Рональд Дж. Дейберт: Великая слежка. Кто, как и почему постоянно шпионит за нами? И почему Интернету нужна перезагрузка

instytutsprawobywatelskich.pl 2 часы назад

Ronald J. Deibert – człowiek, który ujawnił gigantyczne nadużycia związane z użyciem programu Pegasus, założyciel i szef Citizen Lab, znanej na całym świecie grupy badawczej do spraw cyberbezpieczeństwa – opisuje nowe problemy społeczne i polityczne, jakie przynosi rozwój cyfrowej cywilizacji.

Wydawnictwu Wielka Litera dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji. Zachęcamy do lektury całej książki.

Wprowadzenie

Popatrz na urządzenie, które trzymasz w ręce. Mówię poważnie: dobrze mu się przyjrzyj. Masz je zawsze przy sobie, gdziekolwiek się ruszysz. Z nim śpisz, pracujesz, biegasz, na nim grasz.

Zależysz od niego i wpadasz w panikę, gdy nie możesz go znaleźć. Łączy cię z krewnymi i z dziećmi. dzięki tego urządzenia robisz zdjęcia i kręcisz filmy, a później przesyłasz je znajomym i rodzinie. Ostrzega cię przed powszechnymi zagrożeniami i przypomina o wizycie u fryzjera.

„Nie ma dużego ruchu. jeżeli wyruszysz teraz, zdążysz na czas”.

Wskazuje ci, którędy jechać, podaje prognozę pogody i wyświetla najnowsze wiadomości. Mówisz do niego, a ono odpowiada. dzięki tego urządzenia monitorujesz gadżety, które z kolei monitorują twój dom (i ciebie). Rezerwujesz nim loty i kupujesz bilety do kina. Zamawiasz zakupy i jedzenie z restauracji, sprawdzasz przepisy kulinarne. Wszystko dzięki niemu. Ono liczy, ile robisz kroków, i sprawdza, jak bije ci serce. Przypomina, iż masz się skupić. Używasz go podczas medytacji i zajęć jogi.

Lecz jeżeli jesteś podobny do innych, do niemal wszystkich, których znam, urządzenie to czasem trochę cię wkurza. Zaczynasz zdawać sobie sprawę, iż ono (i wszystko, z czym cię wiąże) czyni z tobą wywijasy, bez których twoje życie chyba byłoby lepsze. Rozwija złe nawyki. Dzieci, a choćby część twoich znajomych, już prawie się do ciebie nie odzywają. Czasem odnosisz wrażenie, iż choćby nie patrzą na ciebie, mają oczy wlepione we własne urządzenie, a kciukami nieustannie stukają w klawiaturę. Twój nastolatek dostaje szału, gdy jego urządzenie dzwoni. Uważasz, iż naprawdę muszę z kimś gadać?

Jakim cudem coś tak bardzo „socjalizującego” może być równie zadziwiająco „antyspołeczne”?

Sprawdzasz konta w mediach społecznościowych, czujesz się, jakbyś wpadł między młyńskie koła, ale nic nie możesz poradzić, coś ci każe przewijać dalej. Dziesiątki tysięcy, może miliony ludzi naprawdę wierzą, iż Ziemia jest płaska, bo obejrzeli na YouTubie filmiki obnażające „te wszystkie spiski”. Prawicowy, neofaszystowski populizm kwitnie w sieci i na ulicach, staje się zaczynem nienawiści, morderstw, a choćby ludobójstwa[1]. Codziennie porcja obraźliwych dla wolnej prasy komentarzy wylewa się z twitterowego konta prezydenta Stanów Zjednoczonych*. Nikt tego nie filtruje, a od kiedy objął urząd, jego bezczelne kłamstwa idą już w dziesiątki tysięcy. Publikowane przez niego wpisy to symptom powszechnej przypadłości: są groteskowe, a jednak coś cię do nich ciągnie; są niczym wypadek samochodowy – po prostu musisz popatrzeć.

Nie mam wątpliwości, iż zauważyliście, iż media społecznościowe w ostatnich latach dostają niezły wycisk. Epoka „O rany, ale numer!” minęła, ustępując miejsca epoce potwornej nudy. W codziennych informacjach aż się przelewa od historii o włamaniach do systemu, naruszeniach prywatności, dezinformacji, inwigilacji i politycznej manipulacji. Szefowie mediów społecznościowych są ciągani na przesłuchania przed Kongresem odbywające się w świetle kamer i prowadzone przez dociekliwych prawodawców.

