Tusk mówi o „naszych sędziach” w TK. Pałac Prezydencki odpowiada

dzienniknarodowy.pl 2 дни назад
Zdjęcie: Tusk mówi o „naszych sędziach” w TK. Pałac Prezydencki odpowiada


Donald Tusk 28 sierpnia 2026 roku na Campusie Polska Przyszłości zapowiedział, iż we wrześniu „nasi sędziowie” mają wejść do gmachu Trybunału Konstytucyjnego, zastrzegając zgodność działań z prawem. Prezydencki minister Marcin Przydacz uznał tę frazę za dowód upolitycznienia sądownictwa. Stawką jest niezależność organu kontrolującego ustawy rządu.

„Nasi sędziowie” i obietnica wejścia do gmachu

Donald Tusk wystąpił w piątek 28 sierpnia na Campusie Polska Przyszłości w Olsztynie. Odpowiadając na pytanie o Trybunał Konstytucyjny, oświadczył, iż we wrześniu chce doprowadzić do wejścia „naszych sędziów” do jego gmachu. Zapewnił przy tym, iż cały proces ma przebiegać zgodnie z prawem. Wypowiedź przytoczyły WP Wiadomości.

Zastrzeżenie o działaniu zgodnym z prawem jest istotne, ale nie usuwa problemu zawartego w słowach „nasi sędziowie”. Sędzia Trybunału nie jest przedstawicielem premiera, rządu ani większości sejmowej. Konstytucja stanowi, iż sędziowie TK są wybierani indywidualnie przez Sejm spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą. Po wyborze mają orzekać niezależnie od politycznego zaplecza, które poparło ich kandydatury.

Marcin Przydacz, minister w Kancelarii Prezydenta, zwrócił uwagę właśnie na język politycznej własności. Napisał w serwisie X, iż określenie sędziów jako „moich” pokazuje obecny stan niezależności sądownictwa w Polsce. Reakcja Pałacu Prezydenckiego dotknęła sedna: władza wykonawcza może proponować rozwiązania ustrojowe, ale nie może traktować Trybunału jak własnego zaplecza.

Kandydatura Macieja Berka w centrum sporu

Bezpośrednim tłem wypowiedzi jest kandydatura Macieja Berka. Druk sejmowy nr 3006 potwierdza zgłoszenie go na stanowisko sędziego TK. Berek był bliskim współpracownikiem premiera i odpowiadał w rządzie za proces legislacyjny. To rodzi pytanie o późniejsze orzekanie w sprawach ustaw przygotowanych przez gabinet, z którym był związany.

Tusk bronił kandydata, przedstawiając go jako kompetentnego prawnika i państwowca, który będzie umiał wyłączyć się ze spraw mogących wywoływać zarzut stronniczości. Premier przekonywał również, iż Berek nie jest kandydatem partyjnym. Te zapewnienia nie zamykają debaty. Niezależność sądu konstytucyjnego musi być widoczna także dla obywatela, a bliskość kandydata z ośrodkiem władzy zawsze osłabia publiczne zaufanie.

Spór nie dotyczy wyłącznie jednej nominacji. Rządowa większość pozostaje w ostrym konflikcie z obecnym składem Trybunału, a projekt budżetu na 2027 rok nie przewiduje dochodów i wydatków TK. Słowa o wejściu „naszych sędziów” padają więc w chwili, gdy presja polityczna i finansowa na tę instytucję wyraźnie rośnie.

Trybunał nie jest łupem większości

Prawo i Sprawiedliwość ponosi odpowiedzialność za własne decyzje kadrowe oraz za utratę społecznego zaufania do Trybunału. Błędy poprzedników nie dają jednak obecnej władzy prawa do przejęcia instytucji pod nowym szyldem. Naprawa standardów nie może polegać na zastąpieniu jednego klucza partyjnego drugim.

Trybunał Konstytucyjny rozstrzyga o zgodności ustaw z ustawą zasadniczą. Jego wyroki dotykają podatków, praw obywatelskich i granic działania państwa. Dla Polaków oznacza to bardzo konkretną stawkę: czy rząd będzie podlegał rzeczywistej kontroli, czy też kontrolerzy zostaną wcześniej uznani za „naszych”. Państwo narodowe potrzebuje silnych instytucji, a ich siła zaczyna się od niezależności wobec każdej partii.

Źródło: WP Wiadomości, Sejm RP, druk nr 3006

Źródło: WP Wiadomości

Читать всю статью