Европа – Китай: ястребиная версия построения отношений Старого Континента с Поднебесной

chiny24.com 2 часы назад
Zdjęcie: 18 czerwca w Brukseli, europejscy przywódcy omawiali nową strategię wobec Chin pod hasłem „globalnych nierównowag makroekonomicznych i ich wpływu na konkurencyjność oraz dobrobyt Europy”.


Unia Europejska coraz wyraźniej zmienia język, którym opisuje relacje z Chinami. Jeszcze niedawno w Brukseli najchętniej mówiono o współpracy klimatycznej, wielostronnym handlu, zielonej transformacji i „de-riskingu”, czyli ograniczaniu ryzyk bez zrywania więzi gospodarczych. Teraz te same pojęcia artykułowane sę przez polityków europejskich w znacznie twardszej formie. Klimat staje się narzędziem polityki handlowej, handel — elementem bezpieczeństwa gospodarczego, a zielona transformacja — polem ostrej konkurencji przemysłowej.

Według relacji South China Morning Post, przywódcy państw Unii Europejskiej, którzy spotkali się w czwartek 18 czerwca w Brukseli, omawiali nową strategię wobec Chin pod hasłem „globalnych nierównowag makroekonomicznych i ich wpływu na konkurencyjność oraz dobrobyt Europy”. Brzmi technokratycznie, wręcz niewinnie. Ale właśnie w tym języku kryje się sedno sprawy. W unijnej dyplomacji coraz częściej o Chinach mówi się bez wypowiadania słowa „Chiny”. Nie dlatego, iż problem jest marginalny. Przeciwnie — dlatego, iż jest zbyt duży, zbyt politycznie drażliwy i zbyt trudny, by zastosować proste rozwiązania.

Z jednej strony Europa nie chce otwartej konfrontacji z Pekinem. Z drugiej — coraz trudniej udawać, iż dotychczasowy model współpracy działa. Chiński eksport nie jest już kojarzony wyłącznie z tanimi produktami codziennego użytku. Coraz częściej chodzi o samochody elektryczne, baterie, panele fotowoltaiczne, maszyny, urządzenia medyczne, elektronikę, komponenty przemysłowe i całe segmenty zielonej gospodarki. A więc dokładnie te sektory, na których Europa chciałaby – deklaratywnie – oprzeć swoją przyszłą konkurencyjność.

Nowe słowo-klucz: nierównowaga

Oficjalne dane Komisji Europejskiej pokazują skalę problemu. Dwustronny handel towarami między UE a Chinami wyniósł w 2024 roku około 732 mld euro. Chiny pozostają dla Unii drugim partnerem w handlu towarowym po Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie deficyt UE w handlu towarowym z Chinami wzrósł w 2025 roku do 359,9 mld euro. Bruksela eksportowała do Chin towary za 199,5 mld euro, a importowała z Chin za 559,5 mld euro.

W praktyce oznacza to deficyt rzędu niemal miliarda euro dziennie.

Takie liczby same w sobie nie muszą jeszcze oznaczać kryzysu. Handel międzynarodowy rzadko jest idealnie symetryczny. Problem polega na tym, iż deficyt handlowy zbiega się z obawą o utratę bazy przemysłowej. jeżeli Europa importuje coraz więcej zaawansowanych produktów, a jednocześnie traci zdolność ich konkurencyjnego wytwarzania, wtedy kwestia bilansu handlowego przestaje być tylko statystyką. Staje się pytaniem o przyszłość fabryk, miejsc pracy, technologii i wpływów politycznych.

Dlatego w Brukseli coraz częściej pojawia się pojęcie „nadmocy produkcyjnych” Chin (sic!). Pekin stanowczo je odrzuca. Chińscy urzędnicy odpowiadają, iż jeżeli konkurencyjny eksport z Chin nazywany jest „nadprodukcją”, to równie dobrze za nadprodukcję można by uznać europejski eksport samochodów, win, kosmetyków, leków czy dóbr luksusowych. Ten argument, dotkliwie racjonalny, zwłaszcza w przypadku Niemiec, które na eksporcie do Chin przez dekady mogły nie dbać o wydatki budżetowe, nie jest przypadkowy. Chiny próbują pokazać, iż spór nie dotyczy ekonomicznej obiektywności, ale politycznego punktu widzenia.

Kiedy przewagę ma Europa, mówi się o jakości, marce i wolnym handlu. Kiedy przewagę uzyskują Chiny, coraz częściej mówi się o subsydiach, ryzyku systemowym i konieczności ochrony rynku.