Piszemy o Ludziach, a nie o władzy

Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!

Przekaż 1,5% i zostań naszym współwydawcą

Referendum w sprawie brexitu z 2016 roku i zbliżony w czasie wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA były głównymi czynnikami, które sprawiły, iż ponownie przyjrzano się wpływowi mediów społecznościowych na społeczeństwo i politykę.

W obu przypadkach mające złe zamiary podmioty, w kraju i za granicą, wykorzystywały owe media do siania fałszywych informacji i wywoływania prawdziwych protestów, które miały pogłębić chaos i zaostrzyć i tak już ostre podziały w społeczeństwie. Dzięki późniejszym dochodzeniom wyszły na jaw działania szemranych firm analitycznych, takich jak Cambridge Analytica**: mogliśmy ujrzeć skrawek pozostającego w cieniu podziemnego świata social mediów[2].

Bo to mroczne oblicze naprawdę istnieje. Czytaliście pewnie o firmach sprzedających zaawansowane technologie pozwalające prowadzić cyberwojnę. Swoje usługi oferują dyktatorom, którzy wykorzystują je, by hakować urządzenia mobilne swych przeciwników i sieci społecznościowe, co często prowadzi do śmiertelnych konsekwencji. Najpierw był krąg osób bliskich Jamalowi Khashoggiemu***, później (prawdopodobnie) urządzenie Jeffa Bezosa****. „A jeżeli mnie też hakują?” – myślisz sobie, nagle zaalarmowany dziwnym esemesem czy mailem zawierającym załącznik. Świat, z którym jesteś połączony dzięki tego urządzenia, nagle jawi ci się jako źródło potężnych zagrożeń, które mogą dotknąć cię osobiście.

Niemniej urządzenie to już się stało częścią życia, o czym przekonujemy się bardziej niż kiedykolwiek. Kiedy świat obiegła informacja o koronawirusie (2019-nCoV, czyli COVID-19) odkrytym w grudniu 2019 roku w chińskim Wuhanie, życie, do jakiego przywykliśmy, zamarło: zamykały się fabryki, miliony pracowników zwalniano, a niemal wszystkich zmuszono do samoizolacji i zdalnej pracy z domu. Wszystkie gałęzie gospodarki odnotowały gwałtowny spadek, podczas gdy wielkie platformy technologiczne zaczęły przeżywać kosmiczny wzrost zainteresowania swymi usługami. Narzędzia do wideokonferencji, na przykład Zoom, z niepotrzebnych programów biurowych zmieniły się w coś tak powszechnego, iż stosowanego i przez dziadków, i przez dzieci, przesiadujących w sieci godzinami. Netflix, Amazon Prime i inne media streamingowe rozkwitały, pozwalając oderwać myśli od posępnej rzeczywistości za oknem. Zapotrzebowanie na przepustowość łączy telekomunikacyjnych sięgnęło takich rozmiarów, iż operatorzy nakładali ograniczenia na streaming i obniżali jakość wideo, by serwery się nie przegrzały i nie padły. Jakimś cudem wszystko się kleiło, za co byłeś losowi głęboko wdzięczny.

Jednak globalna pandemia uwypukliła wszystkie niedoskonałości mediów społecznościowych.

Przestępczość w sieci i statystyka naruszeń ochrony danych wystrzeliły pod sufit, gdy złoczyńcy rzucili się, by zarabiać na pracujących z domu milionach osób, których kuchenne routery i słabe zabezpieczenia sieci nigdy nie miały przekazywać wrażliwych informacji. Mimo starań platform społecznościowych, usiłujących usuwać fałszywe wiadomości i podsuwać odbiorcom wiarygodne źródła dotyczące zdrowia, dezinformacja krzewiła się wszędzie, niekiedy pociągając za sobą przerażające skutki. Ludzie umierali po wypiciu trujących koktajli zalecanych w mediach społecznościowych (i popularyzowanych przez samego Donalda Trumpa), desperacko pragnąc umknąć przed wirusem.

