Zachód, Rosjanie, Polacy – demografia, lęk i wojny schyłkowych cywilizacji

dakowski.pl 5 часы назад

Zachód, Rosjanie, Polacy

– demografia, lęk

i wojny schyłkowych cywilizacji

Zbigniew Jacniacki zbigniewjacniacki/rosjanie-polacy-demografia-lek-i-wojny

Przeanalizowałem jeden z tekstów z rosyjskojęzycznej blogosfery.


Przedstawia on konflikt rosyjsko-zachodni jako walkę o biologiczne i cywilizacyjne przetrwanie. Wojna przestaje być w nim operacją polityczną, a staje się starciem ostatecznym: „albo my, albo nas”. Zachód zostaje ukazany jako siła dążąca do rozbicia i unicestwienia Rosji, zaś Ukraina jako narzędzie większego projektu prowadzonego przez struktury zachodnie i technologiczne. Analizując ten tekst, nie zatrzymuję się na nazwiskach, państwach czy ideologiach. Interesuje mnie głębsza struktura – sposób, w jaki zbiorowa świadomość buduje rzeczywistość, gdy traci poczucie sensu własnego istnienia, bowiem każda wspólnota jest formą – strukturalnym wyrazem zbiorowej świadomości, która manifestuje się w instytucjach, demografii i sposobie opowiadania o sobie

Mechanizm oblężonej twierdzy

Najważniejsze w tym tekście nie są choćby oskarżenia wobec Zachodu, ale sposób budowania obrazu świata. Pojawia się mechanizm oblężonej twierdzy: „wszyscy przeciw nam”, „nie mamy sojuszników”, „świat chce naszego końca”. Taka narracja tworzy zamknięty układ psychiczny, w którym każda informacja wzmacnia wcześniejsze przekonania. jeżeli ktoś pomaga – robi to tylko chwilowo i cynicznie. jeżeli ktoś krytykuje – potwierdza istnienie spisku. jeżeli ktoś pozostaje neutralny – jest ukrytym wrogiem.

W tym sensie tekst odsłania coś głębszego niż konflikt militarny. Pokazuje kryzys sensu zbiorowego. Gdy wspólnota traci zdolność budowania pozytywnej wizji własnej przyszłości, zaczyna organizować swoją tożsamość wokół zagrożenia. Wtedy wojna przestaje być środkiem politycznym, a staje się fundamentem istnienia. Społeczeństwo potrzebuje wroga, ponieważ bez niego musiałoby zadać sobie pytanie: „po co adekwatnie istniejemy?”.

Dlatego autor nie zatrzymuje się na obronie państwa. Idzie dalej – w stronę logiki totalnej. Skoro przeciwnik rzekomo chce zabić „wszystkich”, to wszystko staje się dozwolone: terror, zemsta, mord polityczny, ataki na cywilów. Pojawia się charakterystyczny moment psychologiczny: odhumanizowanie przeciwnika. Nie ma już ludzi, są „hieny”, „szakale”, „hordy”, „kundle”. Taki język nie jest przypadkiem. Przygotowuje świadomość zbiorową do akceptacji przemocy bez granic.

Jednocześnie tekst odwołuje się do mitu dawnej wielkości i przekonania, iż Rosjanie przez cały czas posiadają potencjał zdolny przeciwstawić się całemu Zachodowi.

Współczesne konflikty coraz rzadziej są jedynie sporami o granice czy surowce. Coraz częściej stają się przejawem głębszego kryzysu świadomości zbiorowej, która traci poczucie sensu własnego istnienia. W takich momentach wojna zaczyna pełnić funkcję psychologiczną i egzystencjalną.

Demografia jako energia cywilizacyjna

Jedną z najbardziej nierealistycznych tez tekstu jest przekonanie, iż demografia Rosji posiada potencjał pozwalający myśleć kategoriami globalnego hegemona.

Na początku XX wieku Imperium Rosyjskie rzeczywiście było ludniejsze niż USA. Dziś proporcje całkowicie się odwróciły: Stany Zjednoczone mają ponad 340 milionów mieszkańców, a Rosja około 140 milionów i od dekad pozostaje w kryzysie demograficznym.

To problem znacznie głębszy niż statystyka. Malejąca liczba urodzeń, wysoka śmiertelność mężczyzn, emigracja młodych i starzenie się społeczeństwa oznaczają osłabienie biologicznej podstawy państwa.

Rosja coraz bardziej przypomina ogromne terytorium z relatywnie niewielką populacją. Same zasoby i przestrzeń nie tworzą trwałej siły cywilizacyjnej.

Lustro peryferii: Polska i Turcja*

„Czy my również nie uciekamy w narracje o dziejowej misji, o »przedmurzu«, o wyjątkowym cierpieniu – dokładnie wtedy, gdy nasz realny potencjał rozwojowy słabnie?”

