Zgadzacie się z tymi opiniami?
skrótem z fb:
Państwo Urzędnicze
Braun został oskarżony o zniszczenie mienia – choinki i bombek. Mienie miało być własnością stowarzyszeń sędziowskich Themis i Iustitia.Według europosła sędziowie celowo zmanipulowali wycenę. Początkowo wartość choinki wynosiła 200 zł, a bombek 600 zł. Wycena ta została jednak zmieniona celowo, aby przekroczyć próg wykroczenia i zakwalifikować czyn jako przestępstwo. Wycena bombek wzrosła do 800 zł, a w tej chwili wynosi już 1400 zł.
Sama opinia biegłego w sprawie wyceny bombek kosztowała Skarb Państwa już 2000 zł. Dodatkowo Braun wskazuje, iż choinka nie uległa zniszczeniu, zwłaszcza iż był to model plastikowy z możliwością „modelowania” kształtu.
Jeżeli zrzeszenia sędziów są w stanie intencjonalnie zmieniać wycenę bombek, by podnieść wagę wydarzenia, to jak prowadzą sprawy obywateli? Czy w ogóle powinni to robić?

Maciej Oniszczuk
Yesterday at 08:13 ·
„(…)to, co najbardziej szokuje gdy przegląda się ponadtrzystustronicową listę wierzycieli, to PESELE osób, które powierzyły Prodigo swoje pieniądze. Pani Bibianna (rocznik ’45) z Katowic – 22 tys. zł, pani Aldona (’43) z Wrocławia – 281 tys. zł, pan Jan z Kielc (’46) – 556 tys. zł, pani Wiesława (’45) z Warszawy – 43 tys. zł. Ze stolicy jest też 82-letni Witt (499 tys. zł), 83-letnia Alicja(215 tys. zł), 86-letni Romuald (16 tys. zł).”
Ciasto z lukrem?

Okiem Polaka
W marcu i kwietniu 2010 roku rozbiły się dwa samoloty produkcji Tupolewa. Jeden – Tupolev Tu-204 pod Moskwą – zakończył lot w lesie po uderzeniu w drzewa podczas podejścia do lądowania. Drugi – Tupolev Tu-154M – rozbił się kilka tygodni później w pobliżu lotniska Smoleńsk.
Na pierwszy rzut oka scenariusz jest podobny: mgła, podejście do lądowania, drzewa przed pasem startowym. Ale gdy spojrzy się na skutki, zaczyna pojawiać się pytanie, którego wielu wolałoby nie zadawać.
W wypadku Tu-204 maszyna uderzyła w drzewa i rozpadła się w lesie. Kadłub pękł, skrzydła zostały uszkodzone, a elementy konstrukcji rozrzucone między drzewami.
A jednak wszyscy na pokładzie przeżyli.
Z punktu widzenia lotnictwa nie jest to cud – zdarzało się wielokrotnie.
Samoloty potrafią się rozpadać przy zderzeniu z ziemią, ale energia uderzenia może zostać częściowo rozproszona przez drzewa i miękkie podłoże. Dlatego choćby poważnie zniszczony wrak nie zawsze oznacza całkowitą tragedię.
Pole szczątków Tu-204 było stosunkowo zwarte. Zachowały się duże fragmenty kadłuba, a samolot zatrzymał się w jednym głównym miejscu.
W przypadku Tu-154 obraz był zupełnie inny. Pole szczątków było szerokie, fragmentacja konstrukcji ogromna, a wiele elementów kadłuba i skrzydeł rozpadło się na drobne części.
Zwolennicy hipotezy zamachu zwracają uwagę właśnie na tę różnicę.
Jeśli dwa samoloty Tupolewa w podobnych warunkach pogodowych uderzają w drzewa przed lotniskiem, dlaczego skutki są tak dramatycznie różne? Dlaczego w jednym przypadku mamy rozbity, ale w dużej części zachowany kadłub, a w drugim – ogromne rozdrobnienie konstrukcji i całkowitą katastrofę?
W tej wersji wydarzeń katastrofa nie byłaby jedynie tragicznym wypadkiem, ale efektem zniszczenia samolotu jeszcze w powietrzu.
