Поездка на молнии — почему культура глупости не исчезает?

niepoprawni.pl 1 час назад

Jazda na suwak to najprostszy z możliwych testów na to, czy kierowca rozumie, czy jest częścią świadomej społeczności, czy tylko zapatrzonym w siebie bohaterem własnej kolejki. W teorii sprawa jest banalna: kiedy dwa pasy zwężają się do jednego, a ruch dławi się do poziomu korka, jedyną efektywną metodą jest wykorzystanie obu pasów do samego końca, a następnie naprzemienne wpuszczanie pojazdów — jak w zamku błyskawicznym. Od 6 grudnia 2019 r. jest to w Polsce twardy obowiązek prawny (art. 22 ust. 4a PoRD), przypominany znakiem D‑56. Zasada jest prosta: jedziesz pasem kontynuowanym — wpuszczasz przed siebie dokładnie jedno auto z pasa zanikającego. Tuż przed zwężeniem i dopiero wtedy, gdy prędkość spada do poziomu zatoru.

  Z punktu widzenia fizyki ruchu i teorii kolejek, suwak ma trzy miażdżące zalety:

  • Maksymalizuje przepustowość: zamiast tworzyć jeden gigantyczny sznur aut i marnować kilometry asfaltu na sąsiednim pasie, rozkładamy tę samą liczbę pojazdów na dwa potoki. Kolejka jest fizycznie krótsza.
  • Likwiduje chaos: koncentruje moment łączenia strumieni w jednym, ściśle zdefiniowanym punkcie. Koniec z falowym hamowaniem i przypadkowym wciskaniem się na dziesiątki metrów przed zwężeniem.
  • Gwarantuje sprawiedliwość: jeżeli kierowcy wpuszczają się w stosunku 1:1, system działa przewidywalnie. Każdy pas ma identyczny udział w przepływie przez wąskie gardło.

  Przepustowość dyktuje najwęższe gardło, a zator można rozładować wyłącznie przez optymalne wykorzystanie przestrzeni przed nim.

  I w ten logiczny układ wkracza bzdurna, plemienna kultura głupoty — z pełnym przeświadczeniem, iż wie lepiej. Przez lata, zanim suwak wpisano do kodeksu, wtłaczano kierowcom do głów, by wcześnie opuszczali kończący się pas. Miało to sens przy małym ruchu i wysokich prędkościach, ale nie przy kilometrowych korkach. Do tego doszła prymitywna intuicja moralna rodem z peerelowskiego sklepu mięsnego: „kto grzecznie stoi w ogonku, ten jest uczciwy, kto omija kolejkę, ten cwaniak”. W efekcie w umysłach zakorzeniła się patologiczna „kultura wczesnego zjazdu”: zobaczyłem znak — od razu odbijam na otwarty pas. Czuję się szlachetny, kulturalny, a na każdego, kto mija mnie pustym pasem, patrzę z moralną wyższością jako na chama, który robi mnie w balona. choćby jeżeli to on jedzie zgodnie z fizyką i prawem.

  Z punktu widzenia socjologii to podręcznikowy przykład toksycznej normy fałszywej. Badania są bezlitosne: wbrew logice, ludzie wcale nie uczą się tego, co realnie skraca im czas przejazdu. Uczą się tego, co głaszcze ich ego i pasuje do urojeń o sprawiedliwości. Kierowca, który zjechał za wcześnie, widzi, iż pas obok jedzie szybciej. Jednak zamiast przyznać: „moja strategia to idiotyzm”, okopuje się w swojej oblężonej twierdzy: „świat promuje cwaniactwo, ale ja będę cierpiał za swoją uczciwość”. To klasyczny, potężny dysonans poznawczy. Gdy przez dekady budowałeś swoją tożsamość na byciu „porządnym”, przyznanie, iż twoja porządność to w rzeczywistości ordynarne sabotowanie ruchu, boli bardziej niż tkwienie w korku. I dlatego ta norma sama nie zginie. Większość idiotów katuje tych, którzy próbują jeździć mądrzej: trąbią, blokują, zajeżdżają drogę, stygmatyzują. Aż w końcu racjonalny kierowca, dla świętego spokoju, zaczyna jeździć jak idiota — byle tylko dopasować się do stada.

  Suwak staje się testem cywilizacyjnym. Inżynieria, twarde dane i przepisy mówią jedno: dojeżdżanie do końca poprawia bezpieczeństwo i skraca zatory. jeżeli mimo to większość wciąż traktuje to jak cwaniactwo, to problemem nie jest brak edukacji. Problemem jest to, iż ludzie wyżej cenią własne dobre samopoczucie moralne niż rozum i realne korzyści dla siebie i ogółu. Suwak obnaża prawdę: kultura głupoty potrafi przetrwać zmianę prawa i dostęp do wiedzy, o ile tylko daje masom złudzenie bycia „dobrym człowiekiem”. choćby jeżeli w imię tego złudzenia kradnie się czas i nerwy tysiącom innych.

  I dokładnie tę samą cywilizacyjną aberrację obserwujemy przy urnach w demokratycznych wyborach. Wyborcy, zarówno w teorii, jak i w bolesnej praktyce, widzą, iż partia, której oddali głos, partaczy absolutnie wszystko i forsuje destrukcyjną ideologię. A jednak z tępym uporem głosują na nią dalej. Dlaczego? Bo tak się przyzwyczaili. Bo wdrukowano to w nich za młodu. Bo zbudowali na tym swoje bezmyślne, rzekomo „moralne” przekonanie o własnej wyższości i racji. To właśnie dlatego ten festiwal głupoty trwa tak długo i nie da się go zatrzymać żadnym logicznym argumentem. Żeby cokolwiek się w tym systemie zmieniło, pokolenie utrwalające tę głupotę musi po prostu wymrzeć. Dopiero na jego miejsce może wejść nowe, wolne od tego bagażu, nauczone od podstaw racjonalnych wzorców, wartości i cywilizacyjnych zasad. Kultura głupoty nie zanika, ona może tylko wymrzeć. By cokolwiek w Polsce się zmieniło, musimy niestety poczekać, aż idioci wymrą. Dlatego procesy społeczne realizowane są tak długo — raz utrwalonej głupoty wyplenić się nie da. Ja to nazywam społeczną inercją.

Grzegorz GPS Świderski
]]>https://t.me/KanalBlogeraGPS]]>
]]>https://Twitter.com/gps6]]>

Читать всю статью