To nie znaczy, iż europejskie obawy są bezpodstawne. Państwowy model wspierania przemysłu, dostęp do tańszego finansowania, skala rynku wewnętrznego, lokalne programy wsparcia i zdolność do budowania całych ekosystemów produkcyjnych dały Chinom przewagi, którym europejskie firmy nie są w stanie łatwo sprostać. Problem w tym, iż Europa przez lata korzystała z tych przewag jako konsument, importer i inwestor. Teraz odkrywa, iż rachunek wystawiany jest także europejskim producentom.

Cła na auta były tylko początkiem

Najbardziej widocznym polem sporu stały się samochody elektryczne. Komisja Europejska już wcześniej rozpoczęła działania przeciwko importowi chińskich aut EV, wskazując na subsydia i nierówne warunki konkurencji. Na Chiny24.com pisaliśmy o tym szerzej w tekście „Karne” cła na chińskie auta elektryczne, zwracając uwagę, iż europejska reakcja może uderzyć nie tylko w chińskie marki, ale także w europejskich konsumentów oraz zachodnie firmy produkujące samochody w Chinach.

Dziś widać, iż ten spór był raczej początkiem niż wyjątkiem. Unia Europejska testuje granice własnej polityki ochronnej. Z jednej strony chce powstrzymać napływ tańszych chińskich produktów w strategicznych sektorach. Z drugiej nie może sobie pozwolić na pełne odcięcie od chińskich dostaw, ponieważ wiele gałęzi europejskiej gospodarki przez cały czas jest od nich zależnych.

To właśnie dlatego w unijnych dokumentach tak często pojawia się formuła „de-risking, not decoupling”. Nie chodzi o zerwanie relacji z Chinami, ale o zmniejszenie ryzyk. Brzmi rozsądnie. Tyle iż w praktyce jest to zadanie znacznie trudniejsze niż może to wynikać z buńczucznych politycznych deklaracji. O zależnościach świata od chińskich łańcuchów dostaw pisaliśmy już w tekście „Chiny a reszta świata, czyli kto od kogo jest zależny”. Ten problem nie zniknął. Przeciwnie, w wielu branżach stał się jeszcze bardziej widoczny.

Europa chciałaby jednocześnie ograniczać zależność od Chin, utrzymać tani import, chronić własny przemysł, przyspieszyć zieloną transformację i nie prowokować wojny handlowej. Każdy z tych celów można zrozumieć osobno. Razem tworzą jednak układ sprzeczności, z którego trudno wyjść bez kosztów.

Klimat przestaje być neutralny

Nowym elementem tej układanki jest klimat. Przez lata polityka klimatyczna Unii Europejskiej była przedstawiana przede wszystkim jako projekt środowiskowy i cywilizacyjny. Europa miała wyznaczać standardy, zmniejszać emisje, promować czyste technologie i zachęcać innych do podążania tą samą drogą. Dziś te standardy coraz wyraźniej stają się również narzędziem gospodarczym.

Najlepszym przykładem jest CBAM, czyli mechanizm dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2. Komisja Europejska opisuje go jako instrument służący zapobieganiu „ucieczce emisji”, czyli przenoszeniu produkcji do państw o słabszych regulacjach klimatycznych. Od 1 stycznia 2026 roku CBAM działa w fazie docelowej. Importerzy określonych towarów muszą deklarować emisje wbudowane w produkty i umarzać odpowiednią liczbę certyfikatów. Mechanizm obejmuje m.in. cement, stal, aluminium, nawozy, energię elektryczną i wodór.

Z formalnego punktu widzenia CBAM nie jest wymierzony wyłącznie w Chiny. Dotyczy wszystkich państw eksportujących do UE towary z sektorów objętych mechanizmem. Ale w praktyce trudno oddzielić go od chińskiego kontekstu. Chiny są największym producentem przemysłowym świata i jednym z najważniejszych dostawców towarów dla Europy. jeżeli CBAM będzie rozszerzany na kolejne produkty, zwłaszcza bardziej przetworzone, jego znaczenie dla chińskich eksporterów może wzrosnąć.

Amerykański ośrodek CSIS zwraca uwagę, iż europejski mechanizm już teraz wpływa na sposób, w jaki Chiny myślą o raportowaniu emisji i systemach zarządzania śladem węglowym. Innymi słowy: choćby jeżeli Pekin krytykuje CBAM jako protekcjonizm w zielonym opakowaniu, musi brać go pod uwagę. Europejski rynek jest zbyt ważny, aby chińskie firmy mogły go po prostu zignorować.

W tym miejscu pojawia się paradoks. Unia Europejska chce być liderem klimatycznym, ale im bardziej jej regulacje wpływają na import, tym bardziej stają się częścią polityki handlowej. Z perspektywy Brukseli to obrona uczciwej konkurencji. Z perspektywy Pekinu — bariera dla produktów, które często są tańsze i coraz bardziej zaawansowane technologicznie. Obie strony mogą więc mówić o klimacie, mając na myśli przemysł.

