Навроцки хочет провести климатический референдум. Эксперт: «Эта конструкция не имеет смысла»

thefad.pl 3 часы назад

Karol Nawrocki chce, by Polacy wypowiedzieli się w referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej. Głosowanie miałoby odbyć się 27 września 2026 roku, ale najpierw zgodę musi wyrazić Senat. Największy spór wywołało nie samo referendum, ale pytanie, które zdaniem ekspertów zawiera gotową ocenę i prowadzi wyborcę do jednej odpowiedzi.

Prezydent skierował do Senatu wniosek o przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum 7 maja. W projekcie postanowienia zapisano pytanie: „Czy jest Pani/Pan za realizacją polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”. Dzień głosowania wyznaczono na niedzielę 27 września 2026 roku, w godzinach od 6.00 do 22.00.

W wystąpieniu opublikowanym przez Kancelarię Prezydenta Nawrocki przekonywał, iż sprawa dotyczy codziennego życia polskich rodzin, przedsiębiorców i rolników. Mówił o rosnących kosztach energii, cenach żywności i obciążeniach dla gospodarki. Podkreślał też, iż referendum „nie jest przeciwko ochronie środowiska czy członkostwu Polski w zjednoczonej Europie”, ale ma dotyczyć tempa zmian, ich zakresu i kosztów.

Ekspert: pytanie ma wbudowaną odpowiedź

Najostrzej krytykowany jest sposób sformułowania pytania. Jakub Wiech, ekspert zajmujący się energetyką i polityką klimatyczną, w komentarzu dla „Faktu” nazwał je „teatrem politycznym”. Porównał konstrukcję pytania do pytania „Czy popierasz zło?”, wskazując, iż trudno oczekiwać od obywateli odpowiedzi twierdzącej, gdy w samym pytaniu wpisano negatywną ocenę.

W rozmowie z Money.pl Wiech ocenił też, iż „ten konstrukt jest bez sensu”, bo sprowadza skomplikowaną debatę o kosztach energii do prostego hasła. Ekspert nie twierdzi, iż polityka klimatyczna nie generuje kosztów. Jego argument jest inny: brak transformacji i dalsze uzależnienie od paliw kopalnych również kosztują, a ostatnie lata pokazały, jak boleśnie ceny gazu, ropy i węgla potrafią uderzyć w gospodarkę oraz domowe budżety.

To istotny punkt w tej dyskusji. Polityka klimatyczna Unii Europejskiej rzeczywiście oznacza nowe obowiązki i wydatki, zwłaszcza dla energetyki, przemysłu, transportu i budownictwa. ETS2, czyli nowy system handlu emisjami dla budynków, transportu drogowego i części małego przemysłu, ma być w pełni operacyjny w 2028 roku. Formalnie obejmie dostawców paliw, a nie bezpośrednio gospodarstwa domowe, ale jego skutki mogą być odczuwalne w cenach energii i transportu. Dlatego obok ETS2 powstał Społeczny Fundusz Klimatyczny, który ma łagodzić społeczne skutki zmian dla najbardziej narażonych gospodarstw domowych, mikrofirm i użytkowników transportu.

Koszty są po obu stronach sporu

Z drugiej strony Polska wciąż płaci ogromne kwoty za import surowców energetycznych. Według Forum Energii w 2024 roku wartość importu surowców energetycznych i paliw do Polski wyniosła około 112 mld zł. To właśnie do tego argumentu odwołuje się Wiech, gdy mówi, iż prezydent „udaje, iż nie widzi” kosztów uzależnienia od paliw kopalnych.

Spór nie jest więc prostym starciem „tanie kontra drogie”. Po jednej stronie są realne koszty transformacji: inwestycje, modernizacja budynków, zmiany w transporcie, presja na przemysł i rolnictwo. Po drugiej — koszty importu paliw, wahania cen surowców, zależność od zewnętrznych dostawców oraz rachunki za energię w systemie przez cały czas mocno opartym na paliwach kopalnych.

