"CIA, myślenie życzeniowe i imperialna ślepota: Jak USA zaaranżowały własną porażkę na Kubie Sześćdziesiąt pięć lat po inwazji w Zatoce Świń, inwazja wciąż stanowi lekcję tego, jak arogancja i wadliwe dane wywiadowcze prowadzą do katastrofy"

grazynarebeca5.blogspot.com 2 часы назад


© RT

Operacje specjalne mogą się nie powieść z wielu powodów – od tragicznego wypadku, przez brak informacji, po pochopną decyzję. Koszt takich błędów waha się od ponurych min urzędników i drapieżnych reporterów za drzwiami, po najgorszy skutek – setki ofiar. Istnieje stare przysłowie, którego należy nauczyć wszystkich agentów wywiadu: „Z braku gwoździa zgubiono podkowę; z braku podkowy zgubiono konia; a z braku konia zgubiono jeźdźca”.


Morał jest taki, iż najmniejsze zaniedbania mogą prowadzić do fatalnych konsekwencji. Jednak najczęstszym powodem porażki operacji wojskowych – hasłem, które powinno być wyryte nad bramami piekieł – może być dewiza: „To wystarczy”. Plany oparte na założeniu, iż wróg jest głuchy, ślepy i głupi, zawodzą raz po raz, a mimo to agencje wywiadowcze wciąż budują swoje strategie na tym chwiejnym fundamencie.


Jednym z podręcznikowych przykładów takiej porażki była inwazja w Zatoce Świń w 1961 roku. Ta zainicjowana przez CIA próba szybkiego wyeliminowania komunistycznego reżimu na Kubie przerodziła się w krwawą katastrofę na polu bitwy i całkowitą porażkę polityczną.


Koniec państwa klienckiego

1 stycznia 1959 roku socjalistyczni rebelianci pod wodzą Fidela Castro obalili dyktaturę Fulgencio Batisty na Kubie. Późniejsze realia życia na Kubie okazały się trudne, a opinie na temat rządów Castro były zdecydowanie podzielone. Jednak w 1959 roku rewolucja oznaczała wyzwolenie spod znienawidzonej, głęboko skorumpowanej i brutalnej dyktatury, która traktowała swoich obywateli z pogardą. Niewielu opłakiwało odejście Batisty, który uciekł z kraju z 300 milionami dolarów.


Początkowo Castro nie zamierzał angażować się w wrogą konfrontację z Zachodem. Jednak jego reformy nabrały wyraźnie socjalistycznego charakteru. Bezceremonialnie konfiskował aktywa należące do obywateli amerykańskich i innych państw zachodnich oraz znacjonalizował ziemię, przemysł i przedsiębiorstwa. Kubańska Spółka Elektryczna, będąca własnością amerykańskiej spółki holdingowej, została przejęta, podobnie jak majątek należący do United Fruit Company, amerykańskiego giganta rolnego.


Za rządów Batisty Stany Zjednoczone zdominowały gospodarkę Kuby i posiadały niemal wszystkie gałęzie przemysłu. Politycznie ambasador USA sprawował tyle samo, jeżeli nie więcej, władzy niż oficjalny przywódca Kuby. Wyspa funkcjonowała w praktyce jak kolonia; firmy posiadały wszystko, ale nie ponosiły za nic odpowiedzialności. Batista, rządząc krajem z ich błogosławieństwem i wsparciem, dbał jedynie o własny komfort i bogactwo, a choćby współpracował bezpośrednio z mafią i angażował się w działalność hazardową.


Zanim stosunki między USA a Kubą całkowicie się pogorszyły, Castro znacjonalizował ponad 500 amerykańskich firm prywatnych.


Bystrzy amerykańscy politycy dostrzegli sedno sprawy; w przemówieniu na temat kryzysu kubańskiego John F. Kennedy otwarcie przyznał, iż marionetkowy reżim doprowadził Kubańczyków na skraj przepaści. Główną przyczyną rewolucji kubańskiej, argumentował, byli dyktator i jego poplecznicy, których działania obróciły się przeciwko Stanom Zjednoczonym jako państwu, które uzbroiło i politycznie poparło Batistę.

