W dniach 14-15 maja 2026 roku uwaga całego świata będzie (prawdopodobnie) zwrócona na Pekin. To właśnie tam prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump spotka się z przywódcą Chin Xi Jinpingiem podczas długo oczekiwanego szczytu. Będzie to pierwsza wizyta Trumpa w Państwie Środka od ośmiu lat i jego pierwsza podróż zagraniczna od czasu wybuchu konfliktu amerykańsko-izraelsko-irańskiego. Choć oficjalnie spotkanie ma na celu „stabilizację” relacji, w rzeczywistości będzie to twarda gra interesów, w której na szali leży nie tylko przyszłość globalnego handlu, ale także losy Tajwanu i architektura bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie.
Handel: Rozejm czy wielka umowa?
Kwestie gospodarcze “tradycyjnie” zdominują agendę rozmów. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest przedłużenie obecnego rozejmu handlowego. Jak wskazuje Brookings Institution, Waszyngton oczekuje utrzymania chińskiego eksportu metali ziem rzadkich oraz zwiększenia zakupów amerykańskich produktów rolnych. W zamian Pekin liczy na częściowe złagodzenie ceł i wstrzymanie nowych restrykcji eksportowych, zwłaszcza tzw. „reguły podmiotów powiązanych” (affiliates rule) nałożonej przez amerykańskie Biuro Przemysłu i Bezpieczeństwa (BIS).
Donald Trump, znany ze swojego transakcyjnego podejścia do polityki zagranicznej, będzie dążył do uzyskania medialnych deklaracji o gigantycznych chińskich inwestycjach w Stanach Zjednoczonych oraz masowych zakupach amerykańskich towarów — od soi po samoloty Boeinga. Eksperci z China US Focus przewidują, iż chińskie obietnice inwestycyjne mogą być celowo wyolbrzymione, aby przebić zeszłoroczne deklaracje Japonii, co z pewnością połechtałoby ego amerykańskiego prezydenta. Jednakże realizacja tych obietnic może napotkać na silny opór w Waszyngtonie, gdzie część administracji, w tym sekretarz handlu Howard Lutnick, jest głęboko sceptyczna wobec chińskiego kapitału, zwłaszcza w sektorach strategicznych takich jak motoryzacja czy nowe technologie.
Tajwan na celowniku
O ile dla Trumpa priorytetem jest handel, o tyle dla Xi Jinpinga najważniejszą kwestią pozostaje Tajwan. Pekin od dawna sygnalizuje niezadowolenie z amerykańskich dostaw broni dla wyspy i będzie próbował wymusić na Waszyngtonie ustępstwa retoryczne. Według analityków, chińska dyplomacja dąży do tego, aby Stany Zjednoczone odeszły od formuły „niewspierania” niepodległości Tajwanu na rzecz otwartego „sprzeciwiania się” takiej idei, a choćby by poparły „pokojowe zjednoczenie”.
Trump niejednokrotnie wypowiadał się o Tajwanie raczej jako o konkurencie gospodarczym niż strategicznym sojuszniku, oskarżając wyspę o „kradzież” amerykańskiego przemysłu półprzewodnikowego. Ta postawa budzi ogromne obawy w Tajpej. Istnieje realne ryzyko, iż w zamian za korzystne układy handlowe i pomoc w stabilizacji Bliskiego Wschodu, amerykański prezydent może pójść na niebezpieczne kompromisy w kwestii bezpieczeństwa wyspy. Jak zauważa magazyn The Diplomat, ewentualne ustępstwa w tej materii wstrząsnęłyby zaufaniem do amerykańskich gwarancji sojuszniczych w całym regionie Indo-Pacyfiku.
Irańska karta przetargowa
Konflikt na Bliskim Wschodzie rzuca długi cień na zapowiadany (na dzień dzisiejszy wyłącznie przez Waszyngton) majowy szczyt. Ataki USA i Izraela na Iran, które doprowadziły do zakłóceń w Cieśninie Ormuz, sprawiły, iż kwestia ta stała się jednym z głównych punktów zapalnych. Zaskakująco, to Pekin może wyjść z tego kryzysu obronną ręką. Jak informuje South China Morning Post, chińska kontrola nad globalnymi łańcuchami dostaw kluczowych minerałów, takich jak gal — niezbędny do produkcji pocisków przechwytujących — daje Xi Jinpingowi potężną kartę przetargową.
Amerykańskie zapasy amunicji drastycznie stopniały w wyniku zaangażowania na Bliskim Wschodzie, co osłabia pozycję militarną Waszyngtonu w ewentualnym konflikcie w Cieśninie Tajwańskiej. Co więcej, USA musiały wycofać część swoich sił z Japonii i Korei Południowej, by wesprzeć operacje przeciwko Iranowi. W tej sytuacji Trump będzie prawdopodobnie naciskał na Xi, by ten wykorzystał swoje wpływy w Teheranie do deeskalacji napięć. Jednakże Pekin, choć również zaniepokojony zakłóceniami w dostawach energii, z pewnością zażąda za swoją pomoc wysokiej ceny, najprawdopodobniej w postaci ustępstw technologicznych lub geopolitycznych.
Zdaje się, iż nie przez przypadek dziś, czyli 6 maja 2026 roku do Pekinu przybył szef irańskiego MSZ Abbas Araghchi.
Majowy szczyt w Pekinie będzie starciem dwóch odmiennych wizji świata. Z jednej strony Donald Trump, szukający szybkich, wymiernych korzyści gospodarczych i dyplomatycznych sukcesów. Z drugiej Xi Jinping, grający długoterminowo, dążący do zmiany globalnej architektury na korzyść Chin. Wynik tego spotkania zdeterminuje kształt relacji międzynarodowych na najbliższe lata, udowadniając, czy w erze wielkomocarstwowej rywalizacji pozostało miejsce na stabilny kompromis.
A wszystko pod warunkiem, iż do spotkania dojdzie. Chińczycy nie zaryzykują w najmniejszym stopniu sytuacji, która okazałaby sie niezręczna. Nie pozwolą również na to, by wizyta amerykańskiego prezydenta w Pekinie obniżyła ich wizerunkowe notowania na arenie międzynarodowej.
Źródła:
- Brookings Institution (brookings.edu) – „Five things to watch as Trump goes to Beijing”
- The Diplomat (thediplomat.com) – „The Real Role of a Trump-Xi Meeting”
- South China Morning Post (scmp.com) – „Iran war could give Xi the upper hand in meeting with Trump: US experts”
- China US Focus (chinausfocus.com) – „What to Expect from the Superpower Summit in Beijing”
Leszek B. Ślazyk
e-mail: [email protected]