Portal Warszawski
Zamiast skupić się na pielęgnowaniu artystycznego dziedzictwa, Justyna Sieńczyłło oraz jej syn Kajetan, którzy zarządzają teatrem Teatr Kamienica, muszą mierzyć się z brutalną rzeczywistością sporu o siedzibę Teatru. Sytuacja stała się na tyle poważna, iż Kajetan Kamiński zdecydował się na drastyczne środki ostrożności, od roku codziennie nosi kamizelkę kuloodporną.
W ostatnich wywiadach, m.in. w programie „Sprawa dla reportera”, Kajetan Kamiński podzielił się wstrząsającymi szczegółami dotyczącymi swojego bezpieczeństwa. Młody dyrektor teatru przyznał wprost, iż boi się o własne życie. Decyzja o zakupie i regularnym noszeniu kamizelki kuloodpornej nie była kaprysem, ale wynikiem narastającego poczucia zagrożenia.
„Już mi grozili. jeżeli ktoś podjedzie i strzeli mi w głowę, to trudno. Ale jeżeli strzeli w klatkę piersiową, dzięki kamizelce mam szansę przeżyć” – wyznał poruszony Kamiński. Opisał również niepokojący incydent, do którego doszło na ulicy: nieznajomy mężczyzna podszedł do niego i wykonał ruch, jakby sięgał po broń ukrytą przy biodrze. Napastnik wycofał się tylko dlatego, iż w pobliżu pojawili się przechodnie. Podłożem tych dramatycznych wydarzeń jest wieloletni spór o nieruchomości przy alei Solidarności 93 w Warszawie, gdzie mieści się teatr. Walka toczy się na wielu frontach, z jednej strony z prywatnym inwestorem, który przed laty przejął część powierzchni budynku, z drugiej z częścią wspólnoty mieszkaniowej.
Sprawa jest niezwykle skomplikowana prawnie i emocjonalnie. Justyna Sieńczyłło, wdowa po Emilianie Kamińskim, również nie czuje się bezpieczna. Wcześniej informowała media o próbach zastraszenia, takich jak sugestie, by „sprawdzała hamulce w samochodzie”, czy doniesienia o próbach podpalenia budynku teatru.
Słownik polsko jest z TVP VOD i TVP Polonia.
8
marca
at
14:32
Prof. Jan Miodek: "kobieta" w XVII wieku było słowem obelżywym
i wulgarnym. Naszym przodkom kojarzyła się ze słowem "kob",
a to tyle, co chlew. W napisanym w XVI wieku przez Marcina Bielskiego "Sejmie niewieścim" jedna z bohaterek mówi: "mężczyźni nas ku zelżeniu kobietami zową".
Kobieta zneutralniała stylistycznie dopiero w XVII wieku. Zamiast niej funkcjonowała "żena" zmieniona w "żonę". Żena, wywodząca się z pnia indoeuropejskiego, była określeniem istoty płci żeńskiej, ale wraz ze zneutralnieniem kobiety stała się określeniem matrymonialnym.
Natomiast określeniem neutralnym była "dziewka", która później nabrała waloru pejoratywnego, zwłaszcza z pochyloną samogłoską "e" - czyli dziwka. Słowo "dziewczę" zniknęło. Można czasem żartobliwie powiedzieć: o, zalotne dziewczę z niej, ale na co dzień mówi się "dziewczyna"
Zbigniew CzerniakPrawdziwa HISTORIA XX wieku
Zbigniew CzerniakPrawdziwa HISTORIA XX wieku
8
marca
at
19:13
Setki przedsiębiorstw załozonych w PRL okazały się w III RP znakomitym towarem, który można było sprzedać i tym samym załatać dziurę w budżecie. Do 2009 r. sprzedaż klejnotów koronnych Polski Ludowej przyniosła budżetowi 83 mld zł. A sprzedawano po śmiesznie niskiej cenie, często za ułamek wartości. I jeszcze wiele do sprzedaży zostało.
NA CZYM POLEGAŁ FENOMEN EPOKI GIERKA?
Edward Gierek uruchomił gigantyczne pokłady ambicji i energii Polaków, powiedział głośno to, o czym po cichu myślały miliony
Minęło ponad 40 lat od jego odejścia z funkcji, a pamięć dekady lat 70. wciąż jest żywa. Mimo iż większość Polaków już tych czasów nie pamięta… Legenda jednak żyje.
