autor: Tyler Durden
Rząd Turcji oraz niektórzy członkowie Parlamentu Europejskiego w środę skrytykowali niedawne wypowiedzi przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, sugerując, iż Europa nie powinna podlegać wpływom Rosji, Turcji ani Chin – nazywając te wypowiedzi wprowadzającymi w błąd i dzielące.
Von der Leyen w poniedziałek swobodnie skojarzyła członka NATO Turcję z Chinami i Rosją jako złowrogie wpływy na kontynencie, co stoi w sprzeczności z faktem, iż UE polegała na Turcji jako kluczowej roli dyplomatycznej w wojnie na Ukrainie oraz w przyjmowaniu uchodźców wojennych z Bliskiego Wschodu.
W swoich wypowiedziach zadeklarowała, iż UE "musi odnieść sukces w ukończeniu kontynentu europejskiego, aby nie był pod wpływem Rosji, Turcji ani Chin."
Następnie wezwała Europę, by "myślała szerzej i bardziej geopolitycznie", jeśli chodzi o odejście kontynentu od taniej rosyjskiej energii i niskobudżetowej chińskiej siły roboczej. Opowiadała się za większą niepodległością Europy, również w obliczu napięć z administracją Trumpa.
Parlamentarzyści z Grupy Lewicowej w Parlamencie Europejskim, w tym belgijscy członkowie Rudi Kennes i Marc Botenga, stanęli po stronie Turcji i ostro skrytykowali te wypowiedzi jako "zarówno nieścisłe, jak i bardzo dziwne", podkreślając, iż Turcja jest sojusznikiem NATO i utrzymuje wieloaspektowe relacje z Unią Europejską.
"Turcja wciąż jest oficjalnie krajem kandydatem do członkostwa w UE" – zauważyli urzędnicy. "Tego typu oświadczenia dzielą świat na 'nas' i 'innych', jakby istniał jakiś test czystości i jakby istniała intencja kontrolowania reszty kontynentu," powiedział Botenga.
Botenga ostrzegł ponadto, iż przedstawianie stosunków międzynarodowych jako "przyjaciele kontra wrogowie" niesie poważne ryzyko dla stabilności światowej. Jedno ze źródeł podkreśliło również, dlaczego Bruksela gwałtownie próbowała naprawić szkody podczas konferencji prasowej UE .
To szybkie wyjaśnienie podkreśla świadomość wrażliwości Brukseli. Turcja pozostaje kluczowym partnerem na wielu frontach: zarządzaniu migracją, bezpieczeństwie Morza Czarnego, transporcie energetycznym oraz stabilności regionalnej. Jednak ten epizod ujawnia ukryty niepokój w kręgach UE wobec niezależnej polityki zagranicznej Turcji, zwłaszcza w czasie, gdy niektóre głosy w Ankarze otwarcie poszukują alternatyw dla tradycyjnych zachodnich kierunków.
Rzeczywiście było trochę szybkiego cofania się w doborze słów i retoryce...
Mimo to słoniem w pokoju jest to, iż Turcja jest zdecydowanie geopolitycznym euroazjatyckim wyjątkiem – z jednej strony posiada drugą co do wielkości armię w NATO, a z drugiej często robi rzeczy sprzeczne z interesami NATO i UE, na przykład zbliża się do Moskwy w kluczowych kwestiach.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.zerohedge.com/