Europa szuka narzędzi, ale boi się własnej słabości

Według SCMP, przywódcy państw UE mieli zwrócić się do Komisji Europejskiej o przygotowanie nowych instrumentów handlowych, które pozwolą przeciwdziałać skutkom chińskiej nadprodukcji i wymuszać większą dywersyfikację dostaw w sektorach krytycznych. Nie przyjęto jednak formalnych konkluzji. To istotny szczegół. Europa chce wysłać sygnał, iż gra twardo, ale nie chce jeszcze zapisywać zbyt wiele czarno na białym.

Powód jest prosty: państwa członkowskie nie mają identycznych interesów. Inaczej patrzą na Chiny kraje z dużym przemysłem motoryzacyjnym, inaczej posiadające porty i gospodarki żyjące z handlu, inaczej państwa najbardziej obawiające się utraty własnych fabryk. Niemcy, Hiszpania czy Grecja mają inne kalkulacje niż kraje domagające się ostrzejszej reakcji. Komisja może mówić językiem strategicznej autonomii, ale decyzje przez cały czas zapadają w Unii, która jest wspólnotą 27 różnych gospodarek i 27 różnych politycznych wrażliwości.

Chińska strona doskonale to rozumie. Pekin wielokrotnie pokazywał, iż potrafi odpowiadać selektywnie: uderzać w konkretne produkty, branże lub państwa, które odgrywają szczególną rolę w europejskiej debacie. W tle sporów o auta elektryczne pojawiały się już chińskie działania wobec francuskiego koniaku, hiszpańskiej wieprzowiny czy europejskich samochodów z silnikami spalinowymi o dużej pojemności. To nie jest przypadkowy katalog. To przypomnienie, iż każdy europejski ruch może mieć polityczny koszt rozłożony nierówno między państwa członkowskie.

Europa zdaje się dowodzić uczy się od Stanów Zjednoczonych języka twardej polityki handlowej. Tyle, iż aktywni zwolennicy naśladowania Waszyngtonu w relacjach z Chinami zdają się ślepi i głusi na efekty prowadzonej od 2018 roku wojny handlowej, a także na gorliwość z jaką najwięksi amerykańscy biznesmeni pragną rozwijać formalne i nieformalne relacje z Pekinem.

Co więcej Bruksela w procesach decyzyjnych musi uwzględniać interesy wielu państw, konsultować mechanizmy prawne, pilnować zgodności z WTO i liczyć się z wewnętrznym sprzeciwem. To czyni europejską reakcję wolniejszą, bardziej ostrożną i często mniej czytelną. A może po prostu jeszcze bardziej bez sensu. Europejskie jastrzębie chcą robić to, co nie przyniosło sukcesu Amerykanom, tylko jeszcze gorzej.

Chińska odporność nie jest przypadkiem

Z chińskiej perspektywy obecna europejska debata wpisuje się w szerszy obraz. Pekin od lat przygotowuje się na świat mniej przyjazny dla chińskiego eksportu. Wojna celna ze Stanami Zjednoczonymi, ograniczenia technologiczne, presja na dywersyfikację łańcuchów dostaw i rosnący protekcjonizm w krajach rozwiniętych nie były dla Chin chwilowym epizodem. Stały się środowiskiem, do którego gospodarka zaczęła się dostosowywać.

Na Chiny24.com pisaliśmy o tym w tekście „Chiny przygotowane na wojnę celną z USA: strategia samowystarczalności i dywersyfikacji”. najważniejszy wniosek pozostaje aktualny także w relacjach z Europą: Chiny nie opierają już swojej pozycji wyłącznie na jednym rynku zbytu. jeżeli nacisk rośnie w Stanach Zjednoczonych, większego znaczenia nabierają ASEAN, Europa, Ameryka Łacińska, Bliski Wschód i Afryka. jeżeli jeden kanał handlu zostaje utrudniony, pojawiają się inne.

To nie znaczy, iż Chiny są niewrażliwe na presję. Spadek zamówień, napięcia w sektorze produkcyjnym, bezrobocie młodych, słabszy popyt wewnętrzny i problemy rynku nieruchomości pokazują, iż chińska gospodarka ma własne ograniczenia. Jednak odporność eksportowa Państwa Środka jest większa, niż wielu zachodnich polityków zakładało. Dobrym przykładem był wzrost chińskiego eksportu mimo amerykańskich ceł, o czym pisaliśmy w tekście „Chiński eksport odporny na amerykańskie cła”.

Europa musi więc liczyć się z tym, iż same cła czy nowe procedury nie zatrzymają chińskiej konkurencji. Mogą ją spowolnić, zmienić trasy handlowe, podnieść ceny, wymusić lokalizację części produkcji w Europie lub państwach trzecich. Ale nie zastąpią strategii przemysłowej. A to właśnie strategii przemysłowej Europa potrzebuje najbardziej.

