Mykoła Riabczuk, ukraiński pisarz i eseista, w rozmowie z PAP 24 sierpnia ocenił, iż debatę o UPA trzeba zamrozić do końca wojny z Rosją. Jednocześnie oskarżył część polskiej prawicy o podsycanie niechęci do Ukraińców. Dla Polski wniosek jest prosty: pomoc Ukrainie nie oznacza rezygnacji z prawdy o Wołyniu.
Apel z Ukrainy i polska odpowiedź
Mykoła Riabczuk zabrał głos przy okazji Dnia Niepodległości Ukrainy. Jak podał Wprost za PAP, ukraiński pisarz mówił o pogarszających się relacjach polsko-ukraińskich, przemocy wobec Ukraińców zamieszkałych w Polsce, sporze o Wołyń oraz roli UPA w ukraińskiej pamięci. Najmocniejszy punkt tej wypowiedzi dotyczył historii: Riabczuk zaproponował, by sprawę UPA tymczasowo odłożyć do końca wojny z Rosją.
To brzmi jak apel o spokój. Dla Polski nie może jednak oznaczać zawieszenia prawdy. Przemoc wobec Ukraińców w Polsce, jeżeli do niej dochodzi, musi być ścigana przez państwo. Tu nie ma taryfy ulgowej. Ale równie stanowczo trzeba odrzucić sugestię, iż polska pamięć o Wołyniu jest problemem, który należy włożyć do politycznej zamrażarki, bo przeszkadza aktualnej dyplomacji.
Wołyń nie jest tematem pobocznym
Rzeź wołyńska nie jest kwestią nastroju ani materiałem wyborczym. To rana narodowa, zbrodnia na ludności cywilnej i obowiązek państwa polskiego wobec zamordowanych oraz ich rodzin. o ile rozmowa o UPA ma być trudna dla Kijowa, tym bardziej powinna być prowadzona uczciwie, a nie odkładana na wygodniejszy moment. Historia zwykle nie czeka na wygodny moment.
Dziennik Narodowy pisał ostatnio, iż Moskwa próbuje rozgrywać Polskę i Ukrainę Wołyniem. To prawda i trzeba być na to odpornym. Rosyjska propaganda cynicznie wykorzystuje każdą polsko-ukraińską ranę. Odpowiedzią nie może być jednak milczenie o zbrodni, tylko twarda, spokojna i źródłowa polityka pamięci. Kłamstwo Kremla zwalcza się prawdą, nie autocenzurą.
UPA w dwóch pamięciach
Riabczuk zwrócił uwagę, iż dla wielu Ukraińców UPA kojarzy się z walką przeciw ZSRR, a dla Polaków przede wszystkim ze zbrodniami na ludności cywilnej. Ten opis oddaje część sporu, ale nie rozwiązuje jego moralnego ciężaru. Państwo, które chce trwałego partnerstwa z Polską, musi rozumieć polską wrażliwość nie jako kaprys, ale jako element naszej racji stanu.
Dzieje.pl przypomina, iż spór zaostrzyła decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”, krytykowana w Polsce przez przedstawicieli różnych obozów politycznych. W tym samym kontekście pojawiły się decyzje i gesty związane z Orderem Orła Białego. To pokazuje, iż nie mówimy o archiwalnej debacie historyków, ale o realnej polityce państwowej prowadzonej dziś, w trakcie wojny na Ukrainie.
Bez przemocy, bez szantażu pamięci
Polska prawica musi pilnować dwóch granic. Pierwsza jest oczywista: żadnej przemocy wobec Ukraińców, żadnej odpowiedzialności zbiorowej, żadnego języka pogardy. Człowiek mówiący po ukraińsku na polskiej ulicy nie jest winien decyzjom władz w Kijowie ani błędom ukraińskiej polityki pamięci. Państwo polskie ma obowiązek chronić porządek publiczny i godność każdej osoby.
Druga granica jest równie ważna: nie wolno pozwolić, by zarzut „antyukraińskości” zamykał usta Polakom, którzy domagają się ekshumacji, godnych pochówków i jednoznacznego potępienia zbrodni UPA. W relacjach z Kijowem potrzebny jest realizm narodowy, nie nerwowy odruch. Dlatego cenne są teksty, w których niemieckie media bronią polskiej pamięci o Wołyniu, bo pokazują, iż ta sprawa nie jest lokalną obsesją polskiej prawicy.
Sojusz wymaga prawdy
Ukraina walczy z rosyjskim imperializmem i Polska ma interes w tym, by Moskwa tej wojny nie wygrała. Ale polski interes nie kończy się na wojskowej mapie. Obejmuje także pamięć, godność ofiar, bezpieczeństwo społeczne i uczciwość w relacjach z sąsiadem. Sojusz, w którym jedna strona ma stale rozumieć cudzą wrażliwość, a własną odkładać na potem, jest sojuszem chwiejnym.
Riabczuk mówi o potrzebie zamrożenia sporu o UPA. Polska odpowiedź powinna być spokojna i twarda: można ograniczać temperaturę debaty, ale nie wolno zamrażać prawdy. Można pomagać Ukrainie, ale nie wolno rezygnować z Wołynia. Można sprzeciwiać się Rosji i jednocześnie wymagać od Kijowa dojrzałości. Tylko taka polityka jest poważna.
DN opisywał już, jak kult OUN-UPA uderza w polską pamięć. Dzisiejsza wypowiedź Riabczuka potwierdza, iż spór nie zniknie od samego przemilczenia. jeżeli ma powstać trwałe polsko-ukraińskie porozumienie, jego fundamentem musi być prawda o ofiarach, a nie dyplomatyczna cisza nad mogiłami.
Źródło: Wprost/PAP, Dzieje.pl.
Źródło: Banderyzm / Ukraina (monitor PL)