Do krytyki dołączyli eksperci od badań i referendów

Po komentarzach Wiecha głos zabrali eksperci od badań opinii publicznej i procedur wyborczych. Dr hab. Ewa Marciniak, dyrektorka CBOS, politolożka i wykładowczyni Uniwersytetu Warszawskiego, oceniła dla Zero.pl, iż pytanie Nawrockiego jest „pytaniem z tezą”. Dodała krótko: „W referendum ogólnopolskim takich pytań się nie zadaje”.

Marciniak zwróciła uwagę, iż konstrukcja pytania ma polityczny cel, bo sugeruje odpowiedź. Jej zdaniem obywatelom pokazuje się tylko jedną stronę polityki klimatycznej — wzrost kosztów życia i cen energii — bez pełnego obrazu, w tym bez skutków zanieczyszczenia powietrza dla zdrowia. Oceniła, iż o ile referendum miałoby się odbyć, pytanie musiałoby zostać przeformułowane.

Równie krytycznie wypowiedział się dr Maciej Onasz, politolog i ekspert ds. wyborczych z Uniwersytetu Łódzkiego. W rozmowie z Zero.pl nazwał pytanie „skrajnie głupim” i „niedopuszczalnym w sytuacji referendum”. Dodał, iż żadna pracownia badań opinii publicznej nie zadałaby pytania w takiej formie, bo zawiera ono jednoznaczną tezę.

Dr hab. Jarosław Flis, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego, stwierdził z kolei, iż „to nie jest pytanie, które nadaje się na referendum”. W jego ocenie Senat odrzuci je w takim kształcie, bo „szkoda wydawać na coś takiego kilkaset milionów złotych”. Flis wskazywał też, iż pytanie nie precyzuje realnej decyzji, jaką mieliby podjąć obywatele.

Politycy też uderzają w formę pytania

Krytyka gwałtownie wyszła poza środowisko ekspertów. Marszałkini Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska powiedziała, iż referenda trzeba traktować poważnie, ale obywatelom należy zadawać pytania, na które mogą odpowiedzieć w sposób obiektywny, a nie „pytania bez sensu”. W TVN24 oceniła też, iż pytanie jest z tezą i nie traktuje obywateli poważnie.

Magdalena Biejat, wicemarszałkini Senatu z Lewicy, napisała, iż to „susza i uzależnienie od węgla i ropy podnoszą ceny żywności i prądu”, a nie Unia Europejska. Według relacji Onetu i Radia ZET oceniła też, iż wniosek „wyląduje tam, gdzie jego miejsce — w koszu”. Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki, zarzucił prezydentowi tendencyjność pytania. Według Interii napisał: „To nie demokracja, tylko tania propaganda”.

Jan Szyszko, wiceminister funduszy i polityki regionalnej, powiedział WP, iż nie zamierza występować w roli obrońcy polityki klimatycznej UE, która jego zdaniem wymaga naprawy. Jednocześnie ocenił, iż tak sformułowane pytanie „kompromituje ideę referendum”. Dodał, iż jego zdaniem pytaniu „duchem bliżej do krymskich i donbaskich plebiscytów niż sprawiedliwych referendów”.

Krzysztof Bosak z Konfederacji nie zakwestionował samej idei referendum. Zwrócił jednak uwagę, iż pytanie powinno być prawidłowo zredagowane, a wpisywanie do niego argumentów jednej strony sporu będzie działać na niekorzyść idei referendum. Marek Sawicki z PSL, były minister rolnictwa, w rozmowie z Money.pl ocenił, iż referendum jest potrzebne prezydentowi politycznie, bo przy tak postawionym pytaniu trudno oczekiwać masowego poparcia dla „polityki klimatycznej UE”. Dodał też, iż za ETS odpowiadali politycy obozu, z którego wywodzi się polityczne zaplecze Nawrockiego: „To Mateusz Morawiecki jest twarzą ETS-u, a Janusz Wojciechowski Zielonego Ładu”.

O losie referendum zdecyduje teraz Senat. To on rozstrzygnie, czy prezydencka inicjatywa zamieni się w ogólnokrajowe głosowanie, czy pozostanie politycznym sygnałem w sporze o Zielony Ład, ETS i rachunki za energię. Już dziś widać jednak, iż referendum o klimacie stało się czymś więcej niż pytaniem o unijne regulacje. Stało się testem tego, jak w Polsce pyta się obywateli o sprawy naprawdę ważne.

Читать всю статью