Działania Donalda Trumpa nie wskazują na szybkie rozwiązanie konfliktu na Bliskim Wschodzie. Kampania USA w obszarze Cieśniny Ormuz traktowana jest z adekwatnym pesymizmem także po stronie polskich władz, które starają się zapanować nad szalejącymi cenami na stacjach. Potencjalny ratunek dla sektora paliwowego może przynieść kapitał i determinacja państw Zatoki Perskiej.
Jak podaje RMF24, powołując się na Financial Times, na Bliskim Wschodzie coraz częściej rozważany jest szlak energetyczny, który nie będzie podatny na zakłócenia w transporcie morskim.
Mowa tu o rurociągu "Wschód-Zachód", który łączyłby Zatokę Perską z Morzem Czerwonym. Inwestycja mogłaby kosztować choćby 5 miliardów dolarów, pochłonąć wiele lat prac, ale ostatecznie przełożyłaby się na uniezależnienie Arabii Saudyjskiej i państw jej sprzyjających od Irańskich wpływów w Cieśninie Ormuz.
Saudyjski rurociąg mógłby uodpornić region na przyszłe konflikty
Ropociąg na tej trasie już działa, jednak jego możliwości są ograniczone. Port Janbu nad Morzem Czerwonym obsługuje 7 milionów baryłek ropy dziennie. Rozbudowa infrastruktury i budowa nowych nitek mogłaby pozwolić na wyeliminowanie konieczności transportowania ropy przez Cieśninę Ormuz. Infrastruktura mogłaby posłużyć także transportowi surowców przez inne kraje z Zatoki Perskiej. Problemem jest jednak trudny teren i konieczność wykonania kosztownych przekopów w bazaltach w górach Hidżaz, które odcinają dostęp do brzegu Morza Czerwonego od reszty Arabii Saudyjskiej.
Teoretycznie możliwa jest też budowa gazociągów i ropociągów z Arabii Saudyjskiej lub Iraku prosto do Europy, ale ta również objęta byłaby ryzykiem geopolitycznym, a sam jej koszt mógłby nie znaleźć uzasadnienia w zyskach.
Państwa Zatoki zdecydowanie bardziej skorzystałby na możliwości przesyłania drogą lądową surowców w kierunku Chin i Indii, lokalizacja takiego projektu utrudniona jest jednak przez geograficzne położenie samego Iranu, który stanowi przeszkodę na szlaku w kierunku tych państw.
W kontekście aktualnego konfliktu pomysł nie ma jednak szansy wpłynąć na ceny ropy. Inwestycja ta niesie za sobą potencjał na zabezpieczenie przyszłości regionu, który systematycznie staje w ogniu.
Nowy pomysł na ominięcie Cieśniny Ormuz ma jednak pewne najważniejsze wady
Transport z Morza Czerwonego docierałby nie tylko do Europy przez Kanał Sueski, ale też do państw azjatyckich przez Cieśninę Bab al-Mandab, która oddziela Erytreę i Dżibuti od Jemenu. Ta jest zdecydowanie łatwiejsza do kontrolowania niż Cieśnina Ormuz.
Problemem w tym regionie jest oczywiście obecność grupy sprzyjających Iranowi rebeliantów Huti. Grupa ma realne możliwości zakłócania handlu pomiędzy Europą i Azją. Rebelianci dysponują statkami, minami, rakietami i dronami, które stanowią poważne zagrożenie dla okrętów transportowych, w tym tankowców.
Według france24.com Huti nie mają możliwości przejęcia stałej kontroli nad akwenem, a ich infrastruktura była już w przeszłości obiektem ataków ze strony USA i Wielkiej Brytanii. Ich obecność stanowi element presji psychologicznej i pretekst do windowania kosztów transportu surowca, choćby jeżeli realne zagrożenie jest niewielkie.