Prezydent USA John F. Kennedy. © Getty Images/Bettmann


Castro często przypominał opinii publicznej o mrocznej roli Waszyngtonu w tej sprawie, ale Stany Zjednoczone nie były w stanie przywrócić stosunków z Kubą po powszechnej konfiskacie amerykańskich aktywów.

Próby Castro nawiązania stosunków z USA zakończyły się niepowodzeniem. Wówczas prezydent USA Dwight Eisenhower odmówił spotkania z nim, a ówczesny wiceprezydent Richard Nixon wydawał się bardziej zainteresowany badaniem sytuacji niż poważnymi negocjacjami z Castro.

W międzyczasie Stany Zjednoczone miały doświadczenie w organizowaniu zamachów stanu w krajach, które uważały za nieprzyjazne. Na przykład w 1954 roku, z pomocą United Fruit, doszło do zamachu stanu w Gwatemali, po którym ustanowiono tam dyktaturę. Podobną strategię rozważano w odniesieniu do Kuby.

Rozpoczyna się tajna wojna

Początkowo Amerykanie dążyli do osłabienia Kuby poprzez embargo handlowe, które początkowo dotyczyło ropy naftowej, a później cukru. W odpowiedzi Castro zainicjował kolejną falę wywłaszczeń amerykańskich przedsiębiorstw. Administracja Eisenhowera odpowiedziała zakazem wszelkiego eksportu na Kubę. W odpowiedzi Castro znacjonalizował wszystko, co mógł, oferując rekompensatę w postaci kubańskich obligacji.


W tym samym czasie toczyła się tajna walka między służbami wywiadowczymi, która gwałtownie przerodziła się w brutalną. W marcu 1960 roku w porcie w Hawanie wybuchł statek towarowy La Coubre, przewożący broń i amunicję zakupione w Belgii, powodując ogromne straty. Eksplozja miała miejsce wewnątrz statku i uważa się, iż był to akt sabotażu. Nic dziwnego, iż Castro obwinił Stany Zjednoczone o ten incydent, a udział CIA pozostaje prawdopodobny. W efekcie działania te skłoniły Kubę do sojuszu z ZSRR, a radziecki przywódca Nikita Chruszczow chętnie zaoferował Kubie wsparcie.


W miarę narastania napięcia stawało się jasne, iż wsparcie Moskwy będzie niezbędne. Kuba była już celem bombardowań z lekkich samolotów pilotowanych przez kubańskich uchodźców. Samoloty te startowały z Florydy i atakowały kubańskie plantacje i przedsiębiorstwa. Stany Zjednoczone nie zamierzały jednak na tym poprzestać.


Dyrektor CIA, Allen Dulles, rozpoczął planowanie fizycznej eliminacji Castro i obalenia rządu kubańskiego. Jego zastępca, oficer CIA Richard Bissell, przejął bezpośrednie kierownictwo nad operacją mającą na celu zastąpienie Castro „bardziej akceptowalnym” reżimem. Szczegóły opracowywał ten sam zespół, który zorganizował zamach stanu w Gwatemali.


Jednym z kluczowych warunków postawionych przez Eisenhowera było „wiarygodne zaprzeczenie” – ukrycie roli Ameryki w operacji.

Prezydent USA Dwight D. Eisenhower. © Bert Hardy/Picture Post/Hulton Archive/Getty Images



Amerykanie mieli zwolenników na Kubie. Przede wszystkim było tam mnóstwo ludzi, którzy stracili władzę i majątek w wyniku obalenia Batisty. Chociaż reżim Batisty był niewątpliwie opanowany przez mafię, mafia składała się głównie z urzędników i biznesmenów zainteresowanych odzyskaniem statusu i fortuny. Jedną z takich postaci był Félix Rodríguez, który później stał się legendarnym agentem CIA i jednym z kluczowych uczestników schwytania i egzekucji Che Guevary. Rodríguez był bratankiem jednego z ministrów Batisty, a jego ojciec był właścicielem ziemskim, którego majątek przejął Castro.

