Jedno zdanie wystarczyło, by rozgrzać debatę po obu stronach Atlantyku do czerwoności. Gdy Donald Trump ponownie rozkręcił spór o Grenlandię i dołożył do tego groźbę potężnych ceł uderzających w europejskich sojuszników, Piers Morgan nie bawił się w dyplomację. Brytyjski showman odpalił na platformie X ripostę, która w kilka godzin stała się symbolem oporu wobec „biznesowego” stylu uprawiania polityki: „Wielka Brytania powinna odkupić Amerykę. W końcu kiedyś do nas należała”. To żart, który w genialny sposób punktuje logikę świata sprowadzonego do tabel w Excelu i bezwzględnych deali.
Britain should repurchase America. After all, it was ours once, and it would enhance our North Atlantic security. If you don’t sell it to us, President Trump, we’re going to impose tariffs on the U.S. and any country who supports you in resisting this very good deal. Fair?
— Piers Morgan (@piersmorgan) January 17, 2026Wojna o Grenlandię: 10-procentowe taryfy i groźba eskalacji
W tle tego internetowego starcia nie stoją jednak wyłącznie memy, ale realne i bardzo wysokie stawki. Wydarzenia z 17 i 18 stycznia 2026 roku postawiły Europę w stan gotowości. Biały Dom oficjalnie zagroził wprowadzeniem 10-procentowych taryf na najważniejsze sektory europejskich gospodarek, w tym Wielkiej Brytanii, z zapowiedzią ich podniesienia do aż 25 procent od czerwca. Warunek Trumpa jest prosty i brutalny: albo Dania i sojusznicy „dogadają się” w sprawie statusu Grenlandii, albo transatlantycki handel czeka trzęsienie ziemi.
Wspólna odpowiedź europejskich stolic była wyjątkowo szybka i stanowcza. Liderzy potępili to, co nazwali wprost „szantażem”, i zapowiedzieli uruchomienie unijnych narzędzi antyprzymusowych. Rząd w Londynie również nie pozostawił złudzeń, podkreślając, iż przyszłość autonomicznej wyspy nie jest i nigdy nie będzie przedmiotem negocjacji handlowych. To właśnie w tej dusznej atmosferze Morgan postanowił obrócić lornetkę i sparodiować transakcyjny język Waszyngtonu. Skoro administracja Trumpa uważa, iż suwerenne terytoria można wyceniać i kupować, to Morgan logicznie pyta: czy USA też można wziąć „z powrotem”?
Satyrą w logikę transakcji: Dlaczego Piers Morgan uderzył tak celnie?
Riposta brytyjskiego dziennikarza zadziałała tak mocno, ponieważ dotknęła sedna problemu, jakim jest traktowanie sojuszy jak subskrypcji, które można odciąć w razie braku „płatności” w naturze. Morgan, który w przeszłości bywał oskarżany o nadmierną sympatię do trumpizmu, tym razem uderzył w sam fundament tej polityki. Sprowadzenie geopolityki do prostego rachunku zysków i strat podkopuje nie tylko stabilność rynków, ale przede wszystkim spójność NATO w kluczowym regionie Arktyki. Żart o odkupieniu kolonii działa tu jak lustro, pokazując absurd mowy o „kupowaniu” suwerenności w świecie opartym na porządku prawnym.
Wykorzystanie historii przez Morgana to oczywiście prowokacyjny skrót myślowy. Trzynaście kolonii było brytyjskich do 1776 roku, a ogromne połacie kontynentu należały do Francji czy Hiszpanii, nie wspominając o prawach rdzennych narodów. Jednak autor wpisu nie zamierzał pisać podręcznika do historii i użył jej jak igły do przebicia balonu amerykańskiego patosu. Jego pointa nie jest realną propozycją polityczną, ale brutalną demaskacją języka, który myli mapę świata z katalogiem nieruchomości komercyjnych.
Londyńska arytmetyka ryzyka i realna cena politycznego spektaklu
Z perspektywy Downing Street sytuacja jest daleka od żartu. To równanie z wieloma niewiadomymi, w którym po jednej stronie mamy relacje z najważniejszym partnerem handlowym, a po drugiej realne koszty, jakie poniosą brytyjskie firmy i konsumenci po 1 lutego, jeżeli dodatkowe stawki celne wejdą w życie. Policzek wymierzony Trumpowi przez Morgana jest więc dzwonkiem alarmowym dla opinii publicznej. Pod błyskotliwą ironią kryje się bowiem pytanie o to, ile ostatecznie zapłacimy za te geopolityczne igrzyska.
W epoce, w której wszystko próbuje się wycenić i wystawić na licytację, ironia okazuje się najskuteczniejszym narzędziem oporu. Piers Morgan jednym zdaniem porozcinał pozę „wielkiego negocjatora” i przypomniał światu, iż istnieją wartości, których nie da się kupić, sprzedać ani oclić – choćby za 25-procentową stawkę taryfową.
DF, thefad.pl





