Война без войны. Готова ли Польша к новым угрозам?

gazetakongresy.pl 12 часы назад
7 października mieszkańcy Federacji Rosyjskiej świętowali urodziny Władimira Putina. Ekspertów od stosunków międzynarodowych i bezpieczeństwa narodowego skłoniło to do podsumowań dotychczasowych działań prezydenta Rosji na froncie w Ukrainie, ale także podtrzymywania stosunków z prezydentem Stanów Zjednoczonych – Donaldem Trumpem. Jednak jak w obliczu narastających napięć na arenie międzynarodowej wygląda sytuacja Polski?
Jakie plany ma rząd, jakie plany ma opozycja?
Od października 2025 r. coraz częściej słyszymy o powrocie obowiązkowej służby wojskowej, zawieszonej od 2009 r. Do tematu powróciło Prawo i Sprawiedliwość 26.09.2026 r., kiedy na Kongresie Armii w Stalowej Woli przedstawiło swoją wizję na organizację obowiązkowych szkoleń w założeniach tzw. Narodowego Programu Gotowości Obronnej. W charakterze obietnic wyborczych na nadchodzące w 2027 r. wybory parlamentarne, Mariusz Błaszczak stwierdził, iż „skuteczne odstraszanie wroga wymaga przygotowania szerszej części społeczeństwa do reagowania na zagrożenia”.
Fot. Radio Leliwa
Najbardziej wyrazistą propozycją jest obowiązkowy, 16-dniowy kurs dla mężczyzn w wieku 19 lat. Według Błaszczaka system miałby umożliwiać przeszkolenie około 200 tys. osób rocznie. Podstawą wojskowej części programu byłyby rozwiązania stosowane w Wojskach Obrony Terytorialnej. Kursy miałaby obejmować przede wszystkim: naukę posługiwania się bronią, zajęcia taktyczne, zagadnienia z medycyny pola walki. Natomiast na zakończenie dla uczestników przewidziana byłaby tzw. „pętla taktyczna”, czyli praktyczne sprawdzenie nabytych umiejętności. Jednak jest to jedynie jeden z filarów programu. Kolejnym aspektem miałaby być Aktywna Rezerwa Rzeczypospolitej „oparta na kontraktach zawieranych z ochotnikami w określonych specjalizacjach. Propozycja przewiduje 15 specjalizacji, regularne ćwiczenia oraz określoną dyspozycyjność. Rezerwa miałaby własne dowództwo i organizację zbliżoną do WOT, przy zachowaniu odrębności Wojsk Obrony Terytorialnej” – jak wspomina portal Defence 24.
Ponadto istotnie podkreślony został wątek rozbudowy rodzimego przemysłu zbrojeniowego. Jednocześnie nie zabrakło krytyki programu SAFE, co poniekąd podkreśla niekonsekwencję posłów PiS. Jak podaje rząd Donalda Tuska, środki z pożyczki przeznaczane są na zakupy konkretnego sprzętu, w tym na modernizację infrastruktury transportowej czy nowe systemy antydronowe.
Co na to Ministerstwo Obrony Narodowej?
Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podczas Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie ostrzegł przed rosnącą eskalacją rosyjskich działań hybrydowych i wezwał przedsiębiorców do inwestowania w obronność. Zapowiedział kolejne dotacje dla Ukrainy, przegląd strategiczny Wojska Polskiego oraz wykorzystanie 44 mld euro z unijnego programu SAFE.
Fot. MON/Facebook
Stanowczo potwierdził, iż w polskim interesie leży konsekwentne wspieranie Ukrainy, w tym przekazywanie polskich zasobów z magazynów (np. rakiet czy pocisków). Pomoc ta jest szczególnie istotna w obliczu działań hybrydowych prowadzonych przez Rosję na terenie Europy Środkowej, obejmujących zakłócenie GPS, uszkodzenia kabli na Bałtyku oraz upadki dronów.
Dużą nadzieję na polepszenie standardów polskiej armii rząd dostrzega w programie SAFE (44 mld euro na zakupy dla wojska), ale też w inwestycjach przedsiębiorców. Szef MON wskazał przedsiębiorcom obszary, w których widzi największy potencjał dla polskiego przemysłu i technologii dual-use. Jak podkreśla, są to drony oraz sztuczna inteligencja. Rząd widzi w tym model podwójnych korzyści idący w parze z większymi standardami sprzętowymi w armii oraz rozwojem polskiego przemysłu.
W oderwaniu od obietnic konferencyjnych, MON przez cały czas w głównej mierze skupia się na programach szkoleniowych: wGotowości, Edukacja z Wojskiem czy Trenuj z wojskiem. Dużą falą społecznej krytyki obarczony jest natomiast poziom realizacji założeń ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej.