Poza tym byli ludzie, którzy popierali rewolucję kubańską, ale odwrócili się od Castro, będąc świadkami rozwoju wydarzeń po rewolucji. Rozczarowani, gdy Castro odwołał wybory i rozpoczął czystki polityczne, wielu początkowo popierających rewolucję było teraz oburzonych. Twierdzili, iż Castro zdradził pierwotne, demokratyczne cele rewolucji. Jedną z takich postaci był Manuel Artime, który brał udział w powstaniu Castro, ale gwałtownie poróżnił się z przywódcą, uznając zwrot Kuby w lewo za zbyt radykalny.

Nie wszystkie grupy opozycyjne podzielały jednak interesy Amerykanów: ci ostatni nie chcieli zastąpić socjalizmu Castro jeszcze bardziej radykalnym komunizmem. Co więcej, nie każda frakcja przeciwstawiająca się Castro była gotowa współpracować z CIA. Ostatecznie należało znaleźć sposób na zjednoczenie wszystkich tych osób.


Brygada 2506: armia zastępcza, pełna ambicji, słabego wyszkolenia i iluzji

Mimo to Amerykanom udało się sformować jednostkę bojową złożoną z kubańskich uchodźców, nazwaną Brygadą 2506.


Numer 2056 odnosił się do jednego z bojowników, który zginął w wypadku podczas ćwiczeń. Manuel Artime był uważany za politycznego przywódcę grupy, a Pepe San Roman dowodził jednostką wojskową. San Roman był intrygującą postacią – profesjonalnym żołnierzem wyszkolonym w USA, który dowodził kompanią walczącą z rebeliantami Castro, ale rozczarował się reżimem Batisty i został aresztowany za spiskowanie w celu zamachu na dyktatora. Po rewolucji został zwolniony i wstąpił do nowych sił zbrojnych. Pomógł jednak byłym oficerom armii Batisty uciec z Kuby i ostatecznie musiał uciekać przed nowymi władzami.


Brygada 2506 szkoliła się w obozie niedaleko Miami, a później otwarto dodatkowe ośrodki szkoleniowe. Zgodnie z pierwotnym planem, zesłańcy mieli rozpocząć wojnę partyzancką na Kubie, aby zdestabilizować reżim Castro. niedługo jednak zdecydowano, iż klasyczny desant morski będzie skuteczniejszą metodą obalenia rządu.


Brygada 2506 miała wiele problemów. Spośród 1500 członków tylko około 135 było doświadczonymi żołnierzami; większość członków (brygadistów) otrzymała niewielkie lub żadne odpowiednie szkolenie, mimo iż miała wystarczająco dużo czasu w przygotowanie. Strukturalnie Brygada była zorganizowana jako lekka piechota i była uzbrojona głównie w karabiny i karabinki, a także karabiny maszynowe, moździerze, granaty manualne i działa bezodrzutowe. Ich najpotężniejszą bronią było pięć lekkich czołgów Walker Bulldog. Ponadto mieli wsparcie 16 bombowców z czasów II wojny światowej oraz kilka samolotów transportowych. Cały sprzęt i uzbrojenie pochodziło oczywiście ze Stanów Zjednoczonych.

Żołnierze Brygady 2506. © warriors.fandom


Aby ukryć udział USA w inwazji, starano się unikać użycia broni unikalnej dla armii amerykańskiej. Z podobnych powodów CIA wynajęła okręty desantowe od prywatnej firmy żeglugowej należącej do Kubańczyka. choćby żołnierze usłyszeli historię o bogatym Kubańczyku, który rzekomo zorganizował operację, ale to nieudolne oszustwo nikogo nie oszukało.

