Z relacji uczestników posiedzenia wynika, iż atmosfera w klubie była od samego początku bardzo gęsta. Część posłów od tygodni sygnalizowała rosnące niezadowolenie z kierunku, w jakim prowadzone jest zaplecze sejmowe Polski 2050. Gdy na stole pojawił się podpisany przez 10 osób wniosek o odwołanie Pawła Śliza, emocje przeszły z szeptów na otwarty konflikt.
Wojna w Polsce 2050 trwa w najlepsze
Grupa parlamentarzystów postanowiła zakwestionować przywództwo swojego szefa, ale – zgodnie z obowiązującymi zasadami – najpierw trzeba było zebrać odpowiednią większość. Obecny regulamin wymaga bowiem, by odwołanie przewodniczącego poparło co najmniej 3/5 członków klubu. Tyle głosów buntownicy nie mieli.
Jak podaje Onet, jeszcze zanim doszło do ewentualnej próby odsunięcia szefa, padła propozycja zmiany samego regulaminu – tak, by próg do odwołania przewodniczącego obniżyć. To właśnie ten manewr miał otworzyć drogę do skutecznej wymiany lidera. Do żadnego głosowania jednak nie doszło. Paweł Śliz skorzystał z przysługujących mu uprawnień i zamknął posiedzenie, przerywając dyskusję w momencie, gdy napięcie sięgnęło sufitu.
Dwie Polski 2050 pod jednym szyldem
Już wcześniej w partii narastał konflikt między tymi, którzy wolą spokojne, "techniczne" zarządzanie klubem, a grupą posłów domagających się bardziej podmiotowej roli w koalicji i wyrazistego kursu politycznego.
Dla części parlamentarzystów obecny model funkcjonowania klubu jest zbyt scentralizowany, a decyzje zapadają w wąskim gronie. Inni podkreślają, iż w czasie, kiedy rząd mierzy się z kryzysem bezpieczeństwa i napięciami społecznymi, opozycyjny projekt centrowy nie może pozwolić sobie na obraz rozbitej, kłócącej się formacji.
Oznacza to, iż pod szyldem jednej partii funkcjonują dziś co najmniej dwa światy: lojalne wobec obecnego kierownictwa skrzydło, które broni Pawła Śliza jako gwaranta stabilności w Sejmie, oraz rosnąca grupa posłów przekonanych, iż bez zmiany stylu przywództwa klub ugrzęźnie w wewnętrznych sporach i utraci polityczną dynamikę.