„Armia na wojnę, nie na defiladę” – spór o model sił zbrojnych
Jednym z najbardziej wyrazistych głosów w debacie jest raport „Armia na wojnę, nie na defiladę” autorstwa think-tanku „Rozwój Plus”. Jego autorzy przekonują, iż sama liczebność armii, wysoki budżet i nowoczesny sprzęt nie przesądzają jeszcze o wartości bojowej państwa. „Same pęczniejące budżety i błyszczący sprzęt nie wystarczą” – czytamy w dokumencie, który za najważniejsze uznaje tempo wdrażania innowacji, sprawność dowodzenia, odporność administracji oraz gotowość całego społeczeństwa, a nie tylko żołnierzy. Raport postuluje odejście od wizji bezpieczeństwa jako „usługi” świadczonej wyłącznie przez państwo i zawodową armię na rzecz modelu, w którym obrona staje się wspólnym zadaniem wojska, samorządów, firm i obywateli. Połączone jest to z krytyką płynącą ze środowisk wojskowych, które ostrzegają, iż „medialne defilady nie mają znaczenia na prawdziwym polu walki”, a gigantyczne zakupy sprzętu mogą obciążać przyszłe pokolenia bez spójnej strategii ich wykorzystania.
Fot. K. Kawczyńska/ Kancelaria Sejmu
Wojna, która już trwa: front informacyjny i hybrydowy
Zamiast pytać, czy Polska jest przygotowana na przyszłą wojnę, coraz częściej mówi się o wojnie na nowych frontach. Analizy ataku dronów z września 2025 roku pokazują, iż był to atak symultaniczny – w przestrzeni realnej i wirtualnej. Jak ujął to Michał Fedorowicz na łamach „Polityki”: „O ile militarnie i politycznie z atakiem dronów się uporaliśmy, o tyle w internecie polegliśmy”. Z analizy 200 tysięcy komentarzy wynikało, iż najwięcej osób (38 proc.) skłaniało się ku narracji, iż drony mogły być „ukraińską prowokacją”, a Rosję jako winnego wskazywało dopiero 34 proc. respondentów. To pokazuje, iż kluczowym „frontem” staje się odporność informacyjna społeczeństwa, a nie tylko zdolność do zestrzeliwania obiektów w powietrzu. W tym kontekście publicyści coraz częściej mówią o „stanie wojny bez wojny”. Opisuje ono rzeczywistość, w której cyberataki, sabotaż, dezinformacja są codziennością, a przekroczeniem progu wojny może być „zmasowany atak cybernetyczny zakłócający systemy bankowe i energetyczne”.
Fot. RMF 24
Podobny pogląd podtrzymał gen. Tomasz Drewniak w rozmowie dla tygodnika „Polityka”. Stwierdził, iż skuteczne przygotowanie militarne Polski na wyzwania XXI wieku i nowe fronty walki nie może opierać się wyłącznie na zakupach nowoczesnego sprzętu czy powiększaniu budżetu obronnego. Jak zauważa gen. Tomasz Drewniak, najważniejsze stają się „rezerwy” – zarówno amunicji, której brakuje, jak i wyszkolonych ludzi. Natomiast wojnę należy postrzegać jako „maraton, a nie sprint”. Prawdziwym wyzwaniem na nowych frontach (w tym w cyberprzestrzeni i wymiarze dronowym) jest bowiem włączenie w system obronny całego społeczeństwa. Obecna „znieczulica” i brak świadomości obywateli wymagają pilnej zmiany mentalności i inwestycji w obronę pasywną (taką jak schrony). Ostatecznie więc, jak sugerują eksperci, o przyszłym bezpieczeństwie Polski zadecyduje nie tylko nowoczesna armia, ale przede wszystkim przełamanie partyjnych kłótni oraz zbudowanie powszechnej, obywatelskiej odporności na realne, rosyjskie zagrożenie.
Co czeka nas w przyszłości?
Przyszłość bezpieczeństwa Polski będzie zależeć od tego, czy obecne deklaracje polityczne zostaną przełożone na konkretne i długofalowe działania. Rosnące zagrożenie ze strony Rosji pokazuje, iż przygotowanie do ewentualnego konfliktu nie może ograniczać się wyłącznie do zwiększania wydatków na zbrojenia czy zakupu nowoczesnego sprzętu. Równie ważne są szkolenie obywateli, rozwój rezerw wojskowych, ochrona infrastruktury krytycznej oraz budowanie odporności na dezinformację i cyberataki.
Niezależnie od różnic między rządem a opozycją, bezpieczeństwo państwa powinno być wspólnym celem, wymagającym współpracy ponad podziałami politycznymi. Ostatecznie o zdolności Polski do reagowania na kryzysy zdecydują nie tylko możliwości jej armii, ale także przygotowanie instytucji publicznych i świadomość samych obywateli. Pozostaje więc pytanie, czy jako państwo potrafimy odpowiednio wcześnie wyciągnąć wnioski z wydarzeń rozgrywających się za naszą wschodnią granicą i przygotować się na zagrożenia, zanim staną się one bezpośrednim niebezpieczeństwem.
Fot. nagłówka: PAP/Radek Pietruszka
Читать всю статью