W roku 2004 „Gazeta Wyborcza” razem z Radiem Zet i TVN przeprowadziła sondaż, w którym pytano Polaków, kto był najlepszym przywódcą w historii Polski. Zwyciężył, i to zdecydowanie, Edward Gierek. Wskazało go 46% ankietowanych.
Dziś te wyniki pewnie wyglądałyby inaczej, propaganda zohydzająca Polskę Ludową i wszystko, co z nią związane, trwa bowiem w najlepsze. Na pokolenia wchodzące w dorosłe życie na pewno to działa. Ale i tak faworytem byłby Gierek. Na czym więc polegał jego fenomen? Dlaczego z jego czasów pamiętamy tylko to, co dobre, zapominając o rzeczach złych?
Myślę, iż złożyło się na to kilka elementów. I materialnych, i tkwiących w świadomości milionów Polaków. Oczywiście łatwo jest mówić o wielkich inwestycjach, o fabrykach domów, licencjach, o Polsce jako o wielkim placu budowy. Ale gdy zastanawiamy się nad fenomenem epoki Gierka, ważniejsze jest chyba coś innego – lata 70. zmieniły przede wszystkim Polaków. Edward Gierek uruchomił gigantyczne pokłady ambicji i energii, które wcześniej były gdzieś przyduszone.
Aspiracje, które Polacy mieli wcześniej, były ograniczone, życie było ciężkie, a w radiu i gazetach a to niemieccy rewizjoniści, a to budowa socjalizmu… Czas Edwarda Gierka wszystko zmienił. Nastąpiło odwrócenie wcześniejszych zasad. Inwestycje miały służyć przede wszystkim ludziom. Zaczęły powstawać fabryki domów, fabryki mebli, na drogach pojawiły się produkowane na licencji fiaty. „Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatnio” – to hasło było odzwierciedleniem filozofii rządzenia.
Co istotne – ekipa Gierka niosła ze sobą przekonanie, iż zmiana musi objąć cały kraj, wszystkie warstwy. o ile do dziś lata 70. wspominane są jako najlepszy czas na wsiach, w średnich i małych miastach, nie wzięło się to znikąd. Mieszkańcy wsi zostali objęci opieką zdrowotną i emerytalną, zrzucono z nich upokarzające obowiązki dostaw obowiązkowych, mogli inwestować, budować. Miasta średniej wielkości mogły poczuć powiew wielkiego świata. Inwestycje rozlały się na całą Polskę. W mniejszych ośrodkach lokowano filie wielkich zakładów, budowano nowe. Ośmieszana reforma administracyjna z 1975 r. dała impuls rozwoju dziesiątkom miast.
Inaczej wreszcie pokazywany był w czasach Gierka świat. Żelazna kurtyna została odsłonięta. Zachód przestał być czymś groźnym. Miliony Polaków zaczęły go odkrywać. I turystycznie, i w ramach wyjazdów służbowych. Każda rodzina mogła w ramach wyjazdu turystycznego wymienić po oficjalnym kursie 150 dol. i wyjechać do Francji czy do Włoch. Delegacje polskich inżynierów, specjalistów, jeździły po świecie, negocjując kontakty, licencje.
Polacy jeździli i porównywali. Rosły ich aspiracje.
Przełom, który nastąpił, nie był przypadkiem. Otwarcie Polski na świat to dzieło i Gierka, i rosnącej w siłę grupy myślących o nowoczesności działaczy w PZPR. Ich rola jest dziś pomijana. Gdy mówimy o PZPR, to skupiamy się na frakcjach z roku 1956, na puławianach i natolińczykach, pamiętamy partyzantów, moczarowców… A tymczasem, przynajmniej do połowy lat 60., rozwijała się w łonie partii grupa technokratów, działaczy, którzy chcieli rozwijać Polskę poprzez jej uprzemysłowienie, kupno zachodnich licencji. Fiat 125p, produkowany na Żeraniu, to była jeszcze epoka Gomułki. Tadeusz Wrzaszczyk, szef FSO, w czasach Gierka, zrobił wielką karierę.
Nie tylko on. Gierek kilka przecież by zrobił, gdyby w Polsce tamtego czasu nie było tysięcy wykształconych inżynierów, ekonomistów, fachowców. To na nich się oparł, ich marzenia realizował.
Tak więc wielki przełom lat 70. nie odbywał się w politycznej i społecznej próżni. Gierek nie był sam. Jego siła polegała na tym, iż powiedział głośno to, o czym po cichu myślały miliony. A mógł tak zrobić, ponieważ lepiej znał świat, miał szersze perspektywy.
*
Myślę, iż nie do przecenienia jest fakt, iż Edward Gierek młodość spędził we Francji i w Belgii, w tamtejszych kopalniach. Przesiąkł Zachodem. To było widać. Gierek w sposób zachodni rozumiał rolę polityki. Dla komunistów epoki Gomułki, często więźniów sanacji, polityka to była rewolucja. Dla Gierka polityka była sztuką poprawiania życia. Wielki francuski król Henryk IV mawiał, iż jego marzeniem jest, żeby każdy Francuz mógł w niedzielę do garnka włożyć kurczaka. Gierek też tak postrzegał politykę.
Inaczej niż jego poprzednicy widział rolę polityka. PZPR, gdy objęła w Polsce władzę, przyniosła ze sobą wschodni model rządzenia – iż I sekretarz jest gdzieś daleko, niedostępny, ale zawsze ma rację.
Gierek ten model zmienił. Epokowe było jego spotkanie ze strajkującymi stoczniowcami w Szczecinie 24 stycznia 1971 r. Oni strajkowali, a on pojechał do nich. Zupełnie niezapowiedziany, zapukał do bram stoczni, i zawołał: – Jestem, przyjechałem!
Następnego dnia był w Gdańsku. I wtedy wygłosił jedną z najlepszych w swoim życiu mowę. „My i wy jesteśmy z tej samej gliny”, mówił zebranym. A potem zapytał ich „Pomożecie?”.
Kogo z dzisiejszych przywódców byłoby stać na taki wyjazd, takie spotkanie i takie pytanie?
Prześmiewcy żartują sobie z gospodarskich wizyt Gierka, z tego, iż objeżdżał kraj wzdłuż i wszerz. A nie było to sztuczne, wynikało przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, jak opowiadają jego współpracownicy, Gierek nie lubił wczytywania się w różne raporty, nie ufał im, wolał sam na miejscu przekonać się, jak wyglądają sprawy. Pogadać z ludźmi. Nie żądał więc od ministrów sprawozdań, tylko wołał ich do siebie, by mu wyjaśnili, w cztery oczy, jak dany problem zamierzają rozwiązać.
Po drugie, to był także model sprawowania władzy, który przyniósł z Zachodu – iż lider jest wśród załogi, żyje jej życiem. Ludzie to widzieli i czuli się ważni, doceniani.
Gdy mówimy o epoce Gierka jako o czasach, w których zdecydowanie poprawiła się stopa życiowa milionów, warto zawsze dodać, iż te miliony poczuły się gospodarzami w swoim kraju.
*
Jest jeszcze jeden istotny element charakteryzujący lata 70. Wspominaliśmy już o nim, ale warto postawić kropkę nad i. Otóż Gierek nie bał się świata. I znakomicie poruszał się zarówno w Moskwie, jak i w Paryżu czy Bonn.
Jeszcze jako I sekretarz KW w Katowicach nawiązał kontakty w Moskwie. Breżniew traktował go już w latach 60., jako następcę Gomułki, Rosjanie lubili go i na niego stawiali. Jego technokratyczne podejście znajdowało zrozumienie. Gierek, jak opowiadają jego współpracownicy, miał do radzieckich przywódców dobre podejście, absolutnie inne niż jego poprzednik. Otóż Gomułka wykłócał się z Breżniewem czy Kosyginem, pouczał ich, był bardzo trudnym partnerem. Gierek był partnerem ujmującym. Nie szczędził miłych słów, komplementów, orderów, ale robił swoje. Ponieważ był przyjacielem i zapewniał spokój, na Kremlu przymykano oczy na jego politykę dotyczącą Kościoła, wsi czy otwarcia na Zachód. Do czasu…
Na Zachodzie z kolei Edward Gierek dość gwałtownie zbudował sobie pozycję poważnego partnera. Polska była inna, nie była jednym z wielu państw satelitów ZSRR. Poprzez licencje, inwestycje, zaczęła gwałtownie włączać się w obieg światowej gospodarki.
To musiało zostać zauważone. Możemy dziś się śmiać, iż opowieści o Polsce jako 10. potędze gospodarczej świata, to wytwór telewizyjnej propagandy. Ale coś było na rzeczy! o ile nie 10., to była 12. czy 15. A to się liczyło.
Po drugie, Gierek był w świecie znakomicie przyjmowany. Po francusku mówił lepiej niż po rosyjsku, więc nad Sekwaną traktowano go jak swojego. Kanclerz Niemiec Helmut Schmidt darzył go sympatią i przyjaźnią, mówił, iż chętnie by go wziął do swojej ekipy jako ministra pracy. To nie był tani komplement, to było uznanie, iż Gierek jako polityk ma kompetencje. Świetne były kontakty polsko-amerykańskie.
Z Polską zaczęto wiązać na Zachodzie nadzieje. Zwłaszcza w Europie, zwłaszcza w Niemczech – iż jej niezależna polityka w ewolucyjny sposób zmieni polityczną architekturę naszego kontynentu. Że nie będzie to obszar konfrontacji dwóch stojących naprzeciw siebie bloków.
*
Dlaczego więc Gierek upadł? I to tak boleśnie?
To także nie wzięło się znikąd, to nie był przypadek. Polska za gwałtownie chciała wyrwać się z gorsetu. Stare struktury gospodarcze, niedobór wykwalifikowanej kadry… Eksperyment przeniesienia kawałka Zachodu na Wschód, nowoczesności w miejsce nienowoczesne w przypadku Polski się nie udał. Nie byliśmy zresztą w świecie jakimś wyjątkiem…
Ale to też nie tak, iż po latach 70. zostały jedynie miłe wspomnienia. Co piąty Polak mieszka w blokach zbudowanych w tamtym czasie, jeździmy po drogach z lat 70., leczymy się w szpitalach wówczas zbudowanych.
Jest też mit – wspomnienie dobrych czasów, kiedy wszystko się udawało. I nasz zakład, i cała Polska szły do przodu, i choćby piłkarze byli najlepsi w świecie.
W latach 70. wybudowano 557 nowych przedsiębiorstw, w tym:
- 71 fabryk domów
- 18 zakładów mięsnych,
- 16 fabryk odzieżowych
- 14 chłodni
- 10 zakładów elektronicznych
- 10 fabryk mebli
- 9 zakładów hutnictwa żelaza i metali nieżelaznych
- 9 elektrociepłowni
- 7 elektrowni
- 7 fabryk samochodów i ich części
- 5 cementowni
- 5 kopalni węgla kamiennego
Te setki przedsiębiorstw okazały się w III RP znakomitym towarem, który można było sprzedać i tym samym załatać dziurę w budżecie. Do 2009 r. sprzedaż klejnotów koronnych Polski Ludowej przyniosła budżetowi 83 mld zł. A sprzedawano po śmiesznie niskiej cenie, często za ułamek wartości. I jeszcze wiele do sprzedaży zostało.
Autor : Robert Walenciak / 2022 r.
Ciekawe Fakty
5
marca
at
15:00
W 2017 roku 45-letni Dunstan Low nie mógł sprzedać swojej rezydencji wartej 500 000 funtów w tradycyjny sposób… Dlatego wykazał się kreatywnością. Zamiast obniżyć cenę, uruchomił internetową loterię, w której los kosztował 2 funty. Pomysł stał się hitem.
Prawie pół miliona osób wzięło udział w losowaniu, aby zostać właścicielem sześciopokojowej rezydencji Melling Manor. Ostatecznie Dunstan zebrał ponad milion funtów, spłacił długi i przekazał klucze do rezydencji Marie Segar, pracowniczce finansowej, która wydała zaledwie 40 funtów.
Ta się pisze po polsku nazwę miasta?

A jednak polityka. Od tego są Instytuty?

10 marca 2026