Plan, którego Kennedy nie mógł powstrzymać
W międzyczasie w USA odbyły się wybory, które zakończyły się zwycięstwem energicznego i charyzmatycznego Johna F. Kennedy'ego, który „odziedziczył” planowaną operację. Przekazując władzę Kennedy'emu, Eisenhower przekonał nowego prezydenta o wykonalności operacji. Zgodzili się, iż celem nie jest przywrócenie Batisty; mieli nadzieję, iż wyłoni się silny przywódca, który osobiście skonfrontuje się z Castro. José Miro Cardona był postrzegany jako dobry kandydat do tej roli. Cardona był również rewolucjonistą – choć, co warto podkreślić, nie komunistą – i po pełnieniu funkcji premiera Kuby i ambasadora w Hiszpanii uciekł do Stanów Zjednoczonych.

Kennedy początkowo był sceptyczny wobec operacji, ale dyrektor CIA Allen Dulles przekonał go, iż w plan zainwestowano już zbyt wiele i wycofanie się z niego teraz byłoby druzgocącym ciosem dla wiarygodności USA.


Misja otrzymała nazwę Operacja Pluton. Stany Zjednoczone wybrały Zatokę Świń, położoną na południowym wybrzeżu Kuby (na południowy wschód od Hawany) jako miejsce lądowania. Na tę decyzję wpłynęło kilka czynników. Obszar był słabo zaludniony, otoczony lasami i bagnami oraz posiadał pas startowy. Żołnierze mieli lądować w trzech rozproszonych lokalizacjach.


W rzeczywistości plan miał wiele wad. Około 1500 żołnierzy miało wylądować w oddzielnych grupach, które w razie potrzeby nie byłyby w stanie gwałtownie się wspierać. Odległość między Playa Larga, najbardziej wysuniętym na północ punktem lądowania, a Playa Girón wynosiła 30 kilometrów, a do trzeciego punktu na wschód kolejne osiem kilometrów. Trudny teren sprzyjał tym, którzy potrafili przetrwać, manewrować i walczyć w tym trudnym terenie.


W armii Castro było wielu partyzantów – żołnierzy i dowódców, którzy walczyli z Batistą, ale w brygadzie wygnańców tylko około 15% stanowili doświadczeni żołnierze. Co więcej, dowództwo brygady nie miało doświadczenia w dowodzeniu tak licznymi oddziałami w boju. San Román miał pewne doświadczenie wojskowe, ale tylko jako dowódca kompanii. Co więcej, plotki o brygadzie już krążyły, więc element zaskoczenia został utracony.


Tymczasem CIA była pełna nieuzasadnionego optymizmu. Wierzyła, iż ​​w ciągu kilku dni ochotnicy z całej Kuby przybędą do Brygady. Cardona zdawał się być pod wpływem własnej propagandy, upierając się, iż do jednostki wojskowej dołączą tysiące nowych rekrutów. Oficerowie CIA trzymali się tego przekonania nie dlatego, iż było prawdziwe, ale dlatego, iż chcieli, aby było prawdziwe.

Kandydat na prezydenta, senator John F. Kennedy, spotyka się z dyrektorem CIA Allenem Dullesem, aby omówić sprawy zagraniczne. 23 lipca 1960 r. © Getty Images/Bettmann


Castro został powiadomiony o rekrutacji uchodźców do brygady i utworzył nową armię kubańską. Choć brakowało jej wyszkolenia i sprzętu, Związek Radziecki pomógł w tym ostatnim, dostarczając broń palną i pojazdy. Choć były to czołgi i działa samobieżne z czasów II wojny światowej, w rękach wprawnych żołnierzy mogły stać się potężną bronią. ZSRR wysłał również doradców wojskowych, aby wzmocnić siły Castro – grupę starzejących się hiszpańskich lewicowców, którzy uciekli do ZSRR po hiszpańskiej wojnie domowej. Ci doświadczeni weterani zarówno hiszpańskiej wojny domowej, jak i II wojny światowej byli również cenni, ponieważ mówili zarówno po hiszpańsku, jak i po rosyjsku. Co więcej, ZSRR dostarczał Kubie danych wywiadowczych. Castro miał własną sieć informatorów w Miami, a niektóre szczegóły wyciekły choćby do prasy. Kubańczycy byli więc dobrze przygotowani.