Cała ta sytuacja stanowiła rażący kontrast ze sposobem, w jaki reklamują się media społecznościowe, i tym, jak postrzegano je w przeszłości. Kiedyś wszyscy zakładali, iż technologie cyfrowe pozwolą na powszechny dostęp do wiedzy, ułatwią zbiorową organizację i wzmocnią społeczeństwo obywatelskie. Arabska wiosna, tak zwane kolorowe rewolucje***** i inne cyfrowo napędzane ruchy społeczne wydawały się dowodzić niepowstrzymanej siły mas ludzkich, wyzwolonej przez nasz wiecznie włączony i powiązany siecią świat. Faktem jest, iż na początku XXI wieku entuzjaści nowych technologii oklaskiwali każdą nowinkę, uznając, iż pozwolą one ludziom wzajemnie się do siebie zbliżyć i odbudować demokrację.

Teraz coraz częściej uważa się, iż media społecznościowe sprzyjają rozwojowi pewnego rodzaju choroby społecznej. Coraz więcej osób sądzi, iż serwisy typu Facebook mają nieproporcjonalnie duży wpływ na ważne decyzje polityczne i społeczne.

Inni zaczynają zauważać, iż niezdrowo dużą część życia spędzamy wgapieni w ekran telefonu czy komputera, niby to nawiązując i podtrzymując kontakty, podczas gdy w istocie żyjemy w odosobnieniu i oderwaniu od natury.

Następstwem narastającego niepokoju są wezwania do zaprowadzenia porządku w mediach społecznościowych i apele do szefów poszczególnych platform, by lepiej nad nimi czuwali, szanowali prywatność i uwzględniali znaczenie praw człowieka. Ale od czego zacząć? I co tak adekwatnie należy zrobić? Odpowiedzi są bardziej skomplikowane.

Weźmy chociażby oryginalny tytuł tej książki. Reset. Ma być podsumowaniem niezwykłych i niepokojących czasów, w których przyszło nam żyć. Martin Luther King Jr. zauważył kiedyś, iż „łuk moralny Wszechświata jest długi, ale zmierza ku sprawiedliwości”. Widząc wokół kryzys klimatyczny, śmiercionośne plagi, ginące gatunki, wirusy nacjonalizmu, systemowy rasizm, bezczelną kleptokrację i skrajne nierówności, trudno podzielać jego optymizm. Dzisiaj łatwiej uwierzyć, iż wszystko zapada się w sobie i kurczy. jeżeli powinniśmy przemyśleć to, czego się wspólnie dopuszczamy, właśnie przyszła na to pora.

Mówiąc bardziej szczegółowo, słowo „reset” ma sygnalizować potrzebę głębszego i ponownego zbadania naszego ekosystemu komunikacyjnego, niezbędną i pilniejszą niż kiedykolwiek.

W języku komputerowym i sieciowym określenie „zresetować” oznacza wstrzymanie działania systemu i przywrócenie go do stanu początkowego (wymiennie używa się też określenia „zrestartować”). Reset jest metodą zakończenia biegnącego procesu powodującego problemy i rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Użytkownicy wyrobów firmy Apple znają „wirującą piłkę plażową”, oznaczającą, iż proces został zapętlony, natomiast klienci Microsoftu bez wątpienia rozpoznają „błękitny ekran śmierci”. Każdy z nas z pewnością zetknął się z przynajmniej jednym z tych obrazków.

Słowa „reset” używa się również w znacznie szerszym znaczeniu, oznaczającym nowy początek. Gdy rodzice pytają dzieci: „Czy możecie się uspokoić?”, sugerują reset. Gdy robimy coś, co okazuje się bezowocne i wymaga ponownego zastanowienia, także potrzebny jest reset. Przychodzi on nam na myśl również wtedy, gdy zabieramy się za coś zapowiadającego zmianę, jak nowa praca czy przeprowadzka. Reset daje czas na przeorganizowanie, zrobienie porządków, podsumowanie, zobaczenie szerszego kon­tekstu i przygotowanie nowego planu. Mówiąc bardziej ogólnie, reset wiąże się z rozpoczynaniem na nowo, jednak przy dobrze przemyślanych założeniach początkowych. Pozwala odrzucić błędy niedawnego postępowania i ponownie wystartować.

Pandemia COVID-19 zmusiła społeczeństwa do niespodziewanego i niezależnego od nich resetu. Rządy na całym świecie, od władz miejskich po federalne, narzucały obwarowane przepisami kwarantanny i samoizolację. Globalna gospodarka ma przerwę, której długości nie określono, gdyż zamykały się całe sektory przemysłu. Wprowadzano środki nadzwyczajne. Piszę te słowa wiosną 2020 roku, pandemia przez cały czas się rozwija i nie wiemy, jak to wszystko się skończy. Niemniej już widać, iż wymuszony postój wpłynął na zastanowienie się nad wieloma aspektami życia i polityki, co obejmuje też media społecznościowe.