Nowy etap, nie chwilowy spór

Najważniejszy w obecnej debacie nie jest jeden szczyt w Brukseli ani jeden artykuł w SCMP. Ważniejsze jest to, iż relacje UE–Chiny wchodzą w nowy etap. Przez lata Europa chciała widzieć w Chinach przede wszystkim rynek, dostawcę i partnera klimatycznego. Potem zaczęła mówić o Chinach jako konkurencie i systemowym rywalu. Teraz te trzy role nakładają się na siebie w praktyce.

Chiny są dziś niezwykle potrzebne europejskiej gospodarce. Europa przez cały czas jest ważna dla chińskiego eksportu. Obie strony potrzebują współpracy klimatycznej, bo bez Chin nie da się poważnie mówić o globalnej redukcji emisji. Jednocześnie obie strony coraz częściej traktują klimat, handel i technologię jako elementy tej samej rozgrywki.

Widać jednak, iż europejska strategia wobec Chin, kreowana przez osoby zarazem bardzo emocjonalne, jak mało kompetentne, a grające głównie pod własną, lokalną publiczkę (wybory, wybory), będzie coraz bardziej sprzeczna. Bruksela będzie mówić o dialogu, a jednocześnie przygotowywać nowe „narzędzia ochronne”. Będzie deklarować przywiązanie do wolnego handlu, a zarazem ograniczać dostęp do rynku w sektorach strategicznych. Będzie podkreślać znaczenie zielonej transformacji, ale wykorzystywać mechanizmy klimatyczne do ochrony własnego przemysłu. Pekin w kontrze będzie mówił o otwartości i globalizacji, broniąc modelu, który sam opiera się na silnej roli państwa, selektywnym dostępie do rynku i długofalowej polityce przemysłowej.

Europa nie chce wojny handlowej z Chinami, ale coraz mniej godzi się z realiami, czyli przesuwaniem przemysłowego środka ciężkości świata do Azji. Nie mając pomysłu na siebie, nie mając strategii rzeczywistej, planowej, konsekwentnie realizowanej reindustrializacji, może wyłącznie stawiać na zgrane karty, czyli bariery formalne. Z kolei Chiny nie chcą stracić europejskiego rynku, ale nie zamierzają rezygnować z przewag, które budowały przez dekady.

Czy Europa potrafi bronić własnej bazy przemysłowej, nie odcinając się od gospodarki, od której uzależniła się kierowana wygodą i chciwością? Wszak Chiny miały pracować za niewygórowane pieniądze, a profity miały trafiać do Europy. Tak było przez lata, nagle coś się zmieniło. Dlaczego?

Czy Europa jest w stanie przyjąć do wiadomości, ze dobrze już było, a teraz trzeba się zabrać do pracy? Ciężkiej, niewdzięcznej, niekoniecznie dobrze płatnej na początkowym etapie?

Jest? Jesteśmy?

Źródła

  • South China Morning Post, „Climate change, trade battlelines drawn in Europe’s new China strategy”, https://www.scmp.com/news/china/diplomacy/article/3357388/climate-change-trade-battlelines-drawn-europes-new-china-strategy
  • South China Morning Post, „EU leaders ask Brussels to come up with new trade weapons to counter China shock”, https://www.scmp.com/news/china/diplomacy/article/3357652/eu-leaders-ask-brussels-come-new-trade-weapons-counter-china-shock
  • Komisja Europejska, „EU trade relations with China”, https://policy.trade.ec.europa.eu/eu-trade-relationships-country-and-region/countries-and-regions/china_en
  • Komisja Europejska, „Carbon Border Adjustment Mechanism”, https://taxation-customs.ec.europa.eu/carbon-border-adjustment-mechanism_en
  • CSIS, „The New Carbon Order: China’s Response to Europe’s CBAM”, https://www.csis.org/analysis/new-carbon-order-chinas-response-europes-cbam
  • State Council Information Office of the People’s Republic of China, wypowiedź rzecznika Ministerstwa Handlu ChRL, http://english.scio.gov.cn/pressroom/2026-05/22/content_118507973.html
  • EUobserver, „EU leaders to pick from menu of anti-China trade measures over summit dinner”, https://euobserver.com/222436/eu-leaders-to-pick-from-menu-of-anti-china-trade-measures-over-summit-dinner/
  • Eunews, „Competitiveness, EU leaders explore new anti-China tools with no conclusions and without mentioning Beijing”, https://www.eunews.it/en/2026/06/19/competitiveness-eu-leaders-explore-new-anti-china-tools-with-no-conclusions-and-without-mentioning-beijing/

Leszek B. Ślazyk

e-mail: [email protected]

© www.chiny24.com

Читать всю статью