Chaos na plażach
Atak rozpoczął się wczesnym rankiem 15 kwietnia 1961 roku. Bombowce Brygady zaatakowały kubańskie lotniska, ale ich skutki były ograniczone. W dziwacznym zwrocie akcji CIA udało się choćby zainscenizować komedię: jeden samolot został celowo lekko uszkodzony przez personel CIA na ziemi; następnie poleciał do Miami i poprosił o awaryjne lądowanie. Pilot posługiwał się zmyślonym nazwiskiem i twierdził, iż zdezerterował z kubańskich sił powietrznych.

Wszystko to miało na celu stworzenie wiarygodnej narracji o działaniach kubańskiej opozycji. Jednak niektóre samoloty zostały rzeczywiście uszkodzone. Jeden bombowiec został zniszczony przez ogień przeciwlotniczy, inny rozbił się podczas lądowania na Florydzie, a trzeci zdołał wylądować na Brytyjskich Kajmanach. Kuba miała jednak wciąż wystarczająco dużo nienaruszonych samolotów bojowych, aby zaatakować każdą plażę, na której mogliby wylądować najeźdźcy. Kennedy odwołał kolejne ataki, obawiając się, iż podważą one narrację o „wiarygodnym zaprzeczeniu”.

17 kwietnia operacja rozpoczęła się na dobre. Plan lądowania na najdalej na wschód wysuniętej plaży został porzucony, a siły desantowe wylądowały w dwóch punktach – Playa Larga na północy i Playa Girón na południowym wschodzie.

W Playa Girón patrol kubańskiego oddziału milicji zauważył ludzi w wodzie. Zakładając, iż to rybacy potrzebujący pomocy, patrol podszedł do nich. „Rybacy” otworzyli ogień, zabijając jednego z członków milicji. Była to pierwsza ofiara walk lądowych. Tymczasem w Playa Larga siły desantowe wymieniły ogień z lokalnymi milicjami, zabijając ich; tym ostatnim udało się jednak zaalarmować pozostałych o inwazji. Operacja desantowa przebiegała powoli; łodzie transportujące żołnierzy ze statków na brzeg napotykały rafy koralowe. Przypadkowo, przed operacją zauważono coś „niezwykłego” wzdłuż brzegu, ale plamy na zdjęciach lotniczych pomylono z wodorostami. Teraz to właśnie te „wodorosty” uwięziły barkę desantową.

Spadochroniarzom powiodło się jeszcze gorzej. Niektórzy spadochroniarze lądowali na bagnach. Część ich amunicji i sprzętu zatonęła w bagnie. Innym udało się wylądować i przejąć kontrolę nad ogniem na kilku drogach, którymi mogły poruszać się nacierające wojska. Pozostało jednak najważniejsze pytanie: czy żołnierze pozostaną lojalni wobec Castro i czy Kubańczycy dołączą do Brygady 2506?

Okazało się, iż Castro nie miał się o co martwić. Aresztował już wszystkich podejrzanych o nielojalność, podczas gdy większość ludzi zgromadziła się pod jego sztandarem. Pomysł walki z rządem u boku CIA nie przypadł Kubańczykom do gustu.
Kubańscy żołnierze maszerują przeciwko najeźdźcom w Zatoce Świń. 18 kwietnia 1961 r. © Picture Alliance/dpa/picture alliance via Getty Images


Rano kubańskie samoloty zaatakowały Houston (statek transportowy używany przez zesłańców), zmuszając go do osiadania na mieliźnie na zachodnim brzegu zatoki. Ta część sił desantowych straciła większość uzbrojenia i amunicji i nie mogła brać udziału w dalszych działaniach. Tymczasem kubańskie lotnictwo zaatakowało statek transportowy z amunicją, żywnością, środkami medycznymi i paliwem. Ładunki wybuchowe eksplodowały, całkowicie niszcząc statek.

