, gdzie pytania o bezpieczeństwo, koszty wojny i przyszłość amerykańskich sojuszy stają się coraz trudniejsze do zignorowania.
Fot. nagłówka: rawpixel.com
Читать всю статью