Pisząc tę książkę, miałem niejeden cel. Chciałem zebrać podnoszące się i zbieżne głosy dotyczące problemów związanych z mediami społecznościowymi, a co za tym idzie – z organizacją całego naszego środowiska komunikacji.

Potraktujcie to jako diagnozę mediów społecznościowych: rozpoznanie choroby dzięki dogłębnemu zbadaniu symptomów. Postrzegam i systematyzuję te problemy jako bolesne prawdy: „prawdy”, jako iż rośnie grono naukowców i ekspertów, którzy przyznają, iż owe problemy rzeczywiście mamy, a „bolesne”, ponieważ opisują wiele poważnych i szkodliwych następstw naszych działań, o których niemiło pomyśleć i którym trudno zaradzić[3]. Czyniąc to, nie tyle przedstawiam oryginalne argumenty dotyczące mediów społecznościowych, ile łączę w całość wyniki badań prowadzonych przez innych analityków tematu, choć naturalnie nie wszyscy się zgodzą z dokonaną przeze mnie syntezą czy charakterystyką zjawiska. Niemniej uczyniłem wszystko, co mogłem, by pokazać najnowsze, oparte na dowodach wyniki i sposób podejścia do tematu, by przedstawić spójny i pełny obraz stanu rzeczy – taki, jaki jest w chwili, gdy to piszę.

Ronald J. Deibert, Wielka inwigilacja. Kto, jak i dlaczego nieustannie nas szpieguje?. I dlaczego Internet potrzebuje resetu?, Wielka Litera, 2023, tłumaczenie Małgorzata Maruszkin

Przypisy:

[1] S. Venier, The role of Facebook in the persecution of the Rohingya minority in Myanmar: Issues of accountability under international law, „Italian Yearbook of International Law Online”, t. 28, 2019, nr 1,
s. 231–248; S. Vaidhyanathan, Antisocial media: How Facebook has disconnected citizens and undermined democracy, Oxford University Press, Oxford 2018.

[2] C. Cadwalladr, E. Graham‑Harrison, The Cambridge Analytica files, „Guardian”, 2018, www.theguardian.com/news/series/cambridge‑analytica‑files.

[3] R.J. Deibert, The road to digital unfreedom: Three painful truths about social media, „Journal of Democracy”, t. 30, 2019, nr 1, s. 25 – 39.

[4] J. Abbate, Inventing the internet, MIT Press, Cambridge, MA 2000; K. Hafner, M. Lyon, Where wizards stay up late: The origins of the internet, Simon and Schuster, New York 1998.

* Oryginalne wydanie pochodzi z 2020 r. W tym miejscu i dalej mowa o Do­naldzie Trumpie oraz okresie jego prezydentury, rozpoczętym 20 stycznia 2017 r.

** Cambridge Analytica – brytyjska firma konsultingowa, bezprawnie gromadząca dane milionów użytkowników Facebooka, które potem były wykorzystywane do reklamy politycznej, m.in. w kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa w 2016 r. Ogłosiła upadłość w 2018 r. Więcej o niej na s. 132–132 [przyp. aut.].

*** Jamal Khashoggi (1958–2018) – saudyjski dziennikarz i komentator polityczny, nieprzychylny wobec Arabii Saudyjskiej, najprawdopodobniej zamordowany przez władze tego państwa w październiku 2018 r. [zob. s. 148].

**** Są poważne poszlaki wskazujące na to, iż w maju 2018 r. został zaatakowany iPhone Jeffa Bezosa – właściciela „The Washington Post”, na łamach którego Khashoggi zamieszczał swoje krytyczne teksty. Miały być w to zamieszane saudyjskie władze, w tym sukcesor tronu i dzisiejszy premier Mohammed bin Salman. ***** Kolorowe rewolucje – oddolne ruchy społeczne mające na celu doprowadzenie do przemian demokratycznych, występujące po 1990 r., głównie w państwach WNP i na Bliskim Wschodzie. Najbardziej znana jest pomarańczowa rewolucja na Ukrain

Читать всю статью