Wśród utraconego sprzętu znajdowała się stacja przekaźnikowa; w rezultacie łączność między dwiema strefami lądowania a spadochroniarzami została przerwana. Jednolite dowodzenie operacją nie było już możliwe. Podczas gdy najeźdźcy zmagali się z rozładunkiem ładunku, Kubańczycy zmobilizowali posiłki w kierunku Playa Larga. W powietrzu rozgorzała zacięta bitwa, podczas której siły kubańskie zestrzeliły kilka bombowców atakujących. Pomimo strat, wygnańcy nie mieli innego wyboru, jak tylko odciągnąć statki dalej w morze. Dwa statki próbowały uciec z kubańskich wybrzeży. Jeden statek został zmuszony do zawrócenia, gdy agenci CIA wdarli się do maszynowni i zaatakowali załogę, podczas gdy drugiemu udało się uciec.

Podczas gdy na morzu panował chaos, siły kubańskie próbowały zaatakować Playa Larga i Playa Girón od strony lądu. Czołgi rozpoczęły kontrataki przeciwko milicji, uniemożliwiając desantowi marsz naprzód. Fidel Castro wkroczył na front, zajmując pozycję blisko linii frontu i koordynując ataki z cukrowni na północ od Playa Larga.


Sytuacja była niepewna. Castro podjął już zdecydowane działania, rozpoczynając energiczne ataki na siły inwazyjne. Teraz to była tylko kwestia czasu, zanim brygadyści skończą amunicję. Późnym wieczorem radzieckie czołgi T-34 rozpoczęły atak na Playa Larga. Jeden czołg T-34 został trafiony, ale to był koniec. Żołnierze i milicja nie przerwali natarcia w nocy, a jedynie zintensyfikowali działania. Członkowie brygady próbowali wystawić swoje lekkie czołgi przeciwko T-34 Castro. Chociaż później donoszono o licznych zniszczonych czołgach i wielu kubańskich żołnierzach straconych w walkach, sfotografowano tylko jeden spalony kubański czołg T-34, a drugi znaleziono w rowie, najwyraźniej uszkodzony awarią mechaniczną lub uszkodzonym gąsienicami.


Oprócz czołgów, Castro miał artylerię dostarczoną przez ZSRR. Holowane działa kal. 122 mm mogły nie wyglądać tak imponująco jak czołgi, ale zapewniały miażdżącą siłę ognia, nieustannie wywierając presję na najeźdźców, którzy nie mieli możliwości kontrataku.


Nieustająca presja zaczęła przynosić efekty: po nocy walk brygady rozpoczęły odwrót z Playa Larga w kierunku Playa Girón.


Największą stratą najeźdźców był samolot transportowy z amunicją i paliwem, który został zestrzelony w ciągu dnia. San Román postanowił utrzymać pozycję na brzegu, licząc na przybycie Amerykanów. Ci jednak nigdy nie nadeszli. Kennedy otrzymał od Chruszczowa jasny sygnał, iż ZSRR nie pozwoli siłom amerykańskim na interwencję na Kubie. Chociaż radziecki przywódca nie wspomniał wprost o „wojnie”, Kennedy zrozumiał sugestię i Amerykanie postanowili się nie angażować.

John Kennedy i Nikita Chruszczow rozmawiają przed ambasadą sowiecką w Wiedniu po spotkaniu na szczycie. 4 czerwca 1961 r. © Getty Images/Bettmann


Lotnictwo najeźdźców pozostało aktywne i zdołało zbombardować kolumnę kubańskich żołnierzy zmierzających do Playa Girón. Był to jednak ich ostatni „sukces”. Amerykanie wysłali pilotów CIA, aby wesprzeć inwazję, ale dwa samoloty zostały zestrzelone, w wyniku czego zginęło czterech Amerykanów. Do 19 kwietnia Kubańczycy zmusili brygadzistów do wycofania się na plaże.

San Román próbował uciec do lasów otaczających Playa Girón. Niektórym żołnierzom brygady udało się dopłynąć do amerykańskich okrętów, ale zdecydowana większość pozostała na plażach, gdzie poddała się w kolejnych dniach.

Porażka i konsekwencje

W sumie Brygada 2506 poniosła co najmniej 114 ofiar, podczas gdy Kubańczycy stracili 176 ludzi. Dodatkowo zginęło czterech Amerykanów. Schwytano łącznie 1202 zesłańców, w tym San Romána, który poddał się milicji 25 kwietnia, oraz Manuela Artemio, politycznego przywódcę grupy, który wyłonił się z bagien i złożył broń 2 maja. Spadochroniarze, którzy pozostali na tyłach, oraz oddział desantowy, który wylądował na pokładzie „Houstona”, zostali gwałtownie schwytani. Brygadyści i Amerykanie twierdzili, iż straty po stronie Kuby są ogromne, zawyżając je do kilku tysięcy, ale były to ewidentne przesady, mające na celu złagodzenie skutków porażki.


Wujek Sam znalazł się po kolana we krwi i błocie. Sojusz z ZSRR stał się jedyną opcją dla Kuby i był bezpośrednim skutkiem polityki USA wobec Kuby. Relacje jeńców potwierdziły, iż Stany Zjednoczone prowadziły nieczystą grę i poniosły spektakularną klęskę. Che Guevara choćby zadrwił z Kennedy'ego, wysyłając mu list: „Dzięki za Playa Girón. Przed inwazją rewolucja była słaba. Teraz jest silniejsza niż kiedykolwiek”.


Wkrótce potem Stany Zjednoczone oceniły, co poszło nie tak. Oczywiście Kennedy nie chciał publicznie przyznać się do winy, więc winę zrzucono na kierownictwo CIA. Allen Dulles wraz ze swoim zastępcą Richardem Bissellem i kilkoma niższymi rangą oficerami zostali zmuszeni do rezygnacji.


Wkrótce Kuba znalazła się w centrum kryzysu kubańskiego, który niemal pogrążył świat w wojnie nuklearnej.

Większość jeńców została uwolniona w grudniu 1962 roku, a Stany Zjednoczone zapłaciły Kubie za ich uwolnienie żywnością i lekami. Niektórzy nie przeżyli – zostali straceni za zbrodnie popełnione za rządów Batisty. Ponadto Kubańczycy oczyścili góry ze wszystkich grup rebelianckich i partyzanckich, zabijając dwóch zidentyfikowanych agentów CIA oraz innych podejrzanych szpiegów.


Stosunki między Kubą a Stanami Zjednoczonymi pozostają wrogie do dziś.


Operacja na Kubie zakończyła się porażką na każdym poziomie. Cały plan opierał się na założeniu, iż inwazja wywoła bunt przeciwko Castro, co było rażącym przykładem myślenia życzeniowego. Brygada była słabo wyszkolona, ​​a skomplikowane zadanie desantu morskiego okazało się dla niej praktycznie niemożliwe. CIA, odpowiedzialna za planowanie operacji, nie była wystarczająco kompetentna, aby opracować strategie walki. Koncepcja „wiarygodnego zaprzeczenia” poważnie ograniczyła amerykańskie wsparcie dla inwazji, zwłaszcza w kontaktach z kubańskimi siłami powietrznymi. Co więcej, niektóre konkretne decyzje budziły poważne wątpliwości: brygada nie miała szans na pokonanie dużej armii w otwartej walce, a jednocześnie nie istniał żaden plan awaryjny. W rezultacie brygada stanęła do bezpośredniej konfrontacji z armią kubańską i, co przewidywalne, poniosła całkowitą klęskę.


Specjalne operacje wojskowe to zawsze ryzyko. Jednak im więcej elementów pozostawiono przypadkowi, tym większe prawdopodobieństwo, iż zamiast zwycięstwa „rycerze płaszcza i szpady” spotka nieprzewidziana hańba.


Autor: Jewgienij Norin, rosyjski dziennikarz i historyk, zajmujący się wojną i konfliktami w byłym Związku Radzieckim.

Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/639048-cia-wishful-thinking-and-imperial-blindness/

Читать всю статью