Na początku lat 60. XX wieku Polska i Turcja miały podobną liczbę ludności — około 30 milionów mieszkańców. Dziś Polska oscyluje wokół 37–38 milionów, podczas gdy Turcja przekroczyła 85 milionów.

Przez sześćdziesiąt lat Polska praktycznie zatrzymała się demograficznie, a Turcja stworzyła ogromną, młodą i dynamiczną bazę społeczną. Dlatego Ankara prowadzi coraz bardziej samodzielną politykę regionalną i technologiczną, podczas gdy Polska coraz częściej pełni rolę peryferyjnego elementu większych struktur.

Zarówno u Rosjan, jak i u nas widoczna jest tendencja do życia pamięcią dawnej wielkości. Im słabszy staje się realny potencjał biologiczny wspólnoty, tym silniejsze bywają narracje o historycznej misji i walce o przetrwanie.

W tej perspektywie demografia przestaje być wyłącznie statystyką ekonomiczną. Staje się jednym z najważniejszych wskaźników energii cywilizacyjnej wspólnoty.

Społeczeństwo zdolne do reprodukcji biologicznej, przyciągania ludzi i tworzenia atrakcyjnego modelu życia posiada potencjał rozwojowy. Społeczeństwo starzejące się, żyjące nostalgią i tracące zdolność przyciągania własnych młodych coraz częściej zaczyna kompensować swoją słabość mitologią dawnej potęgi.

Wysoka śmiertelność, niska dzietność i emigracja młodych nie są jedynie problemami społecznymi. Są sygnałem, iż wspólnota traci zdolność tworzenia przestrzeni dającej ludziom poczucie sensu, bezpieczeństwa i przyszłości.

Apokalipsa jako mechanizm obronny

Dlatego ogromne, wyludniające się przestrzenie stają się symbolem czegoś więcej niż kryzysu demograficznego. Pokazują osłabienie zdolności organizacyjnej i twórczej danej cywilizacji. Państwo próbujące zarządzać gigantycznym obszarem przy pomocy archaicznych metod opartych głównie na przymusie i mobilizacji zużywa coraz więcej energii na samo podtrzymywanie własnej struktury.

Współczesny świat coraz mniej przypomina epokę imperiów XIX wieku. Dawniej przewagę dawała sama masa: liczba ludzi, przestrzeń i zdolność rzucenia ogromnych armii przeciw przeciwnikowi.

Dziś o sile państw decydują obok „masy” w coraz większym stopniu elementy jakościowe: technologie, organizacja, jakość instytucji, zdolność współpracy oraz atrakcyjność modelu życia.

Wspólnota wyczerpana biologicznie i psychicznie, oparta głównie na lęku, traumie i narracji oblężenia, ma coraz większy problem z tworzeniem nowoczesnej siły cywilizacyjnej. Zamiast budować atrakcyjną przyszłość, zaczyna rekompensować słabnącą dynamikę mobilizacją, konfliktem i mitologią historyczną.

Dlatego apokaliptyczne narracje o „walce z całym światem” bardzo często są mechanizmem obronnym wspólnot, które podświadomie zaczynają odczuwać własny schyłek.

Im bardziej dana forma zbiorowa kurczy się biologicznie i demograficznie, tym bardziej rozrasta się w sferze wyobrażeń i mitów. Pojawiają się opowieści o „dziejowej misji”, „ostatecznej walce”, „obronie cywilizacji” i „oblężonej twierdzy”.

W rzeczywistości są one często próbą ukrycia głębokiego lęku przed utratą znaczenia i stopniowym zanikiem własnej energii rozwojowej.

Z punktu widzenia spokojnej obserwacji analizowany tekst jest więc nie tylko manifestem politycznym. Jest również zapisem świadomości wspólnoty, która próbuje zatrzymać proces własnego osłabienia poprzez mobilizację emocjonalną, konflikt i mitologię przeszłości.

Prawdziwa siła cywilizacyjna nie wynika dziś z gotowości do poświęcania kolejnych milionów ludzi w imię dawnych symboli. Wynika ze zdolności tworzenia życia: budowania przestrzeni rozwoju, harmonii, stabilności i nowych jakości.

Wspólnocie, która nie potrafi zatrzymać odpływu własnych obywateli ani odbudować własnej dynamiki biologicznej, coraz trudniej nie tylko narzucać swoją wolę reszcie świata, ale choćby wkomponowywać się w całość ludzkości ze swoją propozycją wizji świata. A wojenna retoryka staje się wtedy nie tyle dowodem siły, ile dramatyczną próbą ukrycia własnego kryzysu.

Zbigniew Jacniacki

Читать всю статью