Niedawna interwencja militarna Stanów Zjednoczonych w Wenezueli, przedstawiana jako narodziny „doktryny Donroe”, miała być pokazem siły i determinacji Waszyngtonu w odzyskiwaniu wpływów na zachodniej półkuli. Jednakże, skupiając się na symbolicznym geście obalenia reżimu Nicolása Maduro, strategia ta zdaje się ignorować znacznie głębsze i bardziej złożone realia gospodarcze, które ukształtowały się w Ameryce Łacińskiej w ciągu ostatnich dwóch dekad. Analiza oparta wyłącznie na retoryce siły i konfrontacji pomija najważniejszy fakt: Chiny, poprzez konsekwentną politykę handlu i inwestycji, zbudowały w regionie pozycję tak silną, iż próba jej podważenia dzięki militarnej presji wydaje się z góry skazana na niepowodzenie.
Doktryna Donroe: Siła przeciw handlowi
„Doktryna Donroe”, czerpiąca inspirację z XIX-wiecznej doktryny Monroe, w swojej nowej odsłonie jest otwarcie antychińska. Jej zwolennicy w otoczeniu Donalda Trumpa postrzegają Amerykę Łacińską jako pole bitwy, na którym należy powstrzymać rosnącą potęgę Pekinu. Jednakże, podczas gdy Waszyngton sięga po narzędzia z epoki “polityki kanonierek“, Chiny od lat stosują znacznie subtelniejszą i skuteczniejszą strategię – siłę gospodarczą.
W 2024 roku wartość wymiany handlowej Chin z Ameryką Łacińską przekroczyła 500 miliardów dolarów, co stanowi 35-krotny wzrost od 2001 roku.
Prognozy na 2035 rok mówią choćby o 700 miliardach. To nie są puste liczby, ale gęsta sieć powiązań, od której zależy dobrobyt milionów ludzi i stabilność wielu gospodarek w regionie.
Wenezuela: Symboliczny gest czy strategiczny błąd?
Z perspektywy relacji chińsko-latynoamerykańskich, skupienie się na Wenezueli jako kluczowym punkcie strategii osłabiania Chin wydaje się być poważnym błędem w ocenie sytuacji. Chociaż Wenezuela, wraz z Iranem, jest istotnym dostawcą ropy naftowej dla Chin, jej znaczenie w ogólnym bilansie handlowym Pekinu z regionem jest marginalne w porównaniu z gospodarkami, takimi jak Brazylia, Chile czy Peru. Interwencja w Caracas, choć spektakularna medialnie, nie narusza fundamentów chińskiej obecności w Ameryce Łacińskiej. Co więcej, pokazuje ona reszcie regionu, iż Stany Zjednoczone wciąż postrzegają go przez pryzmat siłowej interwencji, co stoi w jaskrawym kontraście do chińskiej narracji o współpracy „win-win”, inicjatywami, jak BRICS, czy Belt & Road.
Prawdziwa siła Chin: Brazylia, Chile i Peru
Faktyczna potęga gospodarcza Chin w regionie opiera się na solidnych fundamentach zbudowanych z największymi gospodarkami kontynentu. Chiny są już głównym partnerem handlowym dla Brazylii, Chile i Peru, wyprzedzając w Ameryce Południowej Stany Zjednoczone. Brazylia wysyła do Chin 28% swojego eksportu, w porównaniu do zaledwie 13% do USA. Dla Chile, chiński rynek jest absolutnie najważniejszy – trafia tam na przykład 90% eksportu chilijskich wiśni.

W Peru, chińska firma Cosco Shipping wybudowała i zarządza strategicznym portem Chancay, który skrócił czas transportu do Azji o 12 dni i już w pierwszym roku przyniósł ponad 200 milionów dolarów dodatkowych wpływów podatkowych. To są konkretne, obopólne korzyści, a nie ideologiczne sojusze. Chińskie inwestycje, szacowane na 650 miliardów dolarów, koncentrują się w kluczowych dla rozwoju sektorach: energetyce, górnictwie, infrastrukturze i odnawialnych źródłach energii, cementując długoterminową zależność.
![]()
Zbudowany przez Chiny port Chancay w Peru rozpoczyna pracę
![]()
Dlaczego wypchnięcie Chin jest niemożliwe?
Próba wyparcia Chin z Ameryki Łacińskiej dzięki „doktryny Donroe” jest nierealistyczna z kilku powodów. Po pierwsze, kraje regionu, zmęczone historyczną hegemonią USA, cenią sobie dywersyfikację partnerów i nie zrezygnują z lukratywnych relacji z Pekinem tylko dlatego, iż życzy sobie tego Waszyngton. Rynek amerykański nie jest w stanie wchłonąć produkcji, która w tej chwili trafia do Chin. Po drugie, chińskie zaangażowanie jest głęboko zakorzenione w lokalnych gospodarkach. Nagłe zerwanie tych więzi oznaczałoby dla wielu państw katastrofę gospodarczą. Po trzecie, Chiny dysponują szerokim wachlarzem narzędzi odwetowych, od ograniczenia dostaw metali rzadkich po działania wymierzone w amerykańskie firmy. Doświadczenia wojny handlowej trwającej od 2018 roku pokazały, iż Waszyngton ma ograniczone możliwości narzucania swojej woli Pekinowi.
Nowy porządek w „amerykańskim ogródku”
Wygląda na to, iż Stany Zjednoczone, koncentrując się na przestarzałej polityce siły, przespały moment, w którym ich „podwórko” przestało być ich wyłączną strefą wpływów. Chiny, działając cierpliwie i pragmatycznie, stały się nie tylko konkurentem, ale dla wielu państw regionu partnerem bardziej przewidywalnym i solidniejszym niż niestabilny politycznie Waszyngton. Zamiast próbować odwrócić bieg historii dzięki gróźb i interwencji, bardziej pragmatycznym podejściem dla USA byłaby próba współpracy z Chinami w Ameryce Łacińskiej. Jednak „doktryna Donroe” zdaje się wykluczać taki scenariusz, pchając region w stronę dalszej rywalizacji, w której pozycja USA wcale nie jest tak silna, jak mogłoby się wydawać.
Źródła:
- The Diplomat, „The US Cannot Push China out of Latin America”
- Chatham House, „Attack on Venezuela highlights growing US–China rivalry in Latin America”
- South China Morning Post, „The US has played its hand in Latin America. Will China’s firms there cash out?”
- Council on Foreign Relations, „China’s Growing Influence in Latin America”
- Americas Quarterly, „China’s New Playbook for Latin America”
- Nikkei Asia, „’Donroe Doctrine’ aims to weaken China, Trump’s inner circle says”
Leszek B. Ślazyk
e-mail: [email protected]
© www.chiny24.com







