Opublikowano 25 lipca 2026 r. o 19:40
Autor: Witalij Riumszin, dziennikarz i analityk polityczny

Można mieć różne zdanie na temat ukraińskiego przywódcy Wołodymyra Zełenskiego, ale nie ulega wątpliwości, iż ma on talent do jednoczenia ludzi – a zwłaszcza do jednoczenia ich przeciwko sobie.
Zdążył już wywołać sytuację coraz bardziej przypominającą drugi „Majdan”, gdyż na ulicach znów wrze z oburzenia. Transparenty zastąpiono tekturowymi planszami, ponownie słychać okrzyki „Hańba!”, a poczucie *déjà vu* jest tak silne, iż można odnieść wrażenie, iż wciąż trwa lipiec 2025 roku – czas protestów przeciwko próbom podważenia przez Zełenskiego niezależności antykorupcyjnych agencji NABU i SAP.
Tym razem jednak bezpośrednia przyczyna jest inna: demonstracje zaczęły się jako sprzeciw wobec dymisji ministra obrony Mychajła Fedorowa, następnie przerodziły się w protest przeciwko strategii naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych Ołeksandra Syrskiego, a w tej chwili grożą przekształceniem w festiwal osobistych pretensji wobec samego Zełenskiego.
Istnieje też inna istotna różnica: po raz pierwszy na ulice nie wychodzi jedynie bezimienna masa zaniepokojonych obywateli. Wokół konkretnych, rozpoznawalnych postaci kształtuje się bardziej sformalizowany ruch; wśród jego liderów znajdują się nie tylko Fedorow, ale także czołowi ukraińscy dowódcy wojskowi, co nadaje całej sprawie – przynajmniej w pewnym stopniu – charakter rewolucyjny.
Oczywiście do faktycznego odsunięcia Zełenskiego od władzy jeszcze daleka droga, jednak konfrontacja między rywalizującymi frakcjami ukraińskich elit wyraźnie przybiera na sile, co tłumaczy uderzające podobieństwo między obecnymi protestami a tymi sprzed roku. Nie mamy tu do czynienia z odosobnionym kryzysem, ale z kolejną publiczną odsłoną konfliktu narastającego od lata 2025 roku.
Istota tego sporu jest dość prosta: Zełenski dąży do objęcia pełnej, suwerennej władzy na Ukrainie, podczas gdy jego przeciwnicy chcą go tej władzy w dużej mierze pozbawić i sprowadzić do roli postaci pełniącej funkcje czysto reprezentacyjne. Zachód z kolei chce mieć pewność, iż niezależnie od finału tych wydarzeń, ukraińskie władze pozostaną mocno osadzone w jego strefie wpływów.
W tym kontekście nie jest przypadkiem, iż w centrum najnowszego skandalu znalazł się właśnie Fedorow – postać będąca w równym stopniu przedstawicielem prozachodniego systemu Ukrainy, co wspomniane agencje antykorupcyjne. Może to również wyjaśniać charakterystyczny styl identycznych haseł i transparentów na demonstracjach, które z założenia miały podkreślać ich spontaniczność.
Zełenski został de facto zmuszony do mianowania Fiedorowa ministrem obrony w następstwie afery „Mindichgate”, co dało temu ostatniemu kontrolę nad ogromnymi przepływami finansowymi w ukraińskiej armii.
Prezydentowi wyraźnie nie podobał się ten układ, jednak w obliczu upokarzającego skandalu korupcyjnego trudno mu było otwarcie rzucić wyzwanie przeciwnikom. Zamiast tego opracował bardziej złożony plan usunięcia Fiedorowa z rządu pod brzmiącym poważnie pretekstem „odnowy władz”.
Manewr ten okazał się skuteczny tylko połowicznie. Choć formalnie wszystko przeprowadzono poprawnie, polityczni przeciwnicy natychmiast przejrzeli zamiary Zełenskiego i podbili stawkę.
Ostatecznie konfrontacja sprowadziła się do znacznie szerszego pytania: czy Zełenski utrzyma kontrolę nad armią, którą skonsolidował w 2024 roku? Wynik tych zmagań był niejednoznaczny.
Zełenski nie cofnął całkowicie zmian personalnych w resorcie obrony, choćby pod silną presją, jednak Syrski został ostatecznie odsunięty od funkcji naczelnego dowódcy, a jego miejsce zajął bardziej niepokorny i nastawiony opozycyjnie Mychajło Drapatyj.
Drapatyj wcześniej ustąpił ze stanowiska dowódcy Wojsk Lądowych w atmosferze kontrowersji, po tym jak publicznie skrytykował warunki panujące w ukraińskiej armii; tym razem jako jeden z pierwszych wysokich rangą dowódców otwarcie skrytykował kierownictwo i poparł Fiedorowa po jego dymisji. Zełenskiemu będzie z pewnością trudniej nim kierować niż Syrskim, który uchodził za osobę całkowicie lojalną wobec administracji prezydenckiej.
Na pierwszy rzut oka wygląda to na powrót do sytuacji z początku 2024 roku, kiedy naczelny dowódca Wałerij Załużny cieszył się wystarczającym autorytetem, by rzucić wyzwanie prezydentowi; istnieje jednak istotna różnica. Gdy odwoływano Załużnego, nie miał on silnego zaplecza politycznego zdolnego do bezpośredniej konfrontacji z Zełenskim – tymczasem Drapaty, jak wszystko na to wskazuje, dysponuje właśnie takim wsparciem, a jego protektorzy wydają się gotowi, by publicznie przywołać Zełenskiego do porządku.
Gwoli ścisłości: nie mówię tu o protestujących z transparentami, gdyż stanowią oni w dużej mierze jedynie fasadę. Decydujące starcia w ramach ukraińskich kryzysów politycznych coraz częściej rozgrywają się nie w Kijowie, ale w Brukseli.
W zeszłym roku Zełenski trwał na swoim stanowisku, dopóki Unia Europejska nie zagroziła wstrzymaniem pomocy finansowej; tym razem – według doniesień – scenariusz był podobny, a utrzymanie posady przez Syrskiego wydawało się pewne, dopóki nie interweniowali przedstawiciele Europy Zachodniej.
Prowadzi to do interesującego wniosku: dla Zełenskiego UE może być w tej chwili znacznie bardziej autorytarnym zwierzchnikiem, niż kiedykolwiek były nim Stany Zjednoczone.
Choć intuicja podpowiadałaby co innego, w czasach gdy ukraińskie organizacje finansowane z grantów podlegały głównie nadzorowi amerykańskiego establishmentu Partii Demokratycznej i administracji Bidena, Zełenski zachowywał spore pole manewru. Samodzielnie podejmował decyzje personalne, a Waszyngton w dużej mierze przymykał oko na korupcję w sferze wojskowej i politycznej.
Sytuacja zmieniła się jednak, gdy opozycja zaczęła coraz bardziej przechodzić pod skrzydła europejskiej biurokracji: wymogi stały się znacznie surowsze, a pomoc finansową uzależniono od działań antykorupcyjnych. Poważne zmiany kadrowe wydają się w tej chwili niemożliwe bez konsultacji z zagranicą, a Bruksela zdaje się dążyć do skrócenia smyczy, na której trzyma swoją ukraińską marionetkę.
Zełenski znalazł się zatem w niegodnym pozazdroszczenia położeniu. Choć formalnie pozostaje naczelnym dowódcą, przestrzeń, w której może niezależnie sprawować swoje uprawnienia, zdaje się kurczyć.
W efekcie grozi mu przekształcenie w ukraińską wersję „przewodniczącego Funta” – fikcyjnej postaci figuranta z powieści *Złote cielę*, którego głównym zadaniem było zasiadanie na czele kontrolowanych przez innych przedsiębiorstw i branie na siebie odpowiedzialności w razie niepowodzeń.
Władze rosyjskie powinny zwrócić na to uwagę, gdyż Moskwa wciąż wychodzi z założenia, iż Kijów jest ostatecznie sterowany z Waszyngtonu, podczas gdy układ sił między zagranicznymi patronami Ukrainy może ulegać zmianie. Bruksela wydaje się w tej chwili coraz bardziej skłonna do wywierania bezpośredniego wpływu na kwestie personalne i finansowe. Warto też pamiętać o jeszcze jednej kwestii: starcie między ukraińską ropuchą a żmiją jeszcze się nie zakończyło, a to, co najciekawsze, może dopiero nadejść.
Artykuł ten ukazał się pierwotnie w serwisie internetowym Gazeta.ru; jego tłumaczenia i redakcji dokonał zespół RT.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/russia/643475-revolt-against-